Należny kawałek tortu


Choć sukces gospodarczy Chin może przypominać nam dziś huczne przyjęcie – obywatele muszą martwić się, nie tylko o swój kawałek tortu, lecz także o to, czy w ogóle znajdą się na liście gości. Czy motto wspólnego „chińskiego snu” coś w tej kwestii zmienia? Odpowiedzi możemy szukać w reportażu Roba Schmitza – „Ulica Wiecznej Szczęśliwości. O czym marzy Szanghaj”.


W Szanghaju miejsca dla gości się znajdą. Miasto, w 1927 roku uznane za specjalną prowincję, od kilkudziesięciu lat rozwija się w błyskawicznym tempie. Dziś może poszczycić się ponad 26 milionami mieszkańców, tytułem największego ośrodka gospodarczego w kraju oraz panoramą naostrzoną wieżowcami, z wyróżniającą się wieżą telewizyjną „Oriental Pearl”. Gdzieś w tym gąszczu, w sercu dawnej koncesji francuskiej, mieści się tytułowa ulica Wiecznej Szczęśliwości.


Przewodnikiem po wiecznie zatłoczonej, ozdobionej platanami ulicy, jest amerykański dziennikarz Rob Schmitz, który w Szanghaju mieszka od kilku lat. Poruszając się wraz z nim po okolicy poznajemy bohaterów: w barze kanapkowym młodego i ambitnego Chena, znanego jako CK, w ulicznej kuchni starszych państwa, „ciocię Fu i wujka Fenga”, a w kwiaciarni silną głowę rodziny Zhao Shiling. Autor przyjaznym okiem obserwuje ich życie, starając się wyciągnąć z ich historii większy obraz – dawnych i współczesnych Chin.


Już na wstępie orientujemy się, że chińska rzeczywistość nie jest łatwa i ciężko ją jednoznacznie rozszyfrować. Chiny w XX wieku przeszły daleką drogę: przez rewolucję kulturalną Mao Zedonga i klęskę Wielkiego Głodu, po obecny boom gospodarczy. Ma się wrażenie, że chińska rzeczywistość balansuje pomiędzy przeciwieństwami: sukces gospodarczy – ograniczone prawa obywatelskie, kapitalizm – duchowość, wspólnota – indywidualizm. Pod olbrzymim i zgrabnie wyglądającym w statystykach sukcesem ekonomicznym – jak opisuje Schmitz – leży całe spectrum nierozwiązanych kwestii: wywłaszczenia, działanie podejrzanych firm, zanieczyszczone powietrze czy obowiązek meldunkowy hukou. Są to problemy tworzące codzienne życie bohaterów, nieraz skwitowane stwierdzeniem Mei banfa – „Nic nie da się zrobić”. Bo przecież tak jest skonstruowany system.


Mimo poruszanych problemów, reportaż Schmitza napisany jest lekko i nie jest pozbawiony humoru. Autor zręcznie wychwytuje pewne różnice kulturowe – jak poprzez przywołanie „krajowej mapy cen za żony” czy poradnika „Jak zostać czarującym szanghajczykiem”, będącego owocem kampanii cywilizowania mieszkańców. Schmitz pozwala sobie również opisać pewne wydarzenia z przymrużeniem oka. Mamy możliwość śledzić obawy kwiaciarki Zhao w sprawie małżeństwa starszego syna, który nie przejawia wielkiej zręczności w „sprawach sercowych”, czy wybrać się na spotkanie w sprawie „lukratywnej” inwestycji, co jest punktem wyjścia do opisania tragikomicznej przygody z piramidami finansowymi i wyłudzaniem pieniędzy.


Po lekturze trudno nie odnieść wrażenia, że klucz do zrozumienia współczesnych Chin faktycznie leży gdzieś na „Ulicy Wiecznej Szczęśliwości”, między barem kanapkowym, kuchnią uliczną, a położoną na rogu kwiaciarnią. Choć bohaterowie reportażu Schmitza należą do różnych pokoleń – mają różną przeszłość i sytuację finansową, ich pragnienia są bardzo podobne. Niezależnie od systemu walczą o lepszy los i swój kawałek tortu w chińskim sukcesie. Reportaż Roba Schmitza „Ulica Wiecznej Szczęśliwości. O czym marzy Szanghaj” jest nominowany do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki 2018.


„Ulica Wiecznej Szczęśliwości. O czym marzy Szanghaj”
Autor: Rob Schmitz
Tłumaczenie: Hanna Pustuła-Lewicka
Wydawnictwo Czarne
Rok wydania: 2018