/

Nikt się nie spodziewał gdańskiej inkwizycji

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Polski kościół nie pozwala o sobie zapomnieć. W tym tygodniu duchowni doprowadzili mnie do rozdwojenia jaźni, bo z jednej strony palenie „Harry’ego Pottera” i parasolek z Hello Kitty jest cholernie zabawne, ale z drugiej płonący stos książek wywołuje ciarki.


Trzeba oddać polskiemu kościołowi, że w tym przypadku nie tylko odciął się od tych idiotycznych wybryków, ale wręcz je potępił. Jednym z krążących po sieci skojarzeń są wydarzenia w nazistowskich Niemczech z 1933 r., ale tak daleko bym nie szedł. Skojarzyło mi się to raczej ze średniowieczem, bo nigdy nie dowiemy się ile dzieł niezgodnych z chrześcijaństwem, a potencjalnie wartościowych dla kultury, zapłonęło wtedy z inicjatywy kleru. Co do odniesień mniej dosłownych, jeżeli spalony został Harry, to razem z nim spłonęły czarownice Granger, McGonagall, Wesley i kilkanaście innych, których nazwisk, przepraszam fanów twórczości Rowling, nie pamiętam. Sam pomysł, że spalenie książek uwolni wiernych od ich diabolicznych właściwości, też jest osadzony raczej w wieku XI niż XXI. Słuchając muzyki z poprzedniego stulecia zdarza mi się myśleć, że urodziłem się kilka dekad za późno. Jednak księża z parafii NMP Matki Kościoła i św. Katarzyny Szwedzkiej w Gdańsku mieli w przyjściu na świat kilka wieków obsuwki.


Jestem ciekaw czy nie będzie to początek szerszego trendu wśród polskiego kleru. Jeżeli narodowcy latają po ulicach wykrzykując wyrwane z kontekstu, często zupełnie zniekształcone, ale pasujące do ich pomysłów hasła z przeszłości (np. „Wielka Polska Narodowa” to zupełny idiotyzm, bo Polska była wielka, przynajmniej terytorialnie, tylko w czasach, w których była multikulti), to może i kościół zacznie wracać w swoich hasłach do średniowiecza? Potężna rola w polityce, ogromne połacie kościelnych ziemi, hajsik z odpustów, a jak któryś polityk podpadnie, to na kolana i w wór pokutny. Tylko nie wiem czy po przeanalizowaniu działalności polskiego kościoła, papież Franciszek nie nałożyłby na nasz kraj ekskomuniki.


Podejrzewam też, że przyczyny całej akcji mogły być zupełnie trywialne. Kolejne raporty pokazują, że Polacy i tak nie czytają, a spalenie książek jest szybsze niż oddanie ich na makulaturę albo przekazanie do bibliotek lub dla potrzebujących dzieciaków. W krainie słońca i szczęśliwości parasolki, z Hello Kitty czy nie, nie są potrzebne. Afrykańskie maski średnio pasują do krzyży i obrazków z Matkami Boskimi, a przecież po modzie na programy kulinarne wchodzi teraz moda na dekorowanie domów, więc Polacy i w tej kwestii zostają ekspertami. Natomiast w kwestii „medycyny alternatywnej” Daleki Wschód został u nas wyparty przez pseudodoktora Ziębę i jego armię matek polek nieszczepiących.


Jak zacząłem, tak i skończę, bo z reakcji polskiego kościoła na gdańskie wydarzenia jestem naprawdę zadowolony. Prymas Polak w oświadczeniu napisał – Drogą do nawrócenia nie jest palenie książek, ale ukazanie wiernym podstaw do krytycznej oceny tego, co czytają. Książek się nie pali. Książki się czyta i z ich treścią, także w sposób krytyczny, dyskutuje. Z myślą tą chciałbym pozostawić nie tylko wszystkich Czytelników i Czytelniczki wierzące, do których bezpośrednio się odnosi, ale również ateistów, bo po zamienieniu nawrócenia na myślenie, a wiernych na ludzi, Wojciech Polak dał nam świetny sposób do zawrócenia ze ścieżki wojny na słowa, na ścieżkę dyskusji na podbudowane wiedzą argumenty. I do spaceru tą ścieżką chciałbym wszystkich gorąco zaprosić.