Zasypany Bliskim Wschodem

[spider_facebook id=”2″]

 

Mimo wielu zarzutów, które można stawiać „Oczom zasypanym piaskiem”, najnowsza książka Pawła Smolńskiego wciąga jak ruchome piaski. A to jeden z głównych wymogów stawianych literaturze.

 

Oczy zasypane piaskiem

 

Galilea, Judea, Betlejem, Jerozolima – cztery nazwy i od razu robi się jakoś biblijnie. Niegdyś żydowskie ziemie zostały jednak podbite przez Arabów i przez wieki pozostawały pod ich panowaniem. W końcu po wielu, wielu latach postanowiono przywrócić je dawnym mieszkańcom i w 1948 roku utworzono państwo Izrael. W ten sposób wypędzeni Żydzi wypędzili Arabów, co zapoczątkowało najdłuższy konflikt XX, a obecnie też XXI wieku. Konflikt dwóch narodów, które czują się pokrzywdzone. Konflikt, który wydaje się nierozstrzygalny.

 

Pisano o nim wiele. Początkowo tendencyjnie – proizraelsko. W latach 80. optyka się zmieniła i zaczęto pisać propalestyńsko – też tendencyjnie. Na tym tle „Oczy zasypane piaskiem” wypadają korzystnie, ponieważ autor nie opowiada się po żadnej ze stron. W ogóle niewiele pisze od siebie. Woli przytaczać fakty lub oddawać głos rozmówcom, którzy relacjonują sytuację w zapalnych rejonach. Pozornie bezpieczna metoda zwodzi go jednak czasem na reporterskie manowce, ponieważ nie zawsze weryfikuje przytaczane historie i pozostawia czytelnika z poczuciem pustki. „Beduini z Rahawy znają hebrajski. Rozumieją, co osadnicy mówią między sobą. A mówią, że jeśli ktoś ze wsi przygoni owce za blisko osiedla, nie zaszkodzi postrzelać do owiec. Jeśli zbliży się Arab, można strzelać do Araba”. Nie dowiemy się jednak, ilu Arabów zastrzelono oraz czy w ogóle strzelano.

 

Książce brakuje też jednolitego pomysłu narracyjnego, przeprowadzonego od początku do końca. To raczej zbiór reportaży prasowych, które ma spajać izraelsko-palestyńskie pogranicze. Niestety, spoiwo literackie jest w tym przypadku równie wątpliwej mocy, jak spoiwo geograficzne. W dodatku poszczególnym reportażom można zarzucać niewykorzystanie potencjału, jak choćby fascynującej historii przemytniczych tuneli. „Dziś tuneli będzie w Filadelfii pod dwa tysiące. Niektóre wąskie, jak kiedyś. Wiele podstemplowanych, z ułożonym torowiskiem, wysokie tak, że nie trzeba się schylać, ba, przejedzie nawet samochód, wypasiona terenówka lub mercedes klasy S. Świecą żarówki, wentylatory tłoczą świeże powietrze. Takimi tunelami idą transporty wartości kilkudziesięciu milionów dolarów miesięcznie, pracują w nich tysiące ludzi, z przemytu żyją całe rodziny i klany”. Cały poświęcony im rozdział został napisany rzetelnie, sprawozdawczym językiem prasowym. Na pierwszy plan w końcu wysuwają się wątki polityczne – Hamas, który czerpie z tuneli wielkie korzyści i często prowokuje zamykanie granic z Izraelem, by zmusić Palestyńczyków do zakupu towarów przemycanych np. z Egiptu. Treść fascynująca, lecz forma tęskni do Ryszarda Kapuścińskiego i jego drewnianego miasta z „Jeszcze dnia życia”.

 

Mocną stroną książki Smoleńskiego jest dążenie do obalania stereotypów narosłych przez lata tendencyjnego opisu izraelsko-palestyńskiej rzeczywistości. Nie chodzi o to, że są fałszywe. Ucisk Izraela i nędza Palestyńczyków są niezaprzeczalne, tak jak to, że wśród Arabów nie brakuje zamachowców (intrygujący wątek o grupach wsparcia matek szahidów) i terrorystów. Autor odsłania jednak wiele innych aspektów rzeczywistości, które giną w cieniu medialnego mainstreamu. Pokazuje warunki życia zwykłych ludzi (a nie tylko nędzarzy), czyni wyrzuty bogatym Palestyńczykom (m.in. z Hamasu), którzy często gnębią swoich braci bardziej od Izraelczyków lub umyślnie prowokują Izrael do zaostrzania sankcji. Ale pokazuje też inicjatywy kulturalno-pokojowe, jak przełamujący wszelkie podziały i tabu dżeniński Teatr Wolności czy izraelskie babcie, które pilnują, by żołnierze na granicach nie przekraczali swoich uprawnień.

 

Nie czuję się kompetentny, by oceniać zarzuty stawiane książce Pawła Smoleńskiego na zajmujących się tematyką palestyńsko-izraelską stronach internetowych. Ale nawet jeżeli zawiera merytoryczne uchybienia, to nie można odmówić jej waloru popularyzatorskiego oraz dążenia autora do rzucenia nowego światła na rzeczywistość Bliskiego Wschodu. I chociaż warsztat literacki Smoleńskiego pozostaje kwestią dyskusyjną (zwłaszcza w kontekście poprzednich, lepszych książek, jak choćby „Irak. Piekło w raju”), to narracja każdego rozdziału wciąga. A wessany czytelnik od środka głębiej poznaje dotychczas nieznany mu świat.

 

Bartosz Wróblewski

 

„Oczy zasypane piaskiem”
Autor: Paweł Smoleński
Wydawnictwo: Czarne