/

Mózgi wschodnie w natarciu


W sierpniu zastanawialiśmy się na naszych łamach nad sytuacją społeczności LGBTQ+ w Polsce, tak w teraźniejszości, jak i w przyszłości. Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że zarówno moje redakcyjne koleżanki, jak i lwia część przekazów medialnych na ten temat, pomijają fakt, którego pominąć się nie da – jest to kolejna debata, która w krajach prawdziwej zachodniej demokracji XXI w. odbyła się już lata temu. Po raz kolejny polskie społeczeństwo udowadnia, że trzydzieści lat przemian to za mało, żeby uciec z mentalnego Wschodu.


Na początek zła wiadomość dla wszystkich godków, jędraszewskich, czarnków, kanthaków i innych sebixów: historia demokracji pokazuje, że koniec końców każda stłamszona grupa uzyskuje pełnię praw obywatelskich. Możecie z tym walczyć, jak południowcy w Stanach walczyli o utrzymanie zrównania ludności czarnoskórej z narzędziem do pracy na polu. Może Wam się to wydawać niemożliwe, jak niemożliwe wydawało się kiedyś uzyskanie praw wyborczych przez kobiety. Jednak koniec końców demokracja musi być inkluzywna, a piasek przelatujący przez klepsydrę drąży jednocześnie skamieliny nietolerancji. Pytanie nie brzmi więc, czy społeczność LBGTQ+ wygra walkę o spełnienie swoich postulatów, a jak długą i jak ciężką drogę musi przebyć, by to zrobić. I o to właśnie walczą armie homofobów.


Mając choć odrobinę empatii, nie da się nie patrzeć z przerażeniem na to, co obecnie dzieje się w Polsce. Rządzący i kościół katolicki (chociaż czy to nie jedno i to samo?) są jedynie rolnikami uprawiającymi pola agresji względem „inności”. Problemem jest to, że trafili na niesamowicie żyzną glebę. Gdyby w Polkach i Polakach nie było uprzednio homofobicznego lontu, rozpalanie tego dynamitu nie miałoby szansy się udać. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: gra jest obustronna. Politycy zwietrzyli szansę na zbicie kapitału politycznego na kampanii przeciw tęczy. PiS specjalizuje się w szukaniu wrogów w celu cementowania swojego elektoratu i jest to gra w Polsce zaskakująco łatwa, ale i niesamowicie niebezpieczna. Z drugiej strony mamy obywatelki i obywateli, którzy w tej kampanii znaleźli ujście dla siedzącej w nich czarnej masy nietolerancji. Dla nich jest to więc sytuacja win-win – łatwa kampania dla polityków i kościoła i ogromna grupa ludzi, którzy mogą wspólnie besztać „tęczową zarazę”, utwierdzając się tym samym, że siedzące w nich złe emocje nie są niczym nagannym, bo przecież większość (wcale nie „milcząca”, jak mówiły billboardy) nie może się mylić.


Najbardziej przerażające w całej sytuacji jest to, że, tu znowu spoglądając na karty historii, do rozpoczęcia tragedii potrzeba niewiele. Nienawiść już zrodziła agresję słowną. Jesteśmy o krok od przejścia do czynów i możemy nawet nie zauważyć, kiedy do tego dojdzie. Wtedy będzie już jednak za późno. Atakujący społeczność LGBTQ+ zdają się nie uświadamiać sobie, że po drugiej stronie, przez nich tak ostrzeliwanej, też są ludzie. Ludzie walczący o to, by we własnym kraju czuć się równymi. Tylko tyle i aż tyle. Heterycy płaczą, że przez pandemię nie mogą zorganizować sobie wymarzonego ślubu na 300 osób. Osoby homoseksualne nie mogą zalegalizować w naszym kraju swoich związków w żaden sposób, w czasie pandemii, czy nie. TVP kręciło kampanię na ślubach i adopcji, podczas gdy przez tyle lat nie udało się zalegalizować nawet związków partnerskich. To jest dyskusja o lotach w kosmos przed wynalezieniem koła.


Dróg z miejsca, w którym obecnie się znajdujemy, jest kilka. Jako osoby heteronormatywne, możemy wspomagać nasze przyjaciółki i przyjaciół LGBTQ+ w ich walce, do czego gorąco zachęcam – słowem, czynem, czy czymkolwiek, czego będą od nas potrzebować. Wtedy pokażemy, że nie są to postulaty „tęczowej zarazy”, bo ich los leży na sercach całego społeczeństwa. Piętnujmy idiotyzmy homofobów, walczmy z agresją i chamstwem. To powinno przyspieszyć cały proces. Możemy też zostawić ich samych w tej walce i liczyć, że uda im się na własną rękę wygrać tę bitwę. W takiej sytuacji prosiłbym jednak o brak komentarzy w stylu „robicie to źle”, „to nie ma prawa zadziałać w Polsce”. Jeżeli nie chcecie pomóc, przynajmniej nie przeszkadzajcie. Może kiedyś dadzą sobie radę na własną rękę. Jest też najczarniejszy scenariusz: bierność osób heteronormatywnych może doprowadzić do zalania Polski falą nienawiści, która już przebija się przez tamy przyzwoitości. I proszę mi wierzyć, że na gorzkich słowach w Internecie się nie skończy. Kampania nienawiści doprowadzi w końcu do fizycznych aktów, mających na celu uciszenie społeczności LGBTQ+. I proszę mi wierzyć, że jesteśmy tej granicy zdecydowanie bliżej, niż może nam się wydawać. Od nas zależy, czy spróbujemy z tą powodzią walczyć, czy damy jej zatopić ludzi wokół, którzy walczą tylko o to, by normalnie żyć w tym nienormalnym kraju.

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Feminista. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.