Centrum Kapuścińskiego

W 2010 roku dokumentaliści z LOG TV Films oraz Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej odwiedzili Stanisława Pietrowa. Chcieli poznać historię człowieka, który zapobiegł trzeciej wojnie światowej. Efektem tych dociekań jest film pt. „Czerwony Guzik”.  

 

 

Był 26 września 1983 roku. Podpułkownik Stanisław Jewgrafowicz Pietrow dyżurował w bazie Sierpuchowo-5 – podmoskiewskim ośrodku wojskowym, wyposażonym w aparaturę służącą do obserwacji radzieckiej przestrzeni powietrznej. Kilka minut po północy panującą w nim ciszę przerwał ryk syreny alarmowej. Pietrow z przerażeniem obserwował, jak na jednym z monitorów rozbłysnął pulsujący napis: ATAK RAKIETOWY. Było jasne, że Stany Zjednoczone rozpoczęły wojnę jądrową – informacja o tym została automatycznie przekazana do dowództwa sił zbrojnych ZSRR, podpułkownik miał tylko ją potwierdzić (co poskutkowałoby wystrzeleniem sowieckich pocisków międzykontynentalnych) lub zdementować. Pietrow drżącymi rękoma chwycił za mikrofon i słuchawkę, po czym zamarł. Na ekranie przed jego oczyma przemieszczało się pięć punktów. Czemu tylko pięć? Przecież Stany mają dziesiątki rakiet z głowicami jądrowymi… – pytał sam siebie, wciąż otrzymując meldunki o poprawnym działaniu poszczególnych urządzeń. W końcu, nie zważając na ogłuszającą kakofonię sygnałów i ostrzeżeń, zadecydował: FAŁSZYWY ALARM.

 

Zarysowana w poprzednim akapicie historia to zaledwie wstęp do dwóch znacznie dłuższych opowieści: pierwsza z nich traktuje o zimnowojennym wyścigu zbrojeń, druga – o życiu samego Pietrowa. W czasach, gdy służył, ZSRR dysponował tysiącami rakiet z głowicami jądrowymi. Były wśród nich takie o mocy wszystkich ładunków zdetonowanych w trakcie II wojny światowej, o czym z dumą donosiła radziecka propaganda. Co by się stało, gdyby w pełni wykorzystano ten arsenał? O czym marzy człowiek, który ocalił świat? I wreszcie – jak został uhonorowany? Szukania odpowiedzi na te i szereg innych pytań podjęła się reżyserka Ewa Pięta. Niestety, zmarła przed ukończeniem zdjęć. Jej dzieło kontynuował Mirosław Grubek, mąż dokumentalistki.

 

„Czerwony Guzik” jest najlepszym przykładem tego, jak należy realizować filmy dokumentalno-biograficzne: pojawiają się w nim m.in. liczne materiały archiwalne (np. fragmenty  kronik), rozmowy z rosyjskimi historykami (co ważne, działającymi niezależnie od rządu), Brucem Blairem stojącym na czele Instytutu Bezpieczeństwa Światowego i, oczywiście, samym Pietrowem.  Całość została doskonale zmontowana i udźwiękowiona – już po kilku minutach seansu właściwie przestałem zwracać uwagę na otaczającą mnie rzeczywistość.

 

„Czerwony Guzik” to niejedyny film o Stanisławie Pietrowie. Już w 2005 roku Halina Aczkasowa nakręciła dokument pt. „Bohater naszych czasów”. Oba charakteryzują się ciekawą formą i są warte obejrzenia (można je bez większych problemów znaleźć w sieci). Niemniej gdybym miał między nimi wybierać, bez wahania wskazałbym „Czerwony Guzik”: dłuższy, lepiej zrealizowany i po prostu bardziej interesujący. To film, który zarówno fascynuje, jak i niepokoi. Celem Ewy Pięty i jej męża nie było jednak straszenie widzów widmem globalnej wojny, ale skłonienie ich do szeregu  refleksji. Na przykład takiej, iż jako ludzkość mamy szczęście, bo o naszym istnieniu zadecydował nie tyle Stanisław Pietrow, ile przypadek – że to akurat on 26 września 1983 roku pełnił dyżur w bazie Sierpuchowo-5.

 

Bartosz Jaster

 

„Czerwony Guzik”
Reżyseria: Ewa Pięta, Mirosław Grubek
Rok produkcji: 2011
Kraj: Polska, USA

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Paweł Cywiński: Biedak ubrany w ideały

Paweł Cywiński: Biedak ubrany w ideały

„Duży Format zmonopolizował reportaż” – rozmowa z Pawłem Cywińskim
Chłopiec z Placu Broni

Chłopiec z Placu Broni

Prezentujemy pierwszy fragment naszej książki "Bratanki. 11 niezwykłych portretów"
Nobel ma w sobie coś z kobiety

Nobel ma w sobie coś z kobiety

O Swietłanie Aleksijewicz, Nagrodzie Nobla i Białorusi pisze Alesia Ptushka...

Name required

Website