/

O czym diwa śpiewa nocą

[spider_facebook id=”2″]

 

W moim wieku i z moją pozycją, wstaję rano i głównie zajmuję się mówieniem „nie”. Ale obejrzałem twoje filmy, przeczytałem scenariusz i cieszę się, że możemy zacząć współpracę – podobno tymi słowami Jerzy Antczak odpowiedział Marcinowi Bortkiewiczowi, który zwrócił się do reżysera z prośbą o opiekę artystyczną nad jego pełnometrażowym debiutem fabularnym.

 

Kreacja Małgorzaty Zajączkowskiej w „Nocy Walpurgi” została doceniona na koszalińskim festiwalu „Młodzi i film”. Wyróżniono ją tam nagrodą za najlepszą rolę kobiecą
(fot. materiały prasowe)

 

„Noc Walpurgi”, bo o tym filmie mowa, nakręcono w zaledwie szesnaście dni. Szybciej niż oscarowy „Whiplash” (dwadzieścia dni zdjęciowych). Podobieństwa między tymi filmami nie kończą się jednak na tempie pracy. Napięcie między ich bohaterami wzrasta i wybuchy emocji są niczym widowisko.  Nie dziwi więc sukces filmu Bortkiewicza w Polsce. „Noc Walpurgi” zdobyła aż pięć nagród na koszalińskim festiwalu „Młodzi i film” – nagrodę za najlepszy scenariusz, Nagrodę Publiczności, Nagrodę Dziennikarzy, Nagrodę Jury Młodzieżowego, a Małgorzatę Zajączkowską wyróżniono nagrodą za najlepszą rolę kobiecą. Teraz Bortkiewicz powalczy o Złotego Lwa na festiwalu w Gdyni.

 

W fabularnym debiucie reżyser stworzył portrety psychologiczne naznaczonej Holocaustem diwy operowej Nory Sedler (Małgorzata Zajączkowska) oraz Roberta (Philippe Tłokiński), młodego Polaka, który wychował się za granicą. Scenariusz powstał w oparciu o monodram „Diva” Magdaleny Gauer, a na potrzeby filmu stworzono postać Roberta. W 1969 r., w Szwajcarii, do garderoby śpiewaczki przychodzi młody mężczyzna, który podaje się za dziennikarza. Chce przeprowadzić z nią wywiad, ale zadaje pytania dotyczące wojennych wspomnień Nory. Bohaterowie rozpoczynają pełną erotycznego napięcia grę, z której wyłania się bolesna historia śpiewaczki ocalałej z Zagłady.

 

Nora od razu zrzuca gorset obyczajowości. Mówi o rzeczach i sytuacjach, o których być może wolelibyśmy nie słuchać. Są w tym filmie trans i histeryczna obsesja. Są przesada i prowokacja, które nie prowadzą do katharsis. Bortkiewicz zrobił film o ludziach dotkniętych traumą. O znaczeniu przeszłości, która kształtuje ich tożsamość. Dla Nory wojna nie skończyła się z wyzwoleniem obozów koncentracyjnych. Konsekwencje tamtych wydarzeń ponosi każdego dnia, a wraz z nią nowy Holocaust przeżyje Robert.

 

W „Noc Walpurgi” zostaje zaprezentowany portret naznaczonej Holocaustem diwy operowej Nory Sedler (Małgorzata Zajączkowska) oraz Roberta (Philippe Tłokiński), młodego Polaka, który wychował się za granicą (fot. materiały prasowe)

 

Ich spotkanie trwa jedną noc – z 30 kwietnia na 1 maja. I nie jest to data przypadkowa. Według tradycji germańskiej miała być to noc szczególna, kiedy dwa światy – żywych i zmarłych – stykają się ze sobą. Wierzono, że na Ziemię przybywają wtedy złe duchy i czarownice. U Bortkiewicza są to duchy katów i ofiar wojny, w których rolę wcielają się Robert i Nora. Historia ich spotkania przytłacza, mimo że akcja rozgrywa się w słowach i gestach. Bortkiewicz łagodzi emocjonalny przesyt dbałością o szczegóły i wyborem teatralnej konwencji.

 

Bortkiewicz zamiłowanie do szkicowania ludzkich sylwetek łączy z kinofilią. – Atmosferę z ulubionych filmów noszę głęboko w sobie – powiedział w jednym z wywiadów. W „Nocy Walpurgi” bawi się konwencją i nawiązuje do klasyki kina. Kameralną historię łączy z operowym rozmachem. Tragedię z komizmem. Reżyser otwarcie mówi o nawiązaniach do tradycji kina „teatralnego” i takich filmów jak: „Dwunastu gniewnych ludzi”, „Kto się boi Virginii Woolf?”, „Marty”, ale widać też inspirację kinem Polańskiego, Wajdy i Munka oraz filmami niemymi. Atmosferę filmu dopełniają czarno-białe zdjęcia Andrzeja Wojciechowskiego, kojarzące się z kinem lat 50. Forma tego filmu jest zresztą bardzo ważna. Wygląd, uroda, strój, swoboda zachowania i wypowiedzi bohaterów stanowią o jego sile.

 

 

Milena Ryćkowska