Centrum Kapuścińskiego

Moskwa nigdy nie śpi. Życie zaczyna się tutaj dopiero wieczorem. Drogie restauracje, fitness kluby, znani projektanci… Jednak wystarczy wyjechać zaledwie kilkanaście kilometrów od centrum i człowiek czuje się, jakby trafił do zupełnie innego świata. Małe bazarki pachnące kiepską benzyną i hot dogami, walące się drewniane płoty, chaty bez prądu, wody, a nawet toalety! I to wszystko w obrębie jednego państwa. Jednej Rosji.

 

Nie ma jednej Rosji

 

Przez wiele lat była korespondentką TVP w Moskwie. Rosję poznała od środka. Zrealizowała ponad 100 reportaży w ramach telewizyjnego cyklu „Szerokie tory”. Najciekawsze z nich postanowiła wydać w formie książki. Mowa o Barbarze Włodarczyk, absolwentce Uniwersytetu Warszawskiego, wielokrotnie nagradzanej za swoje reportaże, m.in. nagrodą Grand Press i The International Chicago Televisions Awards.

 

Zbiór reportaży „Nie ma jednej Rosji” ukazał się 9 maja 2013 roku i chociaż, jak stwierdziła autorka, była to data zupełnie przypadkowa, to trudno wyobrazić sobie lepszą porę na wydanie książki o tej tematyce. Otóż co roku 9 maja Rosjanie hucznie obchodzą jedno z najważniejszych państwowych świąt – Dzień Zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami.

 

„Nie ma jednej Rosji” perfekcyjnie oddaje ducha Rosji. Dzięki niej polski czytelnik jest w stanie poznać „od środka” ten fascynujący kraj. Każdy rozdział przedstawia inną historię, innego człowieka. Książka jest pełna rażących kontrastów. Mamy biednych mieszkańców prowincji, tzw. głubinki i bogatą kreatorkę mody, organizację neonazistowską i czarnoskórego radnego, „sektę, która czci Putina jako nowe wcielenie apostoła Pawła”, a także tłum ludzi skandujących „Rosja bez Putina!”.

 

Książkę można przeczytać niemal jednym tchem. Napisana jest językiem prostym i przystępnym, dzięki czemu może trafić do szerszego grona odbiorców. To, co jest w niej najlepsze, to autentyczność bohaterów i ich historii. Sama autorka jest odważna i dociekliwa, zadaje nawet niewygodne pytania. Widać, że swoich rozmówców traktuje równo, że każdy jest jej bliski. Może właśnie dlatego ludzie tak chętnie jej o sobie opowiadają?

 

Część z reportaży jest zabawna, jak np. ten o Germanie – milionerze z lasu. German Sterligow dorobił się w latach 90. i został jednym z pierwszych bogaczy w Rosji. Obecnie mieszka na wsi, bo – jak twierdzi – dopiero tutaj poczuł się szczęśliwy. Hoduje kozy i świnie. Codziennie na koniu, którego dostał w prezencie od zięcia, robi obchód po gospodarstwie. Jego czterej synowie przy stole usadzeni są wzrostem i nie chodzą do szkoły, bo German uważa, że „szkoła to dom publiczny”. Nie oglądają też telewizji, bo mężczyzna rozstrzelał telewizor. Alona, jego żona, ubiera się wyłącznie w długie suknie po tym, jak „German przeczytał w Piśmie Świętym, że kobieta, która nosi męskie ubrania, będzie przeklęta” i spalił jej wszystkie spodnie. Broń w życiu rodziny Germana to „chleb powszedni” – w końcu sam milioner używa szabli jako łyżki do butów.

 

Niestety nie wszystkie opowieści są takie. Reportaż o bezdomnym Wasi, który wraz z matką, absolwentką prawa na Uniwersytecie Nowosybirskim, i bratem mieszkał na Dworcu Jarosławskim, sprawia, że w oczach pojawiają się łzy. Autorka weszła w świat bezdomnych, nie tylko tych dorosłych, ale także dzieci, które, jak stwierdził dyrektor moskiewskiego przytułku, „nikomu nie są potrzebne”. Te słowa przerażają, tym bardziej, że kilka stron wcześniej opisana jest wizyta rosyjskiego oligarchy w barze jednego z luksusowych hoteli w Londynie, który duszkiem wypił tam trzy kieliszki szampana (oczywiście nie byle jakiego!), a „na koniec zostawił 15 tys. dolarów napiwku”. Moskwa, jak cała Rosja, jest pełna kontrastów. Ekstrawaganccy bogacze mają najróżniejsze zachcianki – chcą, aby zaśpiewała dla nich Jennifer Lopez lub mają ochotę spędzić kilka godzin w łagrze. Bezdomny Wasia śnił o tym, by wrócił do niego ojciec, bo „gdyby nie umarł, wszystko byłoby inaczej”. Pragnął mieć normalny dom i szczerze kochał Rosję. Kiedy udało mu się zdobyć kilka groszy, pomagał innym niemającym dachu nad głową, kupując im najpotrzebniejsze rzeczy. Na koniec reportażu szlochał, mówiąc do Barbary Włodarczyk: „Nie zapomnij o mnie”.

 

Książka wywołuje mieszane uczucia – przecież trudno sobie wyobrazić, że jeden kraj może być aż tak różnorodny. Jednak szczerze ją polecam. Ta pozycja nie jest skierowana tylko do miłośników byłego Związku Radzieckiego, ale do wszystkich, którzy chcą dowiedzieć się, że w tym kraju poza Putinem i Kremlem istnieje coś jeszcze, bo w końcu nie ma jednej Rosji

 

Magdalena Bojanowska

 

„Nie ma jednej Rosji”
Autor: Barbara Włodarczyk
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

 

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Potrząsanie akwarium

Potrząsanie akwarium

"Zawsze wiedział, że interesuje go tylko dokument" - sylwetka Marcela...
Chińskie duchy jedzą ananasy

Chińskie duchy jedzą ananasy

"Chińska herbata i tradycyjne pao na śniadanie, po południu zwiedzanie...
Koczownicy z dachu świata

Koczownicy z dachu świata

Fotoreportaż z Czangtangu

1 comment

  1. pjekks says:

    Cze 2, 2017

    Odpowiedz

    2,5 tys. km. z Włoch do Bośni? gdzie, jak? nawet mierząc z Palermo przez Triest do Srebrenicy wychodzi mniej!

Name required

Website