Centrum Kapuścińskiego

Kończący się dziś rok okazał się być doskonałym nauczycielem życia. To nie był typ luzackiego belferka, który robi sprawdzian raz na kwartał i wszyscy kończą z piątką. W tym roku musieliśmy podejść do wielu egzaminów (głównie obywatelskich), a każdą opuszczoną lekcję trzeba było szybko nadgonić, żeby połapać się w otaczającej rzeczywistości. Ale przecież po latach pamiętamy najlepiej tych nauczycieli, którzy napsuli nam w szkole najwięcej krwi.

 

 

Pierwszą (pół)optymistyczną lekcję z 2017 r. można streścić powiedzeniem „w kupie siła”. Tłumy uczniów spacerkiem zwiedzały rynki i ulice ponad 250 polskich miast. Problem w tym, że podczas tej godziny wychowawczej nie wybrano nowego przewodniczącego klasy, gdyż starsze roczniki nie chciały przekazać pałeczki. Koniec końców dyrekcja po prostu dopisała kolejny akt do szkolnego przedstawienia, zakończenia jednak nie zmieniła.

 

Były jednak lekcje w pełni optymistyczne. Nigdy wcześniej uczniowie nie mieli okazji tak dokładnie poznać szkolnego regulaminu. Wcześniej nauczyciele z miernym skutkiem codziennie wbijali nam do głów kolejne paragrafy, wyjaśniali po co i jak działają poszczególne instytucje porządkujące szkolne życie. A teraz – na wyrywki wszyscy wszystko recytują i, co najważniejsze, rozumieją. Tylko jak uczniowie mają szanować regulamin, skoro dyrekcja ma go w nosie i nawet się z tym nie ukrywa? A regulamin na bieżąco zmienia, co swoją drogą też jest nieregulaminowe. Nauczycieli przeciwnych działaniom dyrekcji nikt w pokoju nauczycielskim nie słucha, tak samo zresztą jak Rzecznika Praw Ucznia. Kilku nauczycieli już niestety przestało pracować, kilku innych nie pojawi się w następnym roku szkolnym. A co mogą zrobić uczniowie? Niewiele: co prawda jeszcze w zeszłym roku szkolnym powstał komitet uczniowski, ale jak się szybko okazało, ciężko było wybrać gorszego przewodniczącego.

 

Kolejną ważną w mijającym roku lekcją była ta, że wykształcenie nie zawsze jest najważniejsze, szczególnie w kontekście przyszłej pracy. Wystarczy po prostu odnaleźć jednostkę wybitną i trzymać się jej kurczowo zanim osiągnie sukces. Wynik? Posadka w radzie szkoły i ciepłe miejsce przy dyrektorze. Choć dyrekcja dyrekcją, ale władzę trzyma Pan Właściciel. Bo zapomniałem powiedzieć, że niedawno doszło do prywatyzacji naszej szkoły…

 

Były też lekcje w pełni pesymistyczne: dobra i rzetelna praca nie zapewnia utrzymania stanowiska dyrektora. Można być uwielbianym przez część uczniów, wychwalanym pod niebiosa przez radę pedagogiczną, ba, nawet przez właściciela, a koniec końców i tak stracić stanowisko. Pan Właściciel jest bowiem nieodgadniony, choć miłościwy: eks-dyrektorka stała się wicedyrektorką, zamieniając się miejscami z jednym ze swoich podwładnych.

 

Na półmetku ciężko stwierdzić ilu uczniów uważało na lekcjach. Sporej części wspomniane wyżej roszady w ogóle nie obchodzą: pogodzili się z faktem, że wszystko zależy od Pana Właściciela. Przecież już za rok próbna matura, a za dwa lata prawdziwy egzamin dojrzałości. A problemem w naszej szkole jest nie tylko edukacja, ale również – a może przede wszystkim – frekwencja. Do tej pory ponad połowa uczniów oblewała najważniejsze egzaminy z powodu głupich nieobecności. A potem płakała, że dyrekcja nie taka, że nauczyciele kiepscy… Może więc jednak warto poświęcić godzinę z życia, by szkoła stała się bardziej znośna? Ale jeśli nie przyjdziesz na egzamin, później nie narzekaj na szkołę: miałeś szansę ją zmienić, ale zawaliłeś!

 

Jakub Banan Banasik

 

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Chemik schodzi na złą drogę

Chemik schodzi na złą drogę

O Kacprze Choromańskim, który zawodowo analizuje krwawe ślady, pisze Anna...
Misterium ciała

Misterium ciała

"Pamiętam dokładnie swoją pierwszą sekcję zwłok"
Od pomysłu do premiery, czyli jak powstaje film

Od pomysłu do premiery, czyli jak powstaje film

Przebieg produkcji filmowej na przykładzie dokumentu „15 stron świata”

Name required

Website