Najśmieszniejszy wirus świata

Panie biegające w panice po Lidlu, trącające wszystkich torebkami na lewo i prawo. Ledwo wyrabiają się na zakrętach, a jeszcze przecież trzeba do kościoła pójść. Co tam wnuczki, tworzące tory przeszkód, odgrywające Rejtana, żeby kochana babuszka została w domu. Nie jest w końcu simem, żeby złapać się za głowę, nie ominąć zasieków i leżącego w progu dziecka. Trzeba się pomodlić za to rozbisurmanione, nowoczesne serduszko. A później zrobić obiad – może jakieś placuszki z tony mąki, która stoi teraz w przedpokoju? Ale nie, bunia nie panikuje. Jedynie kątem oka w kolejce w sklepie (na 100 lat stania) patrzy ile ziemniaków ma sąsiad w koszyku. Jeśli więcej – Ha! Boi się! Tchórz! – Jeśli mniej – Co za ignorant. Będzie pełzał później z głodu po torebkę ryżu do sąsiadów.

Giełda spada, akcje producenta makaronów rosną, pewnie proporcjonalnie do liczby wyznawców Latającego Potwora Spaghetti. Jednak to prawda – jak trwoga, to do Boga. Oprócz nawrócenia się przydałby się może jeszcze jakiś romans. Tak, żeby mieć tragiczną opowieść do wspominania lub nie, w zależności od tego, jak to wszystko się skończy. Podobnie jak w obrzyganej teraz z każdej strony Dżumie czy Miłości w czasach zarazy. Znaleźć jakiegoś Florentina Arizę, kazać mu chodzić uzupełniać zapasy żelu antybakteryjnego, a jeśli uda się zgromadzić go naprawdę dużo, wymienić parę buteleczek na kawalerkę w centrum. O! To do roboty, czas odpalić Tindera.

Tylko ta rodzina nieszczęsna. Przez to ciągłe siedzenie w domu nagle okazuje się, że siostra skończyła magistra, przypominamy sobie jak brat ma na imię i że kot ma problemy z sercem i musi brać tabletki. Pewnie przez te ciągłe stresy – żyje w końcu w domu wariatów, teraz jeszcze doszedł ten koronawirus. Próba socjalizacji z rodziną, wspólnej szarlotki z herbatką, kończy się najczęściej garnkami i nożami w locie, podobnie jak w Kuchennych Rewolucjach Magdy Gessler. Dobrze, że chociaż tata nie może wyrzucić z domu, bo dziecko jeszcze przyniesie ze sobą tę dziką france.

Jak nie dać się zwariować? Można spróbować jakiegoś anestheticum. Znieczulać się trunkami i jedzeniem wszelkiego rodzaju i zamknąć się w pokoju z książkami, one nie krzyczą. Zabarykadować się w swojej jamie, zrobić tzw. dni jaskiniowca i przy tym czuć się jak introwertyczny bohater nierozsiewający zarazków. Bez wyrzutów sumienia można obejrzeć cały sezon serialu w jeden dzień, uporządkować skarpety, pofarbować włosy. Koronawirus tak naprawdę daje więcej życia i optymizmu niż odbiera. Sposobów na przetrwanie jest wiele, na pewno dziubki kochane nie jest tak źle, jak się wydaje. Przynajmniej jest zabawnie.


Kiedy całą rodziną próbujecie przekonać babcię, żeby nie szła do kościoła w niedzielę

Wpisy

Studentka finansów i dziennikarstwa na UW. Szefowa działu Książka w NMS Magiel. Beatnik, wagabunda i dekadentka w jednym. W życiu chce jak Blaise Cendrars "Podróżować przez książki, ludzi, kraje". Kocha stary rock, jazz, kino nieme i tańce latino.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.