/

Optymizm – nie daję już rady

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Trudno napisać o wydarzeniach mijającego tygodnia, bo takich emocji po prostu nie da się zamknąć w słowach. W niedzielny wieczór 13 stycznia milionami serc wstrząsnęło przerażenie, które następnego dnia zmieniło się w smutek i niedowierzanie. Jestem pewien, że wiele z tych serc miało nadzieję, że zabójstwo prezydenta Adamowicza coś zmieni w naszym społeczeństwie. Przecież nadzieja umiera ostatnia…


Do wieczora w poniedziałek byłem po prostu w próżni: nie umiałem sobie wytłumaczyć jak mogło dojść do tej tragedii. Bezrefleksyjnie śledziłem telewizyjne relacje i pierwsze analizy. Kiedy się wreszcie nieco otrząsnąłem, popełniłem największy błąd, jaki mogłem popełnić – wszedłem na Twittera. Rzadko zdarza mi się płakać, ale wtedy nie byłem w stanie powstrzymać kilku łez. Nie jedynie z powodu śmierci prezydenta Adamowicza, ale też utraty złudzeń. Kilkanaście wpisów i komentarzy wystarczyło bym zrozumiał, że naszego społeczeństwa już nic nie połączy: nie jesteśmy w stanie się porozumieć, znaleźć wspólnego języka. A kolejne dni tylko to potwierdziły. Jeżeli śmierć Pawła Adamowicza w trakcie festiwalu miłości i radości, jakim jest finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, nie jest w stanie popchnąć Polaków w stronę, przynajmniej krótkiego, pojednania, nie wyobrażam sobie sytuacji, która mogłaby to uczynić. Jednak nadzieja umiera ostatnia…


Niedzielne i poniedziałkowe wydarzenia otworzyły ogólnopolską dyskusję na temat mowy nienawiści. Nie jestem w stanie ocenić na ile zabójca Pawła Adamowicza był kierowany medialnym opluwaniem się polityków. Nie mogę jednak milczeć, kiedy PiS próbuje wmówić ludziom, że nie był to mord polityczny. Nie w przypadku, kiedy morderca krzyczy, że „Adamowicz musiał zginąć za PO”. A na temat zasłaniania tego faktu rzekomą chorobą psychiczną zabójcy wypowiedziało się już Polskie Towarzystwo Psychiatryczne. Niezaprzeczalnym faktem jest natomiast, że wcześniej TVP chciało zniszczyć Adamowicza i chyba tylko z Donaldem Tuskiem walczyli równie zajadle. I zastanawiam się czy u Sitka, Szypszaka, Cierpioła i Sawickiego, Holeckiej, Ziemca i Adamczyka, którzy dawali tej akcji twarz, jak zresztą wszystkim innym obrzydlistwom emitowanym w telewizji Kurskiego, miała miejsce choćby odrobina refleksji. Nadzieja umiera ostatnia…


Byłem na tyle głupi, że początkowo chciałem wierzyć w gesty partii rządzącej po śmierci Pawła Adamowicza. Przemówienie Andrzeja Dudy, uszanowanie przez Kaczyńskiego niedawnego wyboru gdańszczan i niewystawianie kandydata w wyborach uzupełniających, pogłoski o zwolnieniu Kurskiego… Chciałem nawet wierzyć, że TVP odpuści, przynajmniej do pogrzebu, ze swoją propagandą. Prezesi, ten partyjny i ten telewizyjny, szybko mi jednak uświadomili, że za bardzo wierzyłem w ludzi: najpierw materiał Wiadomości, w którym mowa nienawiści była orężem jedynie w rękach opozycji. Później Kaczyński „spóźniający się” wraz z Mazurek i Terleckim na minutę ciszy w sejmie. Szyba pękła: zrozumiałem, że odpuszczenie wyborów uzupełniających to tylko polityczna kalkulacja, bo kolejna przegrana na chwilę przed wyborczym maratonem byłaby tragiczna dla PiS-u. Kurski nie wyleci, bo nikogo w PiS-ie nie rusza poziom TVP, a propaganda jest sterowana przez partię. Nawet krucjata Brudzińskiego i Ziobry przeciw mowie nienawiści to gra pod publiczkę: przecież prawo się nie zmieniło, zmieniły się tylko polityczne instrukcje dla prokuratorów. Do tego ze śmiercią prezydenta Gdańska zbiegło się w czasie umorzenie przez prokuraturę śledztwa dotyczącego „politycznych aktów zgonu” wystawionych przez Młodzież Wszechpolską, z którą PiS jawnie sympatyzuje. Uświadomiłem sobie też, że wszyscy, włącznie z Andrzejem Dudą, mówią, że teraz powinniśmy uderzyć się w pierś i zastanowić nad swoim zachowaniem, ale kto przez ten tydzień powiedział „przepraszam”? Który z polityków i dziennikarzy miał na tyle godności i odwagi by przyznać się do błędu i powiedzieć, że był jednym z trybików nakręcających maszynę nienawiści? Ale nadzieja umiera ostatnia…


Mam teorię, że każdego po śmierci spotka to, w co wierzył za życia. Dlatego mocno związany z kościołem katolickim prezydent Adamowicz pójdzie do nieba, gdzie spotka Wojciecha Młynarskiego. I chciałbym, Panie Prezydencie, prosić o przekazanie mu jednej wiadomości: Mistrzu Wojciechu, przegrał Pan. Niestety. W latach 90. Polacy dostali ostrzeżenie, że z gruzu po rozbiciu muru komunizmu, usypywane są nowe barykady. Politycy schowali się w swoich okopach i werbowali obywateli do swoich armii. I nie nauczyli Polaków nienawidzić się wzajemnie: oni jedynie dali im oręż. Język stawał się coraz ostrzejszy, przekraczano kolejne granice. Nie jestem też pewny czy można winić za mowę nienawiści wszystkie media. Muszą przecież informować społeczeństwo, więc dopóki nie dorzucają do tego ogródka kolejnych kamieni, trudno się do nich przyczepić. Kto teraz jest w stanie, choć odrobinę, cofnąć ten proces? Społeczność akademicka. Ale najpierw trzeba dopuścić ją do głosu i kłótnie polityków zastąpić debatami z prawdziwego zdarzenia. Czy do tego dojdzie? Nadzieja umiera ostatnia…


Pozostaje czekać jak w dłuższej perspektywie zabójstwo Pawła Adamowicza wpłynie na polskie społeczeństwo. Nie wiem czy barykady mogą być jeszcze wyższe, nie wiem czy możemy upodlić się bardziej, niż miało to miejsce w ciągu tego tygodnia. Zapisywałem najobrzydliwsze wypowiedzi, jednak ich tu nie przytoczę – raz, że musiałbym znów je czytać, a dwa, że nie warto dawać głosu mentalnym bestiom. Może mimo wszystko Polacy się jeszcze porozumieją? Przecież nadzieja… Cholera, nie, kogo ja chcę oszukać!? Nadzieja już umarła.