Na granicy

„Wędrowny Zakład Fotograficzny” jest w istocie albumem złożonym z kilkuset historii. Można  odłożyć każdą na bok, by funkcjonowała jako niezależny, anegdotyczny kadr. Warto jednak wyruszyć za autorką starym Volkswagenem T3 i pozwolić, by pokazała nam wszystkie zdjęcia sklejone w głęboką, różnorodną całość.

Agnieszka Pajączkowska jest kulturoznawczynią o specjalizacji wizualnej, animatorką kultury, twórczynią i koordynatorką projektów animacyjnych, społecznych i twórczych, badaczką historii codziennych praktyk fotograficznych. Wyruszyła w pierwszą solo podróż z Zakładem mając dwadzieścia sześć lat. Jak zaznacza na samym wstępie, nie miała wtedy na celu ani przeprowadzania konkretnych badań, ani tym bardziej pisania recenzowanej poniżej książki. Kierowała nią ciekawość wobec nieznajomych, których fotografowała wymieniając się za opowieści, wodę, jedzenie czy prąd. Czasem robiła notatki, rzadziej nagrywała rozmówców dyktafonem. Przede wszystkim nastawiła się na uważne słuchanie.

Jak zaznacza, zdjęcia miały być robione dla fotografowanych, a nie dla niej samej. Pozujący mogli się dowolnie przebrać i ustawić, zachować wydruki dla siebie bądź wysłać je rodzinie. Autorce nie zależało na późniejszym upublicznianiu wizerunku napotkanych. Wystrzegała się jak ognia podejścia: inne, czyli egzotyczne. Bała się pułapki uprzedmiotowienia ludzi, zrobienia z nich wystawy. W efekcie fotografie w „Wędrownym Zakładzie Fotograficznym” utkane są dosłownie ze słów. Głód wizualny można uzupełnić o archiwum 162 pozycji z fragmentami umieszczonych na stronie projektu.

Podróże z lat 2012-2017 rozciągają się wzdłuż granicy z Litwą, Białorusią, Ukrainą i Rosją. Jeden z wyjazdów zahaczył również o Dolny Śląsk, zgodnie z radą, że aby zrozumieć wschód należy udać się na zachód. Nazwanie nietuzinkowego reportażu tylko próbą zrozumienia „Polski B” byłoby ciężkim, czytelniczym przewinieniem. Pajączkowska sięga zdecydowanie głębiej. Z krótkich, zawsze zgrabnie spuentowanych rozdzialików tworzy portret społeczeństwa drogi. Należą do niego nie tylko Polacy, ale i związani tożsamościowo mieszkańcy wymienionych wyżej państw, które kiedyś ktoś oddzielił na mapie ołówkiem i linijką. Historia przesiedleń, związanych szczególnie z akcją „Wisła”, odciska piętno na teraźniejszości. W domach poniemieckich, jeszcze przedwojennych, mieszkają Polacy, Białorusini, Ukraińcy. Tych ostatnich nadal niektórzy ze starszego pokolenia utożsamiają z banderowcami. Na progu niejednej chaty spotkać się można z równie żywym antysemityzmem. Wiele jest z drugiej strony mieszkańców, którzy różnić między sąsiadami nie widzą. Myślą jak Andrzej, któremu autorka pomogła odpalić ciągnik w środku lasu: —To wszystko jedno, czy ktoś Polak, Ukrainiec czy Niemiec – ma być dobrym człowiekiem i tyle. Katolicy płacząc za łemkowskim przyjacielem idą na pogrzeb do cerkwi i na odwrót. Najadekwatniejszą odpowiedzią na pytanie skąd jesteś okazuje się być po prostu stąd.

Pajączkowska na siłę nie tłumaczy i nie komentuje dialogu swoich bohaterek i bohaterów z historią. Oddaje im głos, starając się maksymalnie przekazać język i sposób wypowiedzi, jaki charakteryzuje wysłuchiwanych. Także on jest przecież elementem niedookreślonej często tożsamości. Opisuje domy i okolice opowiadanych historii dokładnie i zwięźle jednocześnie. Zwraca uwagę na gatunek kwiatów na cmentarzu, kolor metek w blaszanym spożywczaku, a nawet na suszące się na parapecie torebki po herbacie, które ktoś zaparzył już wielokrotnie.

„Wędrowny Zakład Fotograficzny” opowiada o granicach i sam krąży na brzegu reportażu a antropologicznej, społecznej obserwacji. Tak właśnie wyobrażam sobie misję obwoźnych fotografów, którzy zainspirowali kształt całego przedsięwzięcia.

„Wędrowny Zakład Fotograficzny”
Autor: Agnieszka Pajączkowska
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2019
fot. obrazek wyróżniający: czarne.com.pl

Wpisy

Jej życiową ambicją jest zostanie panią na ludzkiej poczcie. Chce przyjmować w zawsze otwartym okienku historie i przesyłać je dalej – w formie dziennikarskiej, filmowej i teatralnej. W przerwie od pracy pije kawę i słucha płyt rodziców.
Wicenaczelna magazynu "Nowy Folder" dogląda działu "Folder z Dokumentami", które, ma nadzieję, zechcecie oglądać.