Ostatecznie wygrywa wolność i miłość

„W każdym z tych scenariuszy pojawia się to samo zdanie, wypowiedziane innymi słowami: Moje życie jest moje. I to nie jest agresywne, na zasadzie »wara wam od tego«, tylko: Moje życie jest moje i biorę na siebie odpowiedzialność za tę decyzję” – mówi Remigiusz Ryziński, filozof, pisarz, profesor akademicki i autor książki „Moje życie jest moje”.

Seks jest bardziej opowieścią o nas, czy o kulturze w jakiej żyjemy?

Wydaje mi się, że i jednym, i drugim. Bohaterowie i bohaterki mojej książki realizują swoją seksualność w sprzeciwie wobec obecnej normy kulturowej. Wybierają siebie ponad tę kulturę. To jest bardzo trudne, dlatego często pojawia się element przekroczenia pewnej granicy, co dla wielu osób może być niezrozumiałe. Wolność w seksie nie oznacza, że każde działanie będzie euforyczne i hedonistyczne. To jest też niebezpieczeństwo, bo wolność zawsze jest niebezpieczna, jeśli traktujemy ją jako podejmowanie wyzwania niepewności losu.

Przypomniała mi się historia K. z pana książki – chłopca uzależnionego od chemsexu, który wielokrotnie znajdował się w bardzo niebezpiecznych sytuacjach.

Zastanawiałem się, czy nie przenieść jej do osobnego artykułu na temat niebezpieczeństwa chemsexu albo relacji seksu i chorób. Jego opowieść rzeczywiście wyróżnia się na tle innych. Jednak po pierwsze ma szczęśliwe zakończenie, a po drugie bohaterowi bardzo zależało na tym, aby opowiedzieć o rzeczywistości schodzenia w dół. Sam zresztą wspomina w opowieści, że nie był głupi i doskonale wiedział, co robi i w pewnym momencie zdecydował się po prostu nie zatrzymywać – chciał doświadczyć seksu do końca. To była jego świadoma decyzja i ja na pewno nie będę tego oceniał. Jeśli miałbym się do tego jakkolwiek odnieść – bardziej jako człowiek, a nie autor książki – to w tamtej sytuacji chciałem mu zwyczajnie, po ludzku pomóc. Skontaktować go z jakimś terapeutą lub coś w tym stylu. Ale to nie jest moje zadanie w tej książce. Zresztą jesteśmy w stałym kontakcie i wszystko jest z nim w porządku.

Czy seks ma jakiekolwiek granice?

Tak, oczywiście są parafilie, których nie realizujemy, nawet jeżeli mamy ku temu skłonności: pedofilia, kazirodztwo, zoofilia i nekrofilia. Nie ma też zgody na gwałt.

To jasne. A poza tym?

Moim zdaniem nie. Wydaje mi się, że nikt z nas nie jest osobą, która miałaby prawo do wyznaczania granic ludzkiego pożądania. To, co robi ktoś inny – to nie jest moja opowieść, tylko jego. Nie będę przychodził z żadną miarką, wodą święconą, czy lekarzem, żeby tę osobę „naprowadzić” na słuszną w moim odczuciu drogę. Jeśli nie przekracza prawa, jest świadomą, dorosłą emocjonalnie i odpowiedzialną osobą, to nikt nie ma prawa modyfikować jego lub jej pragnień.

Czytałam niedawno, że jednym z najpopularniejszych filmów pornograficznych z 2019 roku był obraz gwałconej, 15-letniej dziewczyny. Zaczęłam się zastanawiać, czy przekaz seksu w popkulturze nie powinien być bardziej monitorowany.

Filmy pornograficzne to nie jest prawdziwy obraz seksu tylko kreacja. Pytanie, czy mamy prawo decydować o tym, jaki obraz jest w mainstreamie. Naturalnie w tym konkretnym przypadku wszyscy się zgodzimy, że nie ma zgody na propagowanie tego typu postaw. Wydaje mi się, że w większości przypadków piętnastoletnia osoba nie jest w takiej dojrzałości emocjonalnej, by podejmować decyzję o udziale w filmie pornograficznym. Takie filmy zyskują wysoką popularność w krajach, w których nie ma edukacji seksualnej i mogą niestety kształtować błędne wizje seksualne osobom, które nie są jeszcze gotowe na odbiór takich treści.

Wydaje mi się, że to byłaby zupełnie inna rozmowa, gdybyśmy mieli w Polsce edukację seksualną.

Edukacja seksualna i otwartość społeczeństwa to podstawa. Jeżeli społeczeństwo jest kształtowane jako nieróżnorodna wspólnota wyznaniowa lub grupa o jednolitych wartościach, od których nie ma odstępstwa na przykład w zakresie orientacji seksualnej, czy tworzenia rodzin, to mamy do czynienia z zagarnięciem wartości i przypisaniem ich tylko jednej grupie. To jest bardzo niebezpieczne. Natomiast kiedy mamy społeczeństwo otwarte, liberalne i wyedukowane, to tego typu elementy mogą tylko rozszerzać naszą świadomość.

Jak w kraju bez edukacji seksualnej możemy do tego dążyć?

Na pewno poprzez edukacje samych siebie, poszukiwanie źródeł wiedzy i odpowiedzi na pytania. To nie jest tak, że jesteśmy zupełnie odcięci od informacji. W edukacji seksualnej nie chodzi o to, że ktoś przyjdzie i objawi nam coś, do czego nie mielibyśmy dostępu we własnym zakresie. Edukator przeprowadza nas przez temat w sposób systemowy, obmyślany i dążący do tego, żeby coś dobrego z tego wyszło. Edukacja jest niezbędna, ponieważ młodzi ludzie, którzy mają mnóstwo pytań i nie mają, gdzie się udać, korzystają z Internetu, często trafiając na niekompetentne źródła, które mogą wpłynąć negatywnie na ich zdrowie psychiczne i fizyczne.

Od jakiegoś czasu śledzę konta różnych aktywistek feministycznych, które zwracają uwagę na to, że odbicie relacji BDSM w mainstreamie, gdzie najczęściej jest to relacja uległa kobieta i dominujący mężczyzna, może być realizacją i odzwierciedleniem kultury patriarchalnej. Co pana reportaż mówi o kobietach?

Po pierwsze, ja nigdy nie oceniam moich bohaterów i bohaterek, ani ich wyborów seksualnych. W mojej książce pojawiają się też ulegli mężczyźni i tacy, którzy mają intencje i predylekcje do tego, by znaleźć dominującą w związku kobietę. Wydaje mi się, że to jest wyrównane. W książce nie jestem seksuologiem ani kulturoznawcą, tylko rozmówcą. W moim odczuciu jest to w dużej mierze opowieść zaadresowana do kobiet. Zwłaszcza drugi rozdział opowiada w większości o kobietach, szczególnie takich, które pozwalają sobie na wolność i dają sobie przestrzeń na odczuwanie – na przykład Anna czy Hania.

Nie poddają się tej kulturze.

Jeśli chodzi o kulturę patriarchatu, to wszyscy jesteśmy jej poddani, my mężczyźni też. Istnieją w niej pewne zgrane wzorce – zupełnie nieaktualne, a w wielu przypadkach bardzo bolesne. Wiele osób odczuwa pewien lęk przy wychodzeniu z normatywności, którą jest właśnie patriarchat, by nie napotkać niebezpieczeństwa, które niesie ze sobą wolność – nieadekwatności swojego życia do pragnień. Patriarchat jest opresyjny i moja książka jest na niego odpowiedzią, a zwłaszcza jej bohaterki. Nie w agresywnym sensie, raczej takim: to mi nie pasuje i teraz dam sobie szansę, aby przeżyć życie według siebie.

Zachwyciła mnie historia Emmy. Wydaje się bardzo samoświadomą kobietą.

Emma funkcjonowała w życiu w różnych systemach, również tych religijnych. Poszukiwała swojej drogi i była w tym bardzo konsekwentna. Miała też odwagę, aby siebie określić – kim jest, czego pragnie w życiu, jak może to zdobyć. Myślę, że wszyscy moi bohaterowie i bohaterki w pewnym momencie zdecydowali się na to, że biorą pełną odpowiedzialność za swoje czyny i będą szli własną drogą. W każdym z tych scenariuszy pojawia się to samo zdanie, wypowiedziane innymi słowami: Moje życie jest moje. I to nie jest agresywne, na zasadzie „wara wam od tego”, tylko: Moje życie jest moje i biorę na siebie odpowiedzialność za tę decyzję. 

"Moje życie jest moje" Remigiusza Ryzińskiego


Jak wygląda relacja Swingersów?

Natknąłem się na duże nieporozumienie w odbiorze mojej książki. Używam tam sformułowania, że mówi się, że swing to zdrada kontrolowana. Chyba niewystarczająco wybrzmiewa to „mówi się”, bo tak nie jest. Swing nie polega na tym, że zdradza się swojego partnera lub partnerkę, bo nie nazywa się tego zdradą. To szczera, otwarta i pełna zasad umowa między osobami, biorąca pod uwagę konsekwencje i ewolucje.

Czyli też ewentualnie gotowa na zmiany.

Od bohaterów i bohaterek mojej książki nauczyłem się, że swing to też eksperyment. To właśnie ta otwartość na doświadczenie tworzy grupę. Czasem myślisz, że czegoś nie zrobisz, albo nie pozwolisz na coś swojemu partnerowi lub partnerce, po czym ewoluujesz i po czasie nie stanowi to dla ciebie żadnego problemu. Jeden z moich bohaterów, Karol, miał konflikt wewnętrzny, ponieważ czuł dyskomfort na myśl o siedmiu kochankach swojej żony, ale stwierdził, że gdyby sytuacja była odwrotna, to byłby bardzo zadowolony z siedmiu dziewczyn, a jego żona by mu przyklasnęła, bo spełniałby swoją fantazję.

Słyszałam, że związki Swingerskie są jednymi z najtrwalszych relacji, za sprawą wzajemnego zaufania.

Tak, zdecydowanie tak jest. Oni się po prostu uczą siebie i ten proces trwa. Oczywiście nie mogę mówić tutaj o całej grupie, tylko o osobach, które poznałem. To są ludzie, którzy świadomie decydują się na realizowanie pewnych pragnień wspólnie. Nie ma to nic wspólnego ze zdradą pokątną, czy przekraczaniem jakichś granic. Podczas spotkań Swingerskich jest bardzo duży ładunek zaufania i współbycia, tak że osoby będące w relacji nie muszą nawet przebywać ze sobą w pokoju, żeby wiedzieć, że nie nadwyrężą nawzajem tego zaufania. A jeśli tak będzie, to usiądą i porozmawiają o granicach. Myślę, że jest to bardzo zdrowe i pełne potraktowanie relacji.

W książce pisze pan, że może powinniśmy przedefiniować słowo „małżeństwo”. Jaka mogłaby być to definicja?

Pisząc tę książkę natrafiłem na niesamowitą grupę ludzi, którzy przez swoje wybory i całe życie pokazują, że ten patriarchalny i normatywny model małżeństwa czy związku nie zawsze się sprawdza. Taka redefinicja małżeństwa, związku i miłości mogłaby polegać na tym, że dajemy sobie kredyt zaufania i budujemy relację na wzajemnym szacunku i miłości, a nie na przejmowaniu zastanych wzorców, które po prostu do nas nie pasują. Więc po prostu – na wolności. Stąd podtytuł mojej książki, że jest to opowieść o wolności i pożądaniu, bo te dwa elementy, w moim odczuciu, idą ze sobą w parze. Wolność i otwartość na drugiego człowieka pokazują nam, kim jesteśmy i pozwalają w szerszym stopniu przedefiniować samego siebie, przyjrzeć się swojej tożsamości i po prostu siebie polubić. W naszym systemie nie uczy się empatii, emocji i dużo ludzi ma wewnętrzny konflikt z samym sobą, po prostu siebie nie lubi. A moi bohaterowie i bohaterki postanawiają polubić siebie. Owszem, niektórzy mają z tym problemy, ale jest to ich wolny wybór i myślę, że nie mniejsze problemy by mieli, gdyby spełniali te normy kulturowe i żyli „jak należy”. Wydaje mi się więc, że ostatecznie zawsze wygrywa wolność i miłość, co starałem się pokazać w tej książce.

 

Remigiusz Ryziński – pisarz, reportażysta i filozof. Autor nominowanego do literackiej Nagrody Nike reportażu „Foucault w Warszawie”, „Dziwniejszej historii” i „Moje życie jest moje”. Publikuje w czasopismach naukowych i prasie. Jest absolwentem Uniwersytetu Jagiellońskiego, a prace nad doktoratem prowadził w Paryżu u Julii Kristevy. Laureat nagrody Natwest LBGT+ Diamonds w 2018 r. w kategorii „Ambasador osób LGBT+ w życiu publicznym”. Zajmuje się feminizmem oraz teoriami gender i queer.

Zdjęcie wyróżniające: @Agata Murawska

Wpisy

Studentka polonistyki na UW, miłośniczka literatury pięknej i ogromna entuzjastka kultury. Jej feministycznym marzeniem jest wychowywanie młodych dziewczyn na pewne siebie kobiety poprzez pisanie.
Sekretarz magazynu „Nowy Folder”. Zajmuje się nowym działem „Newsletter kulturalny”.