Diagnoza: nominacja

[spider_facebook id=”2″]

 

Wśród pięciu filmów nominowanych do Oscara w kategorii Documentary Short Subject znalazły się dwie produkcje polskie: „Nasza klątwa” Tomasza Śliwińskiego i „Joanna” Anety Kopacz.

 

Oscary 2015Do tej pory tylko trzy polskie obrazy były nominowane do Oscara w kategorii krótkometrażowy film dokumentalny. To „89 mm od Europy” Marcela Łozińskiego (w 1995 roku), „Dzieci z Leningradzkiego” Hanny Polak i Andrzeja Celińskiego (2005) i „Królik po berlińsku” Bartosza Konopki (2010) (fot. Prayitno, flickr.com, CC BY 2.0)

 

Ich klątwa

 

Tomasz Śliwiński opowiada historię zmagań z chorobą swojego syna. Nocą z pokoju Leosia nie słychać spokojnego, miarowego oddechu, a głośne sapanie i rytmiczne, mechaniczne dźwięki respiratora. Dzięki niemu Leo oddycha, gdy śpi. Bez respiratora znalazłby się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, bo gdy zasypia, nie pamięta o oddychaniu. Tak, jak kochanek przeklęty za zdradę przez mityczną Ondynę – bo to od jej imienia wzięła nazwę choroba chłopca. Przypadłość bardzo rzadka, rodzi się z nią jedno na kilkaset tysięcy dzieci.

 

Śliwiński kieruje kamerę nie tylko na syna, ale również na siebie i swoją żonę. Pokazuje silne emocje i szczere rozmowy rodziców, działające niczym terapia, pozwalające zebrać siły na kolejne dni – a może noce – walki z rzeczywistością. Obraz choroby chłopca pokazany przez Śliwińskiego jest autentyczny i przejmujący aż do bólu. I choć w pamięć najbardziej zapada przerażająca wręcz scena zmiany opatrunku i rurki do tracheotomii, rozmowy na kanapie robią nie mniejsze wrażenie. Proste, przemyślane ujęcia wzmacniają intymność obrazu, ale równie dobrze sprawdzają się, by pokazać, że wciąż mamy do czynienia z czułym światem rodziców i ich dziecka.

 

 

Życie po życiu

 

Aneta Kopacz pokazuje życie codzienne chorej na raka tytułowej Joanny, internetowej społeczności znanej jako Chustka, blogerka opowiadająca o swojej chorobie. Joanna nie żyje już od dwóch lat, ale czy nowotwór ją pokonał? Żyje na blogu, który pisała dla syna. Żyje w filmie Anety Kopacz, która w ciepłych i uroczych ujęciach pokazuje sceny z ostatnich spędzonych razem chwil. A w nich nowotwór, cierpienie i śmierć nie są tematem tabu. Joanna nie ukrywa przed kilkuletnim synem prawdy o swojej chorobie. Oswaja go ze świadomością, że pewnego dnia jej zabraknie, a jednocześnie daje mu jak najwięcej siebie.

 

Nie rak, a relacja matki i syna wysuwa się w filmie na pierwszy plan. W filmie nie ma miejsca na melodramat. Chociaż nowotwór nie pozwala o sobie zapomnieć, życie Joanny i jej rodziny toczy się dalej. Kopacz nie wyciska łez. Pokazuje swoją bohaterkę, która chce żyć – i żyje dla bliskich i dla siebie. Wzrusza i bawi, wywołuje zadumę i szeroki uśmiech. Rodzinne ciepło, atmosfera wzajemnego zaufania, a także przedstawienie świata dziecka są w ogromnej mierze zasługą zdjęć Łukasza Żala (który za zrealizowane wspólnie z Ryszardem Lenczewskim zdjęcia do „Idy” otrzymał nominację do Oscara).

 

 

Przełamać tabu

 

To nie są filmy, które się ogląda, by lamentować nad cierpieniem bohaterów. To zdecydowanie coś więcej – zaproszenia do dwóch intymnych światów, zaproszenia do zrozumienia tego cierpienia i determinacji – zarówno rodziców Leosia, jak i Joanny i jej syna. Ale także zaproszenia do rozmowy o chorobie – do przełamania tabu przed najbliższymi, niezależnie od tego, ile mają lat. Bo rozmowa w obu filmach ma nieocenioną wartość. Czy odbywa się pod koniec dnia, na kanapie, czy podczas codziennych sytuacji – wśród bohaterów buduje najsilniejszą bliskość, a dla widza staje się prawdziwym obrazem uczuć, emocji i lęków towarzyszących chorym i ich rodzinie. Właśnie to skierowanie kamery na bliskich i ich walkę z cierpieniem ukochanej osoby, daje pełny obraz tej trudnej rzeczywistości, a przy tym ich świat mimo wszystko jawi się im jako choć trochę normalny. I ta szczerość, autentyczność, i trafność ujęć trudnego tematu choroby zasługują na wyróżnienie.

 

Aleksandra Kopeć