Mulan bliżej legendy

Należałoby odpalać race, a raczej chińskie fajerwerki, bo oto, po wielu porażkach („Pięknej i Bestii”, „Królu Lwie”, „Dumbo”) w końcu mamy najlepsze live action Disney’a. I choć jest się z czego cieszyć, trudno nie zwrócić uwagi na krążące wokół filmu kontrowersje.

Powiedzmy sobie szczerze, właściwie poza „Księgą Dżungli” z 2016 roku, filmy live action nie miały szczególnie dobrej passy. W „Pięknej i Bestii” narzekaliśmy na mdłą historię i słabe efekty specjalne. „Król Lew” miał wspaniałą kinematografię, ale film pogrążyła mimika animowanych zwierząt, które zaprogramowane były do wyrażania jednej emocji. Widzowie do dziś próbują odszyfrować jakiej. Dodatkowo – mogą zauważyć sceptycy – po co przedstawiać te same historie po raz kolejny? Czy są z tego jakieś korzyści (poza finansowymi oczywiście)? „Mulan” nie popełnia błędów poprzedników. W końcu łączy obie cechy – widowiskową kinematografię, stworzoną do oglądania na dużym ekranie oraz przepełnioną emocjami historię. 

Legendy o chińskiej wojowniczce, która stawia się do wojska udając mężczyznę, nie trzeba przypominać. Wszyscy doskonale ją znamy. Historię spopularyzował animowany film Disneya z 98 roku, który do dziś, mimo pojawienia się „Moany” i „Meridy Walecznej”, jest symbolem najbardziej feministycznej bajki oraz przełamania wizerunku klasycznej „księżniczki Disneya”. 

Tak się dzieje przy remake’ach, że zawsze znajdzie się grono niezadowolonych osób, przywiązanych do oryginału. Tegoroczny film nie powiela historii, trzyma się bliżej legendy. Jest zdecydowanie poważniejszą wersją animowanej bajki. Z tego powodu nie zobaczymy ikonicznej jaszczurki Muszu, ani nie usłyszymy przeboju „Zrobię mężczyzn z was”. Zyskamy jednak powagę i wiarygodność historii. Nie wyobrażam sobie zresztą by ekipa – Yifei Liu, Donnie Yen, Yoson An zaśpiewała w tercecie tak, aby sala nie wybuchła śmiechem (zażenowania). 

Bez bajkowej osłony, z historii wyłania się pewna surowość (zresztą film nieco przesadnie otrzymał ograniczenie wiekowe: PG-13). Widzimy świat, który nie jest łaskawy, rządzi się sztywnymi regułami. Jednocześnie historia buduje wyraziste przesłanie. Z triady wartości – honoru, odwagi, prawdy, to ostatni ideał jest najważniejszy. Film podkreśla, że należy żyć w zgodzie ze swoją naturą. Jednocześnie kieruje wątek feministyczny w nową stronę, wprowadzając ciekawą antybohaterkę oraz kładąc nacisk na przyjaźń i braterstwo.

Wokół filmu wybuchły liczne kontrowersje – m.in. z powodu wypowiedzi aktorki odgrywającej rolę Mulan – Yifei Liu, popierającej brutalne działania policji w trakcie protestów w Hong Kongu, oraz podziękowań w napisach końcowych, skierowanych do chińskich władz regionu Sinciangu, gdzie łamane są prawa człowieka, w szczególności mniejszości muzułmańskiej. Pod wpływem tych wydarzeń narodził się hasztag #BanMulan zachęcający do bojkotu filmu.

Jeśli Disney poszedł na kompromisy, to jednym z tych mniejszego kalibru, jest usunięcie sceny pocałunku głównej boahterki i jej wybranka. Jak zdradziła reżyserka w rozmowie dla The Hollywood Reporter, scena miała rozczarować chińską widownię. Ale co z resztą świata? 

I tak „Mulan” oferuje nam emocjonalną i imponującą kinematograficznie historię, której już znacznie bliżej jest do legendy. Może gdyby nie kontrowersje, byłoby też bliżej do jej ideałów?

Mulan, reż. Niki Caro, prod. USA 2020

Wpisy

Studentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Lubię dobrze opowiedziane historie. W kinie czasem się to udaje, a wtedy warto o tym napisać. Jeśli nie, tym bardziej?
(https://www.filmweb.pl/user/Agata_Ikanowicz)