/

Nikiszowiec, czyli rzecz o familokach

„Z lotu ptaka wygląda niezwykle – jak czerwony latawiec” – pisała o nim Małgorzata Szejnert w „Czarnym Ogrodzie”. Kazimierz Kutz mawiał, że jego dynamiczny rozkwit i powolny upadek czyni z niego „Śląsk w pigułce”. Jaki naprawdę jest Nikiszowiec, dawna kolonia górnicza z czerwonej cegły, dziś na nowo odkrywana, ale jednocześnie zapomniana dzielnica Katowic?

Żeby zacząć od początku, trzeba zejść pod ziemię, jak to na Śląsku często bywa. Na terenach Nikiszowca węgiel zaczęto wydobywać już pod koniec XIX wieku, ale dopiero rok 1826 uważany jest za początek istnienia kopalni „Wieczorek”. Wtedy to pruscy urzędnicy nadali pole górnicze „Morgenroth” (Jutrzenka) w Janowie (dziś część Katowic), a w 1883 z połączenia kilku kopalni w tym obszarze utworzono jedną o nazwie „Giesche”, która należała do niemieckiej spółki Georg von Giesches Erben, odsprzedanej w latach 20 Amerykanom. Ponieważ górniczo-hutniczy koncern potrzebował pracowników, a ci z kolei mieszkań, na początku XX wieku zlecono budowę osiedli robotniczych. Bracia stryjeczni Emil i Georg Zillmannowie z Charlottenburga najpierw zaprojektowali kolonię krytych gontem domków dla sześciuset rodzin w Giszowcu, inspirując się przy tym śląskimi chałupami. To jednak nie wystarczyło, by pomieścić wszystkich górników rozrastającej się kopalni „Giesche”, więc szybko zaczęto budować kolejne osiedle – bohatera tego reportażu – tym razem złożone z trzykondygnacyjnych budynków z czerwonej cegły. Do pierwszego bloku mieszkalnego w Nikiszowcu rodziny wprowadziły się w 1911 roku, budowa ostatniego – dziewiątego zakończyła się w 1919.  Dzisiejsza dzielnica Katowic dźwięczną nazwę zawdzięcza pobliskiemu szybowi kopalnianemu „Nikischschacht”. Ten z kolei nazwany został na cześć przedstawiciela spółki Georg von Giesches Erben – barona Nickisch von Rosenegk. Ale mieszkańcy tamtejszych bloków z czerwonej cegły – familoków – częściej używają zdrobniałego skrótu: Nikisz.


Śląski żywot

Na dwustu tysiącach metrów kwadratowych powstało tysiąc mieszkań, średnio o powierzchni około sześćdziesięciu trzech metrów, na owe czasy można to nazwać luksusem. Co prawda większość mieszkańców, z wyjątkiem urzędników, miała wspólne toalety umieszczone na półpiętrach, nie musieli jednak wychodzić za potrzebą na zewnątrz. Zresztą Ślązacy byli przyzwyczajeni do życia „na kupie”, w chałupach, gdzie kuchnia była nie tylko miejscem przygotowania posiłków, ale i „pokojem dziennym” i sypialnią dla części członków rodziny. Wśród pruskich projektantów panowało przekonanie, że – Górnośląscy robotnicy potrzebują dużych pokoi z gładkimi ścianami łatwymi do czyszczenia – czytamy w opracowaniu Moniki Gnieciak. Bardziej prawdopodobne jednak, że bardziej niż o stylu mieszkania śląskich rodzin górniczych, myśleli o oszczędnościach.


Nikiszowca cecha charakterystyczna: czerwona farba na oknach ceglanych budynków. Fot. Aleksandra Kozyra

Oprócz bloków mieszkalnych zbudowano m.in. gospodę, budynki administracyjne, dom noclegowy, posterunek policji, sklep, łaźnię publiczną, szkołę z mieszkaniami dla nauczycieli, park oraz kościół św. Anny, żeby mieszkańcy osiedla nie musieli chodzić do parafii w Mysłowicach oddalonej o około pięć kilometrów. Zanim świątynia z neobarokowym wnętrzem wznoszona w latach 1914-1927 zostanie wyświęcona, ksiądz Paweł Dudek odprawia msze w wyremontowanej kotłowni przy jednym z szybów. Zna dobrze język polski i niemiecki, i w obydwóch prowadzi nabożeństwa. Na budowę kościoła spółka przeznaczyła sześćdziesiąt tysięcy marek, użyto do niej tego samego materiału, co do familoków – charakterystycznej czerwonej cegły. Całość zabudowań stworzyła niezwykły, wyraźnie wyizolowany z przestrzeni kompleks budynków skupionych wokół placu centralnego, tworzących spójną ceglaną kompozycję z rozmaitymi wykuszami, łukami i detalami wykończeniowymi. Dziedzińce oraz uliczki wybrukowano, budynki połączono zadaszonymi „mostkami”, nad całością do dziś góruje kopuła kościoła. Malowane na jeden kolor okna mieszkań, farbą dostarczaną przez zarząd kopalni, jeszcze bardziej podkreślały spójność projektu. Natomiast oryginalne wykończenia elewacji takie jak to na budynku gospody, a dziś poczty, nie pozwalały na nazwanie zabudowy Nikisza monotonną:

Tuż obok kościoła znajduje się dawna restauracja, obecnie budynek poczty z ciekawą mozaiką na elewacji, przedstawiającą czerwone róże. Dwa pionowe pasy umieszczone nad wejściem przypominają wstążki, jakimi śląskie dziewczęta ozdabiały swoje wianki.

E. Gonda-Soroczyńska, Infrastruktura, układ urbanistyczny osiedla Nikiszowiec cudem architektury i pomnikiem historii [na:] https://academica.edu.pl

Oryginalna elewacja dawnej gospody, dziś budynku poczty. Źródło: Wikipedia

Między ceglanymi blokami, górnicy, a raczej ich zazwyczaj niepracujące zawodowo żony (bo to wstyd dla górnika, jeśli sam nie jest w stanie utrzymać rodziny), hodowały świnie, króliki, kury, a nawet kozy. To ostatnie zwierzę cieszyło się na Nikiszowcu sporą popularnością, żartobliwie nazywano je „kozami górniczymi”.

Przemieszczanie się między zakładem pracy a domem od 1914 roku mieszkańcom Giszowca, Nikiszowca i Szopienic ułatwiała darmowa, wąskotorowa kolejka. Potocznie nazywana „Balkan”, w nawiązaniu do Balkan-Expressu krążącego między Paryżem a Konstantynopolem, dla ośmiu tysięcy pasażerów dziennie była nie tylko środkiem transportu, ale i miejscem towarzyskich spotkań. Ostatni raz na tory wyjechała w 1977 roku.


Walka o tożsamość

Przed I wojną powstające osiedle znajdowało się na terenie Królestwa Prus.  W 1914 roku wielu górników z „Giesche” zamiast za kilofy, musiało chwycić za broń, a walczących na froncie w kopalni zastąpiły kobiety i czternastoletni chłopcy. Trudne warunki pracy, ogólne przemęczenie i niedożywienie pracowników, przyczyniały się do wybuchu strajków. Buntujących się mieszkańców kolonii górniczych wysyłano na front albo skazywano na pobyt w nyskim więzieniu. Kiedy wojna chyliła się ku końcowi w Giszowcu i Nikiszowcu też walczono, ale z epidemią tyfusu. Większość górników z Nikisza widziała siebie w na nowo niepodległej Polsce i chciała przyłączenia Górnego Śląska do II Rzeczpospolitej. Na terenie górniczego osiedla w czasie powstań śląskich toczyły się walki z niemieckimi siłami, co zostało zresztą przypomniane w filmie Kaziemierza Kutza „Sól ziemi czarnej” z 1970 roku. Kiedy po trzech powstaniach i międzynarodowych konferencjach ustalono, że ziemie te trafią do Polski, na terenie Nikiszowca intensywnie zaczęto propagować polską kulturę i język, działały tam np. Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” i chór męski im. Stanisława Moniuszki. W niepodległym kraju górnicy musieli mierzyć się z innymi niż niemieckie zagrożenie, czyli z kryzysem gospodarczym negatywnie wpływającym na ich pensje. O tym również opowiada reżyser Kazimierz Kutz w filmie „Perła w koronie” (1971). Ostatni duży strajk ma miejsce w 1937 roku, bo choć w Nikiszowcu jest sklep, to wiele żon górników bułki kupuje jedynie od święta. W marcu tysiąc górników pod ziemią głodówką (z sukcesem) walczy m.in. o podwyżkę płac i obniżenie norm prac, nielegalnie zjeżdża do nich redaktor „Gazety Robotniczej” Henryk Sławik i pisze reportaż:

To, co widzę przypomina rozległe państwo podziemne, pełne szerokich ulic i wąskich korytarzy […] na wiadomość, że przyjechał do nas własny socjalistyczny redaktor, zjawiają się ze wszystkich stron, czarni od pyłu węglowego górnicy […] Starzy i młodzi znają tylko jedno hasło – strajk aż do zwycięstwa.

M. Szejnert, Czarny ogród, Wydawnictwo Znak, Kraków 2007, s. 193

Strajki na całym Górnym Śląsku organizował m.in. komunistyczny działacz, mieszkaniec Giszowca, Józef Wieczorek. Pracę pod ziemią zaczął już jako czternastolatek, zaraz po śmierci swojego ojca, też górnika. Na jego cześć w 1946 roku przemianowano kopalnię ze zbyt niemiecko brzmiącego na owe czasy „Giesche” na „Wieczorek”. Wcześniej jednak wkraczający we wrześniu 1939 roku niemieccy okupanci skrzętnie likwidowali wszelkie ślady polskości na tym terenie, a wielu górników, w celu uniknięcia represji w czasie spisu ludności za język ojczysty podała etnodialekt śląski. Dlatego też wielu tamtejszych Ślązaków wcielono do Wermachtu, a do kopalni na powrót ściągnięto kobiety i młodzież, i dodatkowo rosyjskich jeńców.


Jedna z ulic odchodzących od Placu Wolności. Fot. Aleksandra Kozyra

Idzie nowe

W latach peerelowskich zawód górnika stał się profesją szanowaną i dobrze przez władze państwowe nagradzaną, więc na tereny Śląska, także Nikiszowca, przybyła ludność napływowa a wraz z nią zmiany w funkcjonowaniu osiedla. Dawniej w specjalnych pomieszczeniach wypiekano wspólnie chleb, kobiety i dzieci pilnowały sobie nawzajem otwartych mieszkań. W latach 70. hodowane między blokami zwierzęta i „piekarnioki” musiały zniknąć, a część sąsiedniego Giszowca wyburzono pod bloki z wielkiej płyty. Nowi mieszkańcy, nie-Ślązacy, nie znali miejscowych zwyczajów i gwary, i często byli traktowani przez zżytych ze sobą od pokoleń górników z dystansem i niezrozumieniem. W przeprowadzanych w przeciągu ostatnich kilkunastu lat rozmowach ze starszymi, rodowitymi, mieszkańcami Nikisza, ludzie ci z nostalgią wspominają czasy młodości i poczucie sąsiedzkiej wspólnoty, z pewnym resentymentem odnosząc się do nowych sąsiadów. Może i nie bez powodu, bo kiedy młodzi zaczęli przeprowadzać się z familoków do wygodniejszych mieszkań w bloku, ich miejsce zaczęły zajmować nowe, biedniejsze rodziny, często borykające się z różnymi patologiami. Kiedy w czasie transformacji ustrojowej w latach 90. kopalnia „Wieczorek” przestała angażować się w sprawy osiedla i pojawił się problem bezrobocia, familoki zaczęły być postrzegane jako miejsce dla ludzi z marginesu. Jak pisze cytowana w opracowaniu Izabela Wójcik:

W familokach kiedyś mieszkali ludzie zwykli, robotnicy, hutnicy oraz kierujący zakładem inżynierowie. Teraz familoki, to coś jak kolanko w umywalce – zbierają się tam wszystkie brudy. To są najtańsze mieszkania, mieszka tam element.

M. Gnieciak, Opuszczone miasteczko: czyli rzecz o familokach, podwórkach i kuchniach najpiękniejszej śląskiej kolonii górniczej [na:] https://academica.edu.pl

Zadbać o dziedzictwo

Nikiszowiec nie był jedynym miejscem z takimi problemami społecznymi na Śląsku, jednak jego los wcale nie musi malować się w ciemnych barwach. Od lat zabiega się o wypromowanie byłej górniczej kolonii na atrakcję turystyczną, ze względu na jej niezwykłą architekturę. Jeszcze pod koniec lat 80. zabudowa Nikisza została wpisana do rejestru zabytków, a w 2011 roku osiedle zostało uznane przez Prezydenta RP za pomnik historii. Zbudowaniu pozytywnego wizerunku osiedla familoków sprzyjają również różne imprezy cykliczne organizowane w dzielnicy jak np. jarmark świąteczny – za pieniądze zebrane z pierwszego w 2008 roku zakupiono monitoring. W latach 90. w dawnej suszarni powstała Galeria Magiel, dziś działa tam Dział Etnologii Miasta Muzeum Historii Katowic. Od dwunastu lat w Galerii „Wilson” w dawnym szybie organizowany jest Art. Naif Festiwal dla artystów nieprofesjonalnych. Ale z malarstwem Nikiszowiec ma znacznie dłuższą zażyłość – po II wojnie światowej w Zakładowym Domu Kultury Kopalni „Wieczorek” Otton Klimczok zorganizował grupę artystów-amatorów, którzy swoje okultystyczne (sic!) zainteresowania realizowali poprzez tworzenie. Do najsłynniejszych członków tzw. Grupy Janowskiej należał „Van Gogh z Nikisza” – Ewald Gawlik (1919-1993). Urodził się w Nikiszowcu, przed wojną kształcił w szkołach malarskich, ale po przymusowych robotach i poborze do Wermachtu w 1947 roku nie zezwolono mu na dalsze studia artystyczne w nowej Polsce. Zmuszony pracować fizycznie zatrudnił się w kopalni „Wieczorek”. W swoich obrazach przedstawiał codzienne życie Ślązaków i pejzaże z Nikiszowca, Giszowca. Szopienic. Innym, jedynym żyjącym do dziś członkiem Grupy Janowskiej jest Erwin Sówka, także wieloletni górnik kopalni „Wieczorek”. Obrazy malarzy grupy Janowskiej do dziś można oglądać podczas artystycznych inicjatyw organizowanych w Nikiszu.


Nikiszowiec na obrazie Erwina Sówki, malarza tzw. Grupy Janowskiej. Źródło: Muzeum Historii Katowic

Na nowo

Dziś Nikiszowiec staje przed wyzwaniem – zachowane familoki zgrupowane w niezwykłym kompleksie stanowią interesujący punkt na mapie turystycznej Katowic. Z roku na rok coraz więcej zwiedzających z aparatem w ręku przemierza brukowane uliczki w poszukiwaniu śladów przeszłości. W przytulnej, klimatycznej kawiarni jednodniowi turyści tacy jak autorka tekstu mogą napić się kawy, a na murze kościoła św. Anny przeczytać tabliczki upamiętniające górników, którzy w kopalni „Giesche” a później Wieczorek, oddali życie zarabiając na swój chleb. Jednocześnie wszystkie budynki są zamieszkane przez potomków górniczych rodzin i osoby napływowe, choć bardzo fotogeniczne, nie wydają się miejscem specjalnie przyjaznym do życia. Mowa o starym budownictwie, mało urodzajnej w miejsca dla młodych okolicy, przeświadczeniu o wyższej niż w innym rejonach miasta przestępczości. Do tego w głównym dotychczas zakładzie pracy, kopalni, która nadała Nikiszowcu i sąsiedniemu Giszowcu sens istnienia, w 2018 roku po stu dwudziestu ośmiu latach zaprzestano wydobycia i obecnie znajduje się ona w stanie likwidacji.  Między ceglanymi, ale już nienowymi murami, kryje się smutna prawda o przemijaniu. Jeśli Nikiszowi nie przywróci się dawnego pozytywnego wizerunku, jakim cieszył się, powstając przed stu laty i nie znajdzie się dla niego nowej recepty na istnienie, wkrótce zostaną tam tylko osoby starsze. Szkoda by było, gdyby za czerwonymi ścianami z tak bogatą historią zamarło życie.


Zabytkowa zabudowa Nikiszowca na placu centralnym. Fot. Aleksandra Kozyra

Stuletnie budynki do dziś służą mieszkańcom Nikiszowca. Fot. Aleksandra Kozyra

Przejście na dziedziniec między blokami Nikiszowca. Fot. Aleksandra Kozyra

Bibliografia:
1. E. Gonda-Soroczyńska, Infrastruktura, układ urbanistyczny osiedla Nikiszowiec cudem architektury i pomnikiem historii [na:] https://academica.edu.pl
2. M. Gnieciak, Opuszczone miasteczko: czyli rzecz o familokach, podwórkach i kuchniach najpiękniejszej śląskiej kolonii górniczej [na:] https://academica.edu.pl
3. I. Kozina, P. Krasnowolski, Górnośląskie osiedla robotnicze jako totalne dzieła sztuki = The residential workers’states in Upper Silesia as total works of art [na:] https://academica.edu.pl
4. H. Gerlich, Giszowiec i Nikiszowiec, czyli skansen pamięci mistrza Ewalda [na:] https://academica.edu.pl
5. M. Szejnert, Czarny ogród, Wydawnictwo Znak, Kraków 2007


Tematem miesiąca działu Teczka z Historią są historie przywiezione z wakacyjnych podróży.


Obrazek wyróżniający: Nikiszowiec z lotu ptaka, źródło: Wikipedia

Wpisy

Człowiek z Cieszyna w Warszawie, studentka dziennikarstwa i bohemistyki. Cierpi na chroniczny czasobrak, ale na przeczytanie kolejnego reportażu i sport zawsze czas znajdzie. Zakochana w Czechach i uzależniona od poznawania nowych ludzi.