Ocaleni przed zapomnieniem

 

„Dość chętnie uznajemy obowiązki wobec ludzi nam współczesnych, ale co z obowiązkami wobec tych, którzy przyszli przed nami? Gładko rozprawiamy o tym, co się od nas należy przyszłości – ale co z naszym długiem wobec przeszłości? Wyjąwszy prymitywnie praktyczne sposoby – zachowanie instytucji czy systemów – możemy ten dług w pełni obsłużyć w jeden sposób: pamiętając i przekazując obowiązek pamiętania”.

 

 

 

„Poznałam moich przodków, przełamałam milczenie, które ciążyło nad moim dzieciństwem, w jakimś symbolicznym wymiarze zwróciłam ojcu jego rodzinę” – mówi w wywiadzie dla portalu Onet.pl Monika Sznajderman. I to jedno zdanie w pełni oddaje, o czym jest jej książka „Fałszerze pieprzu. Historia rodzinna” – książka, za pomocą której autorka próbuje uchronić swoich krewnych przed zapomnieniem.

 

„Fałszerze pieprzu” to opowieść bardzo osobista. Sznajderman próbuje odtworzyć losy żydowskich przodków swojego ojca, jak zauważa prof. Barbara Engelking, „odnajdując ślady ich istnienia w przedwojennej prasie, archiwach, zapisach hipotecznych, książkach telefonicznych”. Dokonuje również starannej analizy fotografii i szuka poszlak wszędzie, gdzie tylko mogą być – od Miedzeszyna, przez warszawskie getto, Radom i Auschwitz, aż po Australię. Monika Sznajderman przedstawia także życie polsko-saksońskich przodków jej matki, z których większość była albo obojętna na Zagładę Żydów albo wręcz miała poglądy radykalno-narodowe i chciała oczyścić z nich Polskę. Autorka pokazuje, jak te dwa różne światy funkcjonowały tuż obok siebie „niemalże bez punktów stycznych”. W opowieściach o przodkach odbija się tragiczna historia Polski.

 

Pracę, którą Monika Sznajderman włożyła w stworzenie tej książki należy niewątpliwie docenić. Piękne fotografie zamieszczone w „Fałszerzach pieprzu” dają czytelnikowi poczucie, że opisane postacie nie są tylko „imionami na kartce papieru”, lecz realnymi osobami. Jedyne, czego brakuje mi w tej książce, to bardziej przejrzystej struktury, bo ktoś, kto nie miał pojęcia o bohaterach, może łatwo się w niej zagubić. Wątki są dość wymieszane – autorka kończy opowiadać o czymś, aby za parę stron ponownie do tego wrócić. To sprawia, że czytelnik nie może w pełni skupić się na opisanej historii.

 

Fragment opowieści o polskich przodkach jest o wiele krótszy niż ten przedstawiający rodzinę żydowską. Wydaje mi się, że ten wątek został potraktowany dość pobieżnie, bo kiedy zaczyna się „rozkręcać”, autorka stawia kropkę i przechodzi do następnego. Odnoszę także wrażenie, że zamieszczanie tak wielu informacji o Żydach w części, która – wydawałoby się – ma być poświęcona losom polskich przodków, jest próbą zadośćuczynienia Moniki Sznajderman za „nieludzką, unicestwiającą obojętność” krewnych jej matki wobec tego narodu. Widać więc, że dla autorki był to niewyobrażalny wysiłek emocjonalny. Mimo tego udało jej się stworzyć tę książkę, co jest godne podziwu.

 

Szukając swoich korzeni, autorka jakby poszukuje siebie, próbuje dowiedzieć się, kim jest naprawdę. A co najważniejsze, chroni przed zapomnieniem tych, których „historia nie zapamiętała w żaden szczególny sposób” i przypomina nam, jak ważne jest to, abyśmy pamiętali…

 

 

„Fałszerze pieprzu. Historia rodzinna”
Autorka: Monika Sznajderman
Wydawnictwo: Czarne

Wpisy

Zainteresowana szeroko pojętą literaturą faktu, w szczególności reportażem i wywiadem, a także filmem rysunkowym w służbie propagandy. W pracy dziennikarza najbardziej ceni kontakt z ludźmi. Miłośniczka muzyki z lat 70. i 80. Uwielbia pomagać, dlatego też mocno angażuje się w działania Szlachetnej Paczki. Laureatka nagrody Nadzieja Mediów 2017. Była wicenaczelna magazynu Nowy Folder.