Centrum Kapuścińskiego

 

„Jeszcze dzień życia” – książka kanoniczna dla literackiego reportażu i stawiająca Ryszarda Kapuścińskiego w rzędzie kandydatów do Nagrody Nobla. Czy nakręcony według niej film, podobnie zaznaczy się w kinie?

 

Fotos z filmu „Jeszcze dzień życia”

 
Luanda, stolica Angoli, jesień 1975 r. Datę ogłoszenia niepodległości ostatniej kolonii w Afryce wyznaczono na 11 listopada. Ryszard Kapuściński, który sekundował wyzwalaniu Afryki od początku lat 60., musiał tam być. Kiedy przybył do Luandy sytuacja zaogniła się, w kraju doszło do wojny domowej. Luanda została zajęta przez MPLA, którą popierało ok. 80 proc. ludności. Na południu władzę próbowały przejąć konkurencyjne UNITA i FNLA, które miały wsparcie CIA. Kapuściński, którego depesze z Angoli przedrukowuje prasa 50 krajów, zabiega o przepustkę na południe, gdzie operuje legendarny Farrusco – portugalski spadochroniarz, który przystąpił do MPLA. Oficjalnie reporter nie ma szans na wyjazd, ale znajduje sposób, by tam pojechać…

 

Tak zaczyna się „Jeszcze dzień życia” Raula de la Fuente i Damiana Nenowa, ekranizacja książki Ryszarda Kapuścińskiego po tym samym tytułem. To ekranizacja animowana, ale nie do końca: to także dokument. Rysowana szybką, niemal komiksową, kreską jest punktowana zdjęciami Kapuścińskiego z tej wyprawy oraz uzupełniona współczesnymi relacjami ludzi, z którym Kapuściński się wówczas spotkał. Jest wśród nich słynny Farrusco, dziś generał, który w tamtych gorących dniach powstrzymał atak wojsk RPA, opóźniając ofensywę na Luandę o kilka dni. Te kilka dni, które zaważyły na historii XX w.

 

 

Relacja z wyprawy reportera to tylko jedna z kilku warstw filmu. W tle pojawiają się pytania o charakterze uniwersalnym. W jaki sposób zimna wojna (jak postrzegał sytuację w Angoli Kapuściński) przeradza się w gorącą? Jaka jest rola dziennikarza – ma z boku obserwować sytuację chłodnym okiem i przekazywać bezstronne wiadomości, czy też wolno stać mu się uczestnikiem zdarzeń, a jeśli tak, to w jakim stopniu? Czy może sięgnąć po karabin, czy wolno mu świadomie manipulować informacją? W ogniu walki, w warunkach, kiedy musi je postawić sobie postawić Kapuściński, odpowiedzi stają się kluczowe.

 

Animacja, film dokumentalny, zdjęcia, inscenizowane scenki – „Jeszcze dzień życia” jest intrygującą hybrydą gatunkową, której najbliżej do określenia „animowany dokument fabularyzowany”. Do tego dochodzi nazwisko reportera, który w tamtym historycznym momencie jako jedyny znalazł się w tamtym właśnie miejscu. I poczuł władzę, jaką ma nad informacją. Gdyby z tej władzy nie skorzystał, konflikt angolański mógł skończyć się w kilka dni, albo przerodzić się w III wojnę światową. A tak uległ zamrożeniu: władzę w nowym państwie przejęła MPLA, ale wojna domowa trwała jeszcze ponad 20 lat.

 

 

A Kapuściński? Ta wojna uczyniła z niego pisarza – „Jeszcze dzień życia” to książka, od której liczy się pisarska kariera reportera. Czy stało się to w momencie, gdy odkrył pragnienie uczestników konfliktu, by zostać opisanym i przestać był anonimowym ziarnkiem piasku w machinie dziejów? Czy też w momencie, kiedy zobaczył 80-letnią staruszkę, która obdarowuje walczących żołnierzy wypiekanym przez siebie chlebem? Bo tak naprawdę nie jest ważna jakakolwiek ideologia, ale chleb i życie – wartości, o które należy walczyć. Zawsze i wszędzie.

 

 

Konrad J. Zarębski

„Jeszcze dzień życia”, reż. Raul de la Fuente, Damian Nenow, Polska-Hiszpania 2018

Zobacz też:
Chemik schodzi na złą drogę

Chemik schodzi na złą drogę

O Kacprze Choromańskim, który zawodowo analizuje krwawe ślady, pisze Anna...
Który to świat?

Który to świat?

Druga część opowieści o Malezji. Pisze i fotografuje Weronika Rzeżutka...
Paweł Cywiński: Biedak ubrany w ideały

Paweł Cywiński: Biedak ubrany w ideały

„Duży Format zmonopolizował reportaż” – rozmowa z Pawłem Cywińskim

Name required

Website