/

Pamięć zmagazynowana

Kto pamięta, co jadł 3 stycznia 1997 roku? A co w rocznicę stanu wojennego? Ile przeczytał książek? Od kogo i kiedy dostał prezent? Ile razy grał w domino?

 

Tekst o pamięci„Współczesny człowiek nie troszczy się o własną pamięć, ponieważ żyje otoczony pamięcią zmagazynowaną” – pisał Ryszard Kapuściński (rys. Natalia Padzińska)

 

Janina Turek – bohaterka reportażu „Reality” Mariusza Szczygła – też nie pamiętała. Dlatego przez 57 lat w 742 zeszytach w ponad 30 kategoriach zanotowała każdy fakt ze swojego życia: 4463 śniadania i 5963 kolacje, 1922 umówionych spotkań i 23397 przypadkowych, 38196 odebranych oraz 6257 wykonanych telefonów. Spisywała i numerowała swoją codzienność skrupulatnie i w tajemnicy.

 

Poeta Jarosław Iwaszkiewicz podczas wojny utrwalał wspomnienia na okładce i marginesach powieści Zofii Żurakowskiej „Fetysz”. –Tkacz z łódzkiego getta pisał na skrawkach szarego, grubego papieru z worków po cemencie, Gustawa Drägner na toaletowych bibułkach, inne notatki można znaleźć na odwrocie etykietek po winie – opisuje historyk literatury Jacek Leociak.

 

Jak to się dzieje, że nawet w skrajnych warunkach odnajdujemy siłę i czujemy potrzebę, aby opisywać rzeczywistość? Dlaczego boimy się, że jakieś wspomnienie nam umknie? I na czym bardziej nam zależy: abyśmy sami pamiętali czy żeby o nas pamiętano?

 

Jak rozsupłać kłębek myśli?

 

Pierwsze na świecie dzienniki to rachunki, listy zakupów, zapisywane transakcje handlowe, odnotowywane wpływy i wydatki. To starożytni kupcy jako pierwsi używali pisma do przedłużenia swojej pamięci. Z czasem zauważono, że na glinianą tabliczkę, papirus czy papier można przelać nie tylko natłok kłębiących się w mózgu cyferek, ale mogą one posłużyć do generalnych porządków w pamięci. Według Jean Hébrarda „zdać sprawę ze swoich wydatków i zdać sprawę ze swojego życia to akty pokrewne, które z czasem się mieszają”.

 

Ludzie coraz chętniej piórem, niczym szufelką, zbierali porozrzucane w różnych zakamarkach pamięci informacje i przelewali je na papier. Ci bardziej pedantyczni pamięć odkurzali w swoich dziennikach każdego dnia. Inni dopiero po czasie decydowali się na wielkie sprzątanie i segregowali nagromadzone skarby w pamiętnikach, spisując wspomnienia. Jeden z pierwszych dzienników osobistych prowadził w drugiej połowie XVII wieku angielski urzędnik Samuel Pepys. Tak bardzo bał się, że ktokolwiek – nie wspominając o setkach czytelników z całego świata – przeczyta jego prywatne zapiski, że zwierzenia notował za pomocą szyfru. Na szczęście dla wścibskich odbiorców udało się ten szyfr złamać. Dzięki zachowanym pamiętnikom nie tylko poznajemy intymne szczegóły z życia londyńczyka: sceny z sypialni, kłótnie z żoną (on nazywa ją dziadówką, a ona, nie będąc dłużna mężowi, mówi na niego kłuj-weszka), historie podbojów miłosnych i czasem aż za szczegółowe opisy różnych dolegliwości („s… i rzygałem, co przypisuję mleku wypitemu po piwie”), ale też ówczesne życie Londynu. Czytamy o epidemii ospy, pożarze i publicznych egzekucjach.

 

Samuel PepysSamuel Pepys swoje zwierzenia notował za pomocą szyfru (fot. www.pepysdiary.com)

 

Nie mniej ważna od tworzenia materiałów źródłowych i świadectwa własnych czasów była funkcja terapeutyczna zapisków. Dziennik służył rozładowaniu bądź złagodzeniu stanów lękowych, depresji, rozpaczy. W czasach apokalipsy ludzie szukali chleba i ciepła, aby uratować ciało oraz pióra (a później długopisu) – by uleczyć ducha. W Polsce rozkwit pamiętnikarstwa nastąpił w XVII wieku, a miało to związek z prowadzeniem wojen z Kozakami, Szwedami, Tatarami i rozkwitem renesansu. Równie chętnie pisano podczas pierwszej i drugiej wojny światowej. Czy ci ochotniczy historycy notowali tylko po to, aby kolejne pokolenia dowiedziały się o ich dramacie?

 

„Zbiór faktów, które nie musiały zajść”

 

Tak Stanisław Jerzy Lec powiedział o historii. Terminy „dziennik” i „pamiętnik” często błędnie używane są jako synonimy. W przeciwieństwie do tych pierwszych, które pisane są „na gorąco”, pamiętniki tworzy się po upływie czasu, niekiedy nawet po kilkudziesięciu latach. Niektóre szczegóły mogły się więc zatrzeć, a wydarzenia przedstawia się już z innej perspektywy, ponieważ autor zna ich konsekwencje. Przykładem może być żona Kasprowicza. Gdy Władimir Iljicz Uljanow przyszedł do jej męża, aby podziękować mu za oddaną przysługę, poświęciła temu wydarzeniu jedno zdanie. Kilka lat później, gdy Władimir stał się Leninem, autorka wprowadziła zmiany do swoich zapisków. W nowej wersji przywódca radzieckiej Rosji odwiedził Kasprowiczów, a oni zaprosili go do swojego domu i długo rozmawiali.

 

Specjalista z zakresu pamiętnikarstwa profesor Andrzej Guzek rozmawiał z pewnym historykiem o pamiętniku Niemcewicza. Poeta opisał w nim, jak popłynął do Stanów Zjednoczonych odwiedzić swoją żonę. Z pustymi rękami do ukochanej jechać nie wypadało, dlatego dokładnie zanotował, jakie prezenty wiózł damie swego serca. Niemcewicz napisał jednak dwie wersje pamiętnika: pierwszą ręcznie, a potem drugą na maszynie. W każdej z nich wymienione dary były inne. Dla pasjonata literatury te nieścisłości nie miały najmniejszego znaczenia – istotny był styl opisu oraz intencje autora. Historyk natomiast najpierw odnalazłby kwit ze spisem rzeczy na statku, aby ustalić fakty. Tu pojawia się pytanie: pamiętniki to literatura czy dokument historyczny? W jakim stopniu możemy im wierzyć?

 

Świat nie jest kulą, tylko czworobokiem

 

– Dzienników nie powinno się jedynie czytać, należy im się również przyglądać – uważa profesor Paweł Rodak z Zakładu Historii Kultury Uniwersytetu Warszawskiego. Ważne jest nie tylko to, co napisane, ale też to, co skreślone, poprawione, podkreślone i dorysowane. Analizując charakter pisma w dziennikach Marii Dąbrowskiej, możemy obserwować postępującą chorobę pisarki. Niektóre notatniki „pęcznieją” od powklejanych w nie widokówek, zaproszeń, biletów, fotografii.

 

Maria Dąbrowska DziennikiO tym, że Maria Dąbrowska prowadzi dziennik, wiedzieli tylko jej najbliżsi

 

Są ludzie, którzy zamiast pióra, pewniej trzymają w ręku pędzel. Nie za pomocą słów, ale farb utrwalają to, co widzą i czują. Jednym z najbardziej egocentrycznych malarzy był niewątpliwie Rembrandt. Od dziewiętnastego roku życia stworzył niemal setkę autoportretów. Niczym modelka przed obiektywem, zmieniał na swoich płótnach stroje i stroił miny: Rembrandt z Amsterdamu, zaskoczony Rembrandt ze Sztokholmu, poważny z Wiednia. Młody się śmieje, starszy już tylko patrzy i marszczy czoło. Narcyzm i próżność? Historycy sztuki jego kolekcje własnych podobizn postrzegają raczej jako rejestr upływającego czasu i fascynację przemijaniem.

 

Dziś nie trzeba spędzać dni przy sztaludze i ćwiczyć latami, aby móc wiernie utrwalić swój wizerunek. Jeden pstryk i już uśmiechamy się do siebie z małego ekraniku. Fotografia. Chorwacka pisarka Dobravka Ugrešić pokazuje, jak wielką rolę odgrywają zdjęcia w magazynowaniu wspomnień. Podczas pobytu za granicą kupiła aparat i wypstrykała kilka filmów. Po jakimś czasie, przeglądając obrazki z wyjazdu, zauważyła, że pamięta tylko te sceny, które sfotografowała. Jakie miałaby wspomnienia, gdyby nie robiła zdjęć? – Fotografia jest miarą naszego świata. Jest też wspomnieniem. Pamięć to sprowadzanie świata do małych czworoboków – tłumaczy dr Magdalena Ślawska z Instytutu Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego.

 

Czy Gombrowicz był blogerem?

 

Samuel Pepys szyfrował swoje dzienniki, żeby nikt nie miał do nich wglądu. Janina Turek z reportażu Szczygła po kryjomu wpisywała do rejestru kolejny obejrzany w telewizji program. A współczesne ekshibicjonistyczne społeczeństwo staje na głowie, aby jak najwięcej osób rzuciło okiem na ich zapiski. Jeszcze przed 1996 rokiem, kiedy powstał pierwszy serwis umożliwiający plemieniu skrybów (scribe tribe) – tak nazywali siebie pierwsi użytkownicy – darmowe publikowanie w sieci, ludzie chcieli zajmować innych swoim życiem.

 

André Gide za życia zdecydował się opublikować wybrane fragmenty swoich zapisków. Witold Gombrowicz jednak jako pierwszy od początku prowadzenia dziennika postanowił, że jego przeznaczeniem będzie natychmiastowe drukowanie w paryskiej „Kulturze”. Przynajmniej jednego z nich. Drugi – całkowicie prywatny i bardzo intymny (opisywał tam swoje liczne choroby równie szczegółowo jak Pepys, prowadził listę kochanek i kochanków, zwierzał z pociągu do sławy) – został opublikowany przez wdowę po pisarzu czterdzieści lat po jego śmierci. Publiczne zwierzenia autor „Ferdydurke” pisał w interakcji ze swoimi czytelnikami. Czy nie na tym polegają blogi? Czy współczesna internetowa społeczność zna swoje korzenie?

 

https://www.youtube.com/watch?v=tlHYJHkmsLA

 

Choć w Polsce blogowanie od początku, czyli od około 2000 roku było bardzo silnie nastawione na nurt pamiętnikarski, niekoniecznie zgadza się to z koncepcją założycieli tej formy internetowej aktywności. Blogi miały być platformą darmowej publikacji. Za granicą, w szczególności w USA szybciej niż u nas rozwijało się oddolne dziennikarstwo, więc rodzajów blogów było więcej. Dzisiaj już także w kraju nad Wisłą znajdzie się tam miejsce na komentarze, recenzje, fikcję literacką czy przepisy kulinarne. Blogi coraz częściej służą do budowania własnego wizerunku czy kreowania marki. Użytkownicy bardzo świadomie podejmują decyzję, które informacje udostępnić, a jakie sprawy lepiej przemilczeć.

 

Annablack zaczęła prowadzić bloga w trzecim roku choroby, żeby się „wykrzyczeć” i twierdzi, że na swojej stronie jest boleśnie szczera. Przyznaje, że często wraca do starych postów, żeby „sprawdzić, jak mi było”. Socjolog Internetu dr Dominik Batorski uważa, że rzadko zdarza się, aby blog pełnił funkcję terapeutyczną. – Prowadzi się go dla czytelników, nie dla siebie. Badania pokazały, że blogi, które nie są odwiedzane i komentowane, zostają porzucane lub usuwane – mówi. A może świadomość, że kogoś interesuje to, co mamy do powiedzenia czy raczej do napisania, sama w sobie jest terapią?

 

Przyjemność opowiadania o sobie jest kusząca, więc internetowe zwierzenia, choć jest ich mniej niż kilka lat temu, nie zniknęły całkowicie. Po latach blogowego szału z 2005 i 2006 roku odnotowujemy spadek tego rodzaju aktywności. Wszystkiemu winne są portale społecznościowe, które umożliwiają informowanie o wydarzeniach z własnego życia i śledzenie innych o wiele szybciej i łatwiej.

 

 

Profesor Paweł Rodak jest przekonany, że niezależnie od postępu technologii dzienniki i pamiętniki istniały i istnieć będą. A co się z nimi – zarówno tymi pisanymi w oprawionych notesach, jak i tymi „skrobniętymi” na kolanie na kawałku czegoś, co było pod ręką – dzieje po latach? Około 20 tysięcy egzemplarzy znajduje się obecnie w Archiwum Akt Nowych – jednym z największych zbiorów pamiętników. Wciąż zgłaszają się ludzie, którzy chcą oddać kolejne. A to zaledwie cząstka tego, co zostało z zasobów dawnego Towarzystwa Przyjaciół Pamiętnikarstwa! Jeśli kogoś zaskoczyła liczba zapisków, jakie udało się zgromadzić od lat 20. XX wieku, to oczy wyjdą mu na wierzch, gdy zobaczy inne dane. Według badań z 2012 roku dostępnych na stronie eredaktor.pl w Polsce istnieje ponad 3,5 mln blogów, a aktywnych jest około pięciuset tysięcy.

 

„Współczesny człowiek nie troszczy się o własną pamięć, ponieważ żyje otoczony pamięcią zmagazynowaną” – pisał Ryszard Kapuściński. Nieważne, czy te magazyny są chronione i pozamykane na klucz, czy ich właściciele otwierają drzwi na oścież i zapraszają do zwiedzania.

 

Weronika Rzeżutka