Najważniejsza jest prawda

 

„Pisząc książkę w niewielkim stopniu opierałem się na źródłach historycznych, a w większym na mówionych. Ludzie, z którymi rozmawiałem, ci, którzy będąc dziećmi siedzieli w tych obozach, mówili o Polakach. Pewnie, mogłem im powiedzieć, że zeznania zeznaniami, ale my tu mamy historiozoficzną wykładnię, że to byli komuniści a nie Polacy, ale to byłoby niepoważne…”

 

 

fot. Nagroda im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki/Facebook

 

Tak Marek Łuszczyna uzasadniał tytuł swojej najnowszej książki „Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne”, który wzbudził dyskusję i falę nieprzychylnych komentarzy. Jednak sam autor nie widzi w nim żadnych kontrowersji. Jak twierdzi, inaczej nazwać by jej nie mógł, ponieważ nie byłoby to zgodne z prawdą historyczną. – Ten temat nie budzi u mnie nadzwyczajnych emocji. Przyjęcie do wiadomości, że mieliśmy do czynienia z „polskimi obozami koncentracyjnymi”, ani nie stanowi dla mnie ujmy na honorze, ani nie uważam tego za cios dla polskiej pamięci historycznej – tłumaczył w jednym z wywiadów – Nie obawiam się i nie żałuję tego tytułu. Gdybym zatytułował książkę w stylu „Ośrodki przymusowego przetrzymywania osób zatrzymanych…” to nikt by po nią nie sięgnął. A ja chcę zainteresować nią czytelnika, bo fakty i relacje w niej zawarte są nadal białymi plamami w naszej zbiorowej pamięci, a to przecież element naszej historii. Niewygodny, krwawy, okrutny, ale nasz.

 

Marek Łuszczyna zajął się tematem, który od wielu lat zamiatany jest przez kolejne władze pod dywan. Jego determinacja w nagłośnieniu sprawy powojennych obozów została doceniona i pozwoliła mu znaleźć się w finale Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki.

 

Wcześniej wydał dwie książki: „Igły. Polskie agentki, które zmieniły historię” o kobietach, które pracowały dla polskiego, brytyjskiego czy hitlerowskiego wywiadu oraz „Zimne. Polki, które nazwano zbrodniarkami” – pięć reportaży o kobietach-zbrodniarkach, m.in. o Julii Brystygier, zwanej „Krwawą Luną”. Pracował m.in. dla „Życia Warszawy”, „Dużego Formatu” czy radiowej Trójki.

 

Choć publikacja książki „Mała zbrodnia” wywołała dużo szumu i sprowokowała do ataków słownych na samego autora, to Marek Łuszczyna twardo stoi na stanowisku, że chce Polakom przybliżyć ten niechlubny rozdział historii. Ale tak chyba powinien pracować reporter. Na przekór wszystkim odkrywać prawdę.

 

 

Czytaj także recenzję książki „Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne”.