Myśliwy z kamerą

Nowy Folder - Puchalski

 

Jakie filmy przyrodnicze są najwspanialsze? Wiadomo, te, które dla BBC TV produkuje David Attenborough. Robiąc serial w rodzaju „Planety Ziemia”, dysponuje kilkusetosobową ekipą, samych operatorów ma ponad 40, każdy ze sprzętem najwyższej klasy, nie mówiąc o specjalistach od efektów specjalnych, animatorach i researcherach, którzy namierzą mu każde stworzenie na Ziemi. A także o dźwiękowcach na planie i ich superczułych mikrofonach i magnetofonach oraz naturalnych plenerach, gdzie opowieść Attenborough przed kamerą zabrzmi naprawdę wiarygodnie. Produkcja tego serialu trwała 5 lat, ekipa spędziła na planie ponad 2 tys. dni, jeżdżąc w około 200 lokacji i dysponując budżetem rzędu 25 mln dolarów. Polscy specjaliści od filmów przyrodniczych o takich pieniądzach – i takiej ekipie – mogą tylko pomarzyć!

Nowy Folder - Puchalski

 

Polski pionier filmu przyrodniczego, Włodzimierz Puchalski, pracował zwykle w pojedynkę, niemal wtopiony w przyrodę, godzinami ukryty w prowizorycznym szałasie-czatowi i modląc się w duchu, by terkot kamery nie przestraszył filmowanego obiektu, a wiatr nie przywiał zapachu człowieka, bo wtedy całe czaty na nic. A Puchalski jak mało kto wiedział, co to czatowanie: już jako trzynastolatek uczestniczył w polowaniach, wkrótce też dostał swój pierwszy aparat fotograficzny i zaczął robić zdjęcia. To on wymyślił określenie „bezkrwawe łowy” jako synonim fotografowania przyrody, co nie znaczy, że zarzucił polowanie. Wręcz przeciwnie, rodzina reżysera z uśmiechem wspomina jego wypady ze strzelbą do lasu, wracał potem z upolowaną zwierzyną, dumny jak wojownik, który żywi swoich bliskich, co w czasach PRL-u nie było bez znaczenia.

 

Myślistwo było jego pasją, podobnie jak filmowanie i fotografowanie przyrody. Pismo myśliwych „Łowiec polski” co roku ogłaszało konkurs fotograficzny. Puchalski w latach 30. sześć razy z rzędu zajmował w nim pierwsze miejsce, stał się znany i ceniony, sam prezydent Mościcki zamówił u niego reportaż ze swego polowania, w którym uczestniczył Herman Göring. Był daltonistą, ale w czasach fotografii czarno-białej była to raczej zaleta niż wada. Kiedy ogląda się zachowane fragmenty filmu „Bezkrwawe łowy”, który Puchalski zmontował i zaprezentował publicznie w styczniu 1939 roku, widać jego niezwykłe wyczucie światłocienia, wręcz czułość, z jaką obserwuje przyrodę. To nie przypadek, że zawodowo zajmował się technikami rejestracji obrazu i montażem – najpierw na Politechnice Lwowskiej (choć z wykształcenia był agronomem), potem w Krakowie (był współorganizatorem Kursów Przysposobienia Filmowego), gdzie na Uniwersytecie Jagiellońskim pracował w Zakładzie Genetyki, prowadząc fotograficzną dokumentację badań.

Nowy Folder - Puchalski

 

W 1956 roku, mając za sobą realizację kilku filmów, w tym nagradzanej w świecie „Ptasiej wyspy”, związał się z Wytwórnią Filmów Oświatowych w Łodzi. Tu powstały jego najważniejsze prace, stanowiące dziś kanon filmu przyrodniczego – bynajmniej nie tylko polskiego. Jeździł po Polsce, dokumentując przyrodę poszczególnych regionów, podpatrując ptaki, gady i płazy. Uczestniczył w ekspedycjach antarktycznych, dając świadectwo dokonań polskich polarników, wchodził do ogrodów zoologicznych, szukając egzotyki, wydawał albumy ze swoimi fotografiami, pisał książki (ma ich w dorobku ponad 20). I, oczywiście, polował – nie zawsze bezkrwawo.

 

Ma w dorobku około 60 filmów, kilkanaście książek i albumów, sam stał się bohaterem kilku obrazów, a konkurs fotograficzny „Łowca polskiego” nosi obecnie jego imię. Podobnie jak Festiwal Filmów Przyrodniczych, organizowany corocznie przez WFO. Ma swoją izbę pamięci na Zamku Królewskim w podkrakowskich Niepołomicach. A Jan Walencik, jeden z duchowych spadkobierców mistrza, podobnie jak on twórca filmów przyrodniczych, przygotowuje dwutomową monografię „Puchalszczyzna”.

 

W styczniu 1979 roku Włodzimierz Puchalski uczestniczył w kolejnej wyprawie polarnej na Wyspie Króla Jerzego, gdzie znajduje się Polska Stacja Antarktyczna im. Henryka Arctowskiego. Tam dopadł go trzeci zawał i tam go pochowano.