Centrum Kapuścińskiego

Niektórzy uciekli z rodzimych krajów ze strachu przed wojną, inni z powodu biedy, a jeszcze inni dlatego, że konkurencja w narodowych reprezentacjach była zbyt silna. Łączy ich to, że dziś są obywatelami Polski i na stadionach reprezentują lub reprezentowali nasz kraj. Jednak czasami kibice dają im do zrozumienia, że nie są tu mile widziani.

 

Yared Schegumo podczas łódzkiego maratonu. Fot. Archiwum

 

Sportowców, którzy przyjechali nad Wisłę, by tu móc realizować swoje plany i spełniać sportowe marzenia jest wielu. Nowej ojczyźnie chcą odwdzięczyć się za to, że dała im szansę na lepsze życie. Zdarza się jednak , że są obrażani, spotykają się nawet z agresją. Dowiadujemy się o niewielkiej liczbie takich incydentów: zdecydowana większość zapewne nigdy nie zostanie ujawniona. Mimo to wciąż są sportowcy, którzy właśnie z Polską chcą związać swoją zawodową karierę.

 

Czarnecki strzela bramki

Kibice piłkarscy z pewnością pamiętają Mundial w Korei w 2002 r. Biało-czerwoni awans do turnieju zawdzięczali w dużej mierze bramkom pochodzącego z Nigerii Emmanuela Olisadebe, najskuteczniejszego strzelca reprezentacji w tamtych eliminacjach. Występy Czarneckiego (tak żartobliwie nazywali go dziennikarze i fani) w kadrze stały się możliwe po przyspieszonej procedurze nadania obywatelstwa, które otrzymał w lipcu 2000 r. Uwagę selekcjonera kadry, Jerzego Engela, zwrócił znakomitą grą dla Polonii Warszawa, z którą w sezonie 1999/2000 zdobył tytuł Mistrza Polski. Już wtedy spotkał się z nieprzyjemnymi reakcjami: podczas wyjazdowego meczu Polonii z Zagłębiem Lubin napastnik został obrzucony z trybun bananami. – Gdy to się stało, byłem trochę zdziwiony. W miejscu, z którego pochodzę, rasizm jest mało znany. Zajęło mi trochę czasu, zanim zrozumiałem, dlaczego rzucają we mnie bananami. Bo byłem czarny: po prostu – opowiadał kilka lat temu w programie „Kontratak” w Orange Sport. – Jednak szybko o tym zapomniałem. Nawet nie zgodziłem się na pozwanie Zagłębia do sądu – dodał Olisadebe.

 

Z czasem tego typu zachowań przybywało. W 2005 r. głośna była sprawa brazylijskiego obrońcy Hernaniego grającego w kieleckiej Koronie. Podczas meczu z Cracovią z trybun rozległy się okrzyki: „Korona, biała drużyna!” czy „Wieczorek, zdejmij Murzyna!” [Ryszard Wieczorek, ówczesny trener Korony Kielce – KS]. Jednak grupa skandująca te rasistowskie hasła została wygwizdana przez pozostałych sympatyków Korony. Sam Hernani, który kilka lat po tym zdarzeniu otrzymał polskie obywatelstwo, po meczu wyszedł z szatni i podziękował za doping.

 

Radykalny muzułmanin

Mamed Chalidow, aktualny mistrz wagi średniej federacji Konfrontacji Sztuk Walki (polskiej organizacji promującej walki MMA), do Polski przyjechał w 1997 r. uciekając przed wojną w Czeczenii. Tu ukończył studia, założył rodzinę, w 2010 r uzyskał polskie obywatelstwo. – W Polsce przyjęto mnie bardzo dobrze, gościnnie, nareszcie poczułem się jak człowiek. Gdyby coś było nie tak, na pewno bym wyjechał. Ale zakochałem się w tym kraju. Nikt na mnie nie patrzył podejrzliwie, poczułem się swobodnie – mówił w wywiadzie dla TVP Info w maju 2017 r. W tym samym wywiadzie zadeklarował, że nie wstydzi się swojej religii, islamu: – To całe moje życie. Żyję według mojej religii. Wszystko co robię, musi być zgodne z islamem. Nie mam w związku z tym problemów. Od 10 lat reprezentuję kraj, który kocham, Polskę, będąc muzułmaninem. Byłem nim, jestem i będę. Z mojej strony nie ma żadnego zagrożenia, a jestem bardzo wierzącym człowiekiem i znam swoją religię. Jeśli ktoś twierdzi, że islam to zło, to znaczy, że go nie zna – powiedział. I choć nie była to jego pierwsza wypowiedź na temat islamu, te słowa wywołały burzę. Dzień po udzieleniu tego wywiadu, Chalidow podczas gali KSW 39 Colosseum na Stadionie Narodowym jednogłośną decyzją sędziów pokonał mistrza wagi półśredniej Borysa Mańkowskiego. Gdy podszedł do niego dziennikarz Mateusz Borek, by zadać kilka pytań, rozległy się gwizdy i buczenie. – Serdecznie was witam i dziękuję – powiedział tylko Chalidow i poszedł do szatni. – Nie będę stał i słuchał gwizdów. Nie zasłużyłem sobie na to. Szanuję ludzi i wymagam szacunku dla siebie. Nie rozumiem, dlaczego zostałem wygwizdany i nie wiem, czym spowodowany jest brak szacunku, który mi okazano – tłumaczył swoje zachowanie w wywiadzie dla portalu mma.pl. Następnego dnia w filmie umieszczonym na FB podziękował wszystkim, którzy przygotowywali galę, a także swoim kibicom. W komentarzach znalazło się wiele słów wsparcia, ale pojawiły się również nieprzyjemne: „Jak się śpiewa pod nosem pieśń ISIS i mówi Polakom kogo mają przyjmować do kraju, a kogo nie, to tak jest”, „Zasłużyłeś na gwizdy i je otrzymałeś. To jest nauczka dla ciebie, żebyś pamiętał, że Polacy to dumny naród i nie będziesz ich pouczał (…) Tak się właśnie kończy kozaczenie muzułmanina”, „Chłopie Polska dała Ci dom Ty musiałeś ze swojego uciekać, więc teraz nas nie pouczaj nas POLAKÓW co mamy robić i jak żyć a co dopiero kogo przygarnąć !!!” [pisownia oryginalna – KS].

 

Mamed Chalidow na gali KSW XVI w 2011 roku. Fot. Wikimedia Commons

 

Części kibiców nie spodobało się również, że Mamed, będąc gościem w programie Kuby Wojewódzkiego, nazwał się „radykalnym muzułmaninem”: – Radykalizm jest wtedy, kiedy trzymasz się zasad swojej religii. Ja jestem radykałem w takim układzie – powiedział wtedy. I dlatego nie trenuje w czasie Ramadanu a także nie walczy dwa miesiące po jego zakończeniu. Prawdopodobnie dlatego Chalidow zaczął zastanawiać się nad sensem kontynuowania swojej kariery w Polsce. Pojawiły się nawet spekulacje, że podpisze kontrakt z rosyjską federacją ACB albo z bardziej znaną UFC. Koniec końców, mimo niewątpliwego rozczarowania postawą polskich kibiców, zdecydował się jednak pozostać nad Wisłą. Pytanie, na jak długo?

 

Ja tego medalu nie uznaję

Urodzony w Etiopii Yared Shegumo początkowo nie wiązał swojej kariery sportowej z bieganiem. Jako nastolatek trenował piłkę nożną, ale trener, dostrzegając jego ponadprzeciętne możliwości, przekonał go, by został biegaczem. Yared rozpoczął treningi na dystansie 400 metrów i trafił do narodowej reprezentacji. Gdy w 1999 r. przyjechał z kadrą Etiopii do Polski na Mistrzostwa Świata Juniorów Młodszych w Lekkoatletyce, w jego rodzinnym kraju od roku toczyła się wojna z Erytreą. Już wtedy wiedział, że chce uciec przed powołaniem do wojska: – W Etiopii była wojna, wiedziałem, że niedługo wezmą mnie do wojska, więc Polska była dla mnie jedyną szansą. Myślę, że dla władz nie miałoby to znaczenia, że skoro zapowiadam się na sportowca, to oni nie wezmą mnie do wojska. Dla nich liczyła się wojna, a nie sport. Nie wiem, czy miałbym szansę zostać słynnym etiopskim biegaczem – wspomina Yared. Wymknął się spod opieki trenera, a dzięki poznanym na ulicy kolegom z Somalii i Etiopii trafił do ośrodka na uchodźców w Otrębusach, a po kilku miesiącach na treningi do warszawskiej Polonii. Tam mógł się rozwijać i wrócić do biegania. W 2003 r. otrzymał polskie obywatelstwo i reprezentował Polskę na Halowym Pucharze Europy w Lipsku (2004), Superlidze Pucharu Europy w lekkoatletyce we Florencji (2005) i Maladze (2007). Później słabe występy zmusiły go do przerwania kariery sportowej i wyjazdu do Anglii: tam pracował jako ochroniarz i operator wózka widłowego. W 2011 r. wrócił do Polski i zawodowego biegania, jednak skoncentrował się na biegach długodystansowych. To był dobry pomysł: jeszcze w tym samym roku wygrał bieg na 10 km „Biegnij Warszawo”, w 2012 r. został mistrzem Polski w maratonie, a rok później był najlepszy w 35. Maratonie Warszawskim. W 2014 r. w Zurychu został wicemistrzem Europy.

 

I właśnie po zdobyciu srebra dla Polski, internet zalała fala obraźliwych komentarzy. „Żaden z niego Polak”, „farbowany lis”, „ja tego medalu nie uznaję”, „won z Polski” to najłagodniejsze z nich. – Ludzie mają różne myślenie. Jeden się cieszy, że na mecie maratonu ktoś podnosi polską flagę, że jest medal. Drugiemu coś nie pasuje. Każdy ma swoje myślenie i ja też mam swoje myślenie o takich ludziach, ale nie powiem tego publicznie. Także dlatego, że żaden mi tego w oczy nie powiedział. Nigdy się z tym nie spotkałem w rzeczywistości. Ludzie są różni. Ale większość tych, których spotkałem w Polsce, była dla mnie miła – skomentował to Yared w rozmowie z dziennikarzem Gazety Wyborczej.

 

Katarzyna Sak

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Potrząsanie akwarium

Potrząsanie akwarium

"Zawsze wiedział, że interesuje go tylko dokument" - sylwetka Marcela...
Paweł Cywiński: Biedak ubrany w ideały

Paweł Cywiński: Biedak ubrany w ideały

„Duży Format zmonopolizował reportaż” – rozmowa z Pawłem Cywińskim
Chińskie duchy jedzą ananasy

Chińskie duchy jedzą ananasy

"Chińska herbata i tradycyjne pao na śniadanie, po południu zwiedzanie...

3 comments

  1. Rafał says:

    Lip 24, 2016

    Odpowiedz

    Świetne wieści. Jest na co czekać

  2. Aleksandra says:

    Kwi 21, 2017

    Odpowiedz

    Świetny tekst ! Czekam z niecierpliwością na kolejne teksty 🙂

  3. EdymekAnonimek says:

    Lis 19, 2017

    Odpowiedz

    Z niecierpliwoscią czekam na kolejne artykuły !
    Z wyrazami szacunku
    JA

Name required

Website