/

Okno transferowe

Nowy Folder - #BananowaNiedziela

 

Politycy uwielbiają sportowe metafory. Granie w jednej drużynie czy do jednej bramki, kampanie wyborcze jako wyścigi, przewodniczący partii jako kapitanowie. Haratanie w gałę kojarzy się w polskiej polityce jednoznacznie, chociaż na nagranie spotu na Narodowym pokusiła się również ówczesna premier Szydło. Jednak niewiele rzeczy w sportach drużynowych emocjonuje kibiców tak bardzo, jak transfery. W polityce nie jest inaczej.

 

 

Emocje na politycznych trybunach rozgrzał w tym tygodniu transfer Wojciecha Kałuży z KO do PiS-u. W kontrakcie z nowym klubem dostał zapis o szybkim wejściu do pierwszego składu, co więcej, w roli wicekapitana śląskiej pisowskiej drużyny. Przywodzi mi to na myśl dwa głośne transfery – jeden na naszym ekstraklasowym poletku, drugi na jednej z największych scen, czyli hiszpańskiej Primera Division. Krzysztof Mączyński przed przejściem z Wisły Kraków do Legii Warszawa deklarował w Lidze+ Extra, że nie przejdzie do odwiecznego rywala krakowskiej drużyny. Wojciech Kałuża reklamował się między innymi zdaniem, że „wie, jakie zagrożenie dla śląskiego samostanowienia niesie dziś centralistyczna polityka Prawa i Sprawiedliwości”. Wyborcy pana Kałuży nie mogli się więc takiego transferu spodziewać. Dodatkowo pan wicemarszałek ma teraz na Śląsku małe piekiełko rozpalane przez KO i wyborców. Mógłby się porozumieć z Luisem Figo, w którego kibice Barcy rzucali na Camp Nou butelkami, szklankami, a nawet świńskim łbem, po jego przenosinach do Realu. Chwilę po przyjściu Luisa Figo, Królewscy odzyskali tytuł po czterech latach. Po przejściu Kałuży do PiS-u, ci zdobyli śląski sejmik.

 

Sejmiki wojewódzkie są jednak jedynie zapleczem naszej krajowej polityki. Na ekstraklasowym, sejmowym, poziomie również nie brakowało na przestrzeni lat głośnych transferów. I tu kolejne analogie. Kasper Hamalainen przed przejściem z Lecha do Legii zapowiadał, że żegna się z Kolejorzem z tęsknoty za domem. Co prawda z Warszawy do rodzinnego dla Hamalainena Turku jest 300 kilometrów bliżej niż z Poznania, jednak prawdopodobnie nie takiego scenariusza spodziewali się poznańscy kibice. Leszek Miller po wykluczeniu z SLD zapowiadał stworzenie nowej lewicowej partii, jednak w wyborach w 2007, o czym chyba niewiele osób pamięta, postanowił wystartować do sejmu z list Samoobrony. Jednak transfery dla obu panów miały zgoła inne następstwa. Hama wygrał z Wojskowymi trzy kolejne Mistrzostwa Polski, dokładając do tego dwa Puchary Polski i występ w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Miller, tak jak cała Samoobrona, nie dostali się nawet do politycznej Ekstraklasy.

 

Głośnych transferów, zarówno tych politycznych, jak i piłkarskich, było oczywiście więcej. Warto wspomnieć o transferach Radosława Sikorskiego, najpierw ministra PiS-u, później ministra PO, Bartosza Arłukowicza z Lewicy do PO, czy Joanny Kluzik-Rostkowskiej, która podobnie jak Sikorski była ministrem w rządzie PiS-u, by później odejść do PO. No i nie można zapomnieć w tym miejscu o największym politycznym podróżniku, który przykleja się do kolejnych układzików jak rzep do psa, czyli Ryszardzie Czarneckim. I o ile nie popieram nadmiernej agresji względem transferowych podróżników, muszę przyznać, że rozumiem wściekłość zarówno kibiców, jak i wyborców. Chociaż ci drudzy mają zdecydowanie większe powody do złości, szczególnie, kiedy, jak w przypadku Wojciecha Kałuży, zmiana barykady następuje chwilę po wyborach. Nie chciałbym więc żeby ktoś zniszczył pana samochód, jak to miało miejsce w przypadku Hamalainena, ale świński łeb się panu, panie wicemarszałku, zdecydowanie należy.