Centrum Kapuścińskiego

Bartek Sabela to reporter i zapalony podróżnik. Na swoim koncie ma książki o Afryce Zachodniej („Wszystkie ziarna piasku”) oraz zagładzie jeziora Aralskiego w Uzbekistanie („Może morze wróci”). W książce „Afronauci. Z Zambii na Księżyc” kolejny raz zabiera czytelników do Afryki, przybliżając im marzenie pewnego jej mieszkańca.

 

 

Inspiracją do napisania książki był album „Afronauts” wydany w 1964 roku. To w nim Sabela odnajduje zdjęcie z opisem, który informuje o ambicjach wysłania w kosmos afrykańskiej załogi. W samym apogeum wyścigu kosmicznego między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim pewien ekscentryczny marzyciel, Edward Mukuka Nkoloso postanawia wysłać własną rakietę w kosmos. Chce wylądować na Księżycu. Bez technologii, ekspertów, zaplecza, mając do dyspozycji kilku kadetów amatorów i beczki po oleju. Chce lecieć prosto z pewnego wzgórza w Lusace, stolicy Zambii, która dopiero co zerwała kolonialne kajdany.

 

Reporter jedzie do Zambii i podąża śladami historii Zambijskiej Akademii Lotniczej. W książce próbuje zrekonstruować wydarzenia sprzed ponad półwiecza. Tropi ślady historii niczym detektyw, zbierając strzępy informacji, z których wyłania się powoli obraz wydarzenia. Przemierza ulice Lusaki, z uporem maniaka przeczesuje archiwa i urzędy, w których prawie nie ma potrzebnych mu dokumentów. Rozmawia z dziennikarzami, urzędnikami, kustoszami muzeów. Wszyscy chcą opowiadać o dzielnych bojownikach walki o niepodległość, wspominają Kenetha Kaundę, pierwszego prezydenta niepodległej Zambii. Nikt jednak nie chce mówić o zambijskich misjach kosmicznych. Dzięki wytrwałości Sabela dociera jednak do faktów, a przy okazji opowiada historię walki z kolonializmem na południu Afryki, wpisując ją w szerszy kontekst historyczny.

 

Kim był twórca Zambijskiej Akademii Lotniczej? Wariatem? Marzycielem? Filozofem? Plan, by wysłać własną ekipę w kosmos i dogonić największe mocarstwa nie mogło się spełnić. Zachodni reporterzy pokazywali misję Nkloso jako donkiszoterię, opisując groteskowe „treningi” kadetów, których Nkloso kazał turlać w beczkach ze zbocza w Lusace.

 

A może w marzeniu Edwarda Mukuka Nkoloso jest właśnie wiara w niemożliwe, niezgoda na zastany porządek świata? Przecież niepodległa Zambia też jeszcze niedawno była mrzonką marzycieli, a jednak kraj ten znalazł się na mapie jako suwerenne państwo.

 

Książka „Afronauci. Z Zambii na Księżyc” jest rzetelnym reportażem o historii Zambii, można ją jednak czytać jako symboliczną opowieść o marzeniach. Sabela ukazał uniwersalne pragnienie przekraczania granic i ludzkich słabości. Nawet jeśli marzenie to jest z góry skazane na porażkę.

 

 

Rafał Bartolik
„Afronauci. Z Zambii na Księżyc” (2017)
Bartek Sabela
Wydawnictwo „Czarne”

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Chemik schodzi na złą drogę

Chemik schodzi na złą drogę

O Kacprze Choromańskim, który zawodowo analizuje krwawe ślady, pisze Anna...
Misterium ciała

Misterium ciała

"Pamiętam dokładnie swoją pierwszą sekcję zwłok"
Który to świat?

Który to świat?

Druga część opowieści o Malezji. Pisze i fotografuje Weronika Rzeżutka...

Name required

Website