/

Nie wypada

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Nawet najbardziej zatwardziali przeciwnicy PiS-u muszą przyznać, że są rzeczy, które przez prawie pięć lat rządów totalnych udało im się poprawić. Premier Morawiecki połatał VAT, za co przez internautów jest potulnie nazywany Vateuszem. Nie jestem politykiem, więc nie muszę mówić, że podoba mi się 500+, ale jest polityczny konsensus, że był to dobry pomysł. Ale jest coś, za co PiS-owi będę naprawdę wdzięczny.


Został nam tydzień do wyborów prezydenckich. Jest to od jakiegoś czasu główny temat w mediach i Internecie, ale też w tramwajach i na ulicach. Polacy są coraz mniej obojętni. Patrząc na ogólną mobilizację, trudno będzie być zdziwionym, jeżeli frekwencja wystrzeli do 70%. Szczególnie, że w wyborach prezydenckich zawsze była najwyższa – poniżej 50% spadła tylko w I turach w 2005 r. i 2015 r., a w II turze w 1995 r. poszybowała do ponad 68%. Ale oprócz aż tak dużej mobilizacji, dochodzi kolejna kwestia, której w swoim, co prawda krótkim, życiu sobie nie przypominam.


Mam wrażenie, że pierwszy raz od wielu lat Polacy nie będą głosować przeciw. Polityka przez ostatnie lata przestała być czymś, co dzieje się tylko przy Wiejskiej i Krakowskim Przedmieściu. Wdarła się do domów i łóżek. W końcu doszliśmy do momentu, w którym wypada mieć własne zdanie. Słowa „nie interesuję się polityką” nie budzą już obojętności, lecz sprzeciw. Zrozumieliśmy, że każde posiedzenie Sejmu może nam namieszać w życiach, że trzeba mieć przynajmniej podstawowe pojęcie.


Polaryzacja naszego społeczeństwa, do której doprowadził w ogromnym stopniu język rządzących i ich mediów, jest przede wszystkim negatywnym procesem, którego, według mnie, przynajmniej przez pokolenie nie da się odwrócić. Jesteśmy już od siebie za daleko. Ale właśnie tak wysokie mury wybudowane dookoła wszystkich obozów zabetonowały elektoraty, które chcą iść za swoimi przedstawicielami, a nie tylko przeciw oponentom. W tych wyborach ostatecznie i tak mamy walkę PO-PiS-u, ale mam wrażenie, że inni kandydaci nie dostaną głosów wyłącznie na podstawie „dajmy w końcu szansę komuś innemu”, a ze względu na zainteresowanie wyborców swoimi wizjami państwa. Pandemia paradoksalnie nie sprawiła, że oddaliliśmy się od kandydatów na prezydenta. Mieliśmy więcej czasu na słuchanie, co mają nam do powiedzenia. I nie oszukujmy się, czasu na konsumowanie mediów też niespodziewanie przybyło, a nawet na Pudelku pojawia się polityka.


Wiem, generalizuję, ale to felieton, a nie publikacja naukowa. Dalej będą ludzie kupieni socjalem, dalej będą też ci, którzy do urn pójdą udławieni kiełbachami wyborczymi. W drugiej turze, natomiast, wróci pewnie typowe dla nas głosowanie przeciw, a nie za. Jednak zmianę podejścia Polek i Polaków do polityki widać już na co dzień w tramwaju, spożywczaku i na rodzinnych spędach. I jeżeli za coś miałbym być wdzięczny PiS-owi, to właśnie za tę mobilizację. Chociaż nie wiem, czy było to zamierzone.


Z pozycji 24-latka średnio mam prawo do robienia Wam lekcji, ale na pewno mogę mieć prośbę. Pójdźcie za tydzień do urn wyborczych. Niegłosowanie nareszcie jest passé. Pamiętajmy, że są kraje, w których ludzie nie mają przywileju wpływania na swoich przedstawicieli. Prezydent będzie naszą twarzą na całym świecie przez kolejne 5 lat. 28 czerwca, jak przystało na święto, tak samo jak przy okazji każdych wyborów, wyprasuję dokładnie białą koszulę, założę garnitur i pójdę wybrać człowieka, który według mnie będzie nas godnie reprezentował. Mam nadzieję, że zrobicie to samo.

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Feminista. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.