Pandemiczny towar eksportowy

Paradoksalnie nie ma chyba przysłowia, które by mniej trafnie opisywało postawę Kuby podczas pandemii niż „jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”. Choć autorzy tego powiedzenia raczej mieli na myśli biblijne męskie imię a nie pewne państwo na Karaibach, to kubańscy lekarze udowadniają, że bezinteresowna pomoc jest znacznie cenniejsza od szukania próby odwetu. A przy okazji pokazują, jak powinna funkcjonować skuteczna służba zdrowia.

Republika Kuby. Niewielu Europejczykom, a tym bardziej Polakom, było dane postawić stopę na tej największej karaibskiej wyspie. Dla większości z nas pozostaje ona egzotycznym widokiem z pocztówki, ładnym kadrem z filmu oraz idealnym miejscem na wakacje naszych marzeń, bo w końcu, kto nie chciałby spędzić emerytury w hamaku i drinkiem w dłoni, opalając się na jednej z kubańskich plaż? Choć Kuba obecnie rzadko gości na pierwszych stronach gazet, to absolutnie nie można uznać tego państwa za anonimowe z europejskiej perspektywy. Kraj ten przywołuje wiele skojarzeń, nawet jeśli nie wszystkie są pozytywne. Przede wszystkim za sprawą Fidela Castro, rewolucjonisty i kubańskiego dyktatora, choć dla wielu także legendy tego państwa, oraz kryzysu kubańskiego, czyli największego konfliktu w dziejach powojennego świata, który o włos nie skończył się wojną atomową pomiędzy ówczesnymi mocarstwami. A to już dość sporo, jak na całkiem niewielkie (105. miejsce na świecie pod względem powierzchni) i stosunkowo młode państwo, jakim jest Kuba. Z czasem zaczęła się ona jednak kojarzyć głównie z pięknymi plażami i cygarami, które są jednym z głównych towarów eksportowych tego państwa. Pandemia koronawirusa pokazała jednak, że Kuba dysponuje także innym, niezwykle cennym i o trudnym do oszacowania potencjale, dobrem, które w obecnych czasach wszędzie jest potrzebne i witane z szeroko otwartymi ramionami. Lekarzami.

 

 

Hawana, stolica Kuby. Źródło: Pixabay.com

Kubański paradoks zdrowotny

Dlaczego akurat kubańska służba zdrowia cieszy się taką renomą i uznaniem? Warto spojrzeć na pandemiczne statystyki samej Kuby. Oczywiście wirus tego państwa całkowicie nie ominął, ale niewielka liczba zakażeń i wydajność tamtejszej służby zdrowia mogą robić wrażenie. Choć nie na wszystkich, do czego jeszcze wrócimy. Do tej pory na Kubie wykryto łącznie około 7700 przypadków zarażenia koronawirusem oraz zanotowano niecałe 140 zgonów. Dla porównania w Polsce, w ostatnich tygodniach, każdego dnia odnotowuje się ponad 20 tysięcy zakażeń i zanotowano już ponad 13 tysięcy zgonów. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę, że Kubę zamieszkuje ponad trzykrotnie mniejsza liczba ludności, ale wciąż skala rozprzestrzenienia się tam wirusa jest drastycznie odmienna niż w naszym kraju. Kiedy w czerwcu w Polsce cieszyliśmy się z „zaledwie” kilkuset nowych zakażeń dziennie, Kuba notowała serię ponad 12 dni bez ani jednego zgonu, a nowe zakażenia można było policzyć na palcach obu dłoni. Kiedy na początku października cała Polska znalazła się w tzw. żółtej strefie, co wiązało się z zamknięciem wielu lokali, zakazem imprez masowych i obowiązkiem noszenia maseczki poza domem, na Kubie odwoływano godzinę policyjną, przywracano ruch lotniczy (wszyscy turyści od razu po wylądowaniu byli poddawani testom na obecność wirusa, finansowanym przez kubański rząd) i otwierano kawiarnie czy restauracje (choć z ograniczoną liczbą miejsc i obowiązkiem zakładania maseczki). Skąd tak niewielka liczba zakażeń na Kubie? Zdaniem tamtejszych władz źródłami sukcesu są system darmowej, publicznej służby zdrowia oraz stosowanie ścisłej izolacji chorych i osób, z którymi zakażeni się kontaktowali. Kubańscy lekarze ponownie więc okazali się jednymi z najlepszych na świecie. I chętnie przekazują swoją wiedzę innym.

 

 

Mapa Kuby, największej z wysp karaibskich. Źródło: Wikipedia

System ochrony zdrowia na Kubie budzi wiele emocji, szczególnie w połączeniu z restrykcyjnym systemem politycznym, którego przedstawiciele przez dekady wielokrotnie łamali podstawowe prawa człowieka i dopuszczali się wielu nadużyć. O ile do tamtejszych władz rzeczywiście można mieć wiele zastrzeżeń, o tyle służba zdrowia na Kubie jest światowym fenomenem. Z jednej strony infrastruktura na Kubie nie należy do najlepiej rozwiniętych, zaopatrzenie wyspy w potrzebne lekarzom wyposażenie bywa mocno problematyczne, PKB kraju jest raczej przeciętne a pensje pracowników tamtejszej służby zdrowia są stosunkowo niskie. Mimo to kubański system ochrony zdrowia osiąga świetne wyniki i jest porównywany do tych w najlepiej rozwiniętych państwach świata, mimo że sama Kuba zdecydowanie się do tego grona nie zalicza. Jednak to właśnie Kuba może się pochwalić jednym z najniższych współczynników umieralności niemowląt na świecie, skuteczną walką z wirusem HIV i niesamowitymi wręcz zasobami kadrowymi – według Światowej Organizacji Zdrowia na 10 tysięcy mieszkańców Kuby przypada aż 82 lekarzy (dla porównania w Polsce, na taką samą liczbę ludności, zaledwie 24). Oczywiście każde z tych osiągnięć można jakoś podważyć i podawać w wątpliwość rzetelność przedstawionych wyników. Pozostaje także pytanie, czy chwalenie kubańskiego systemu ochrony zdrowia nie jest w jakimś stopniu legitymizowaniem tamtejszej władzy, której daleko do demokratycznych standardów?

Internacjonalizm w słusznej sprawie

O paradoksie kubańskiej służby zdrowia napisano już wiele analiz, choć o wyciągnięcie uniwersalnych wniosków nie jest łatwo. Nawet jeśli pod wieloma względami Kuba zdaje się po prostu być jedyna w swoim rodzaju i trudno wcielić jej rozwiązania w życie w innych warunkach i odmiennym społeczeństwie, to tamtejsi lekarze są niezwykle cenieni właściwie na całym świecie. A ci chętnie udzielają swojej pomocy, nawet w formie wolontariatu. Przed pandemią 28 tysięcy kubańskich medyków czynnie działało w 59 krajach. Wielu z nich przyczyniło się m.in. do zwalczenia epidemii eboli w 2014 roku w Afryce. Do walki z koronawirusem Kuba wysłała w świat kolejne 2 tysiące lekarzy, którzy pomagają przeciwdziałać pandemii w 23 państwach. Szczególnie głośno w mediach było o grupie 51 medyków z Kuby, którzy w marcu udali się do włoskiej Lombardii, jednego z najciężej dotkniętych koronawirusem regionów na całym świecie. Na miejscu wykonali ponad 9 tysięcy interwencji, znacznie odciążając przepracowanych włoskich medyków. Kiedy 2 miesiące później wracali do domu sytuacja w Lombardii była już względnie opanowana – wszyscy chorzy mieścili się w stacjonarnym szpitalu, nie było już potrzeby rozstawiania łóżek polowych dla zakażonych. „Wracacie na Kubę z w pełni zasłużonym podziwem całego świata za waszą charytatywną pracę, którą docenia też włoski rząd i wszyscy włoscy obywatele” – powiedział José Carlos Rodríguez Ruizha, ambasador Kuby we Włoszech, żegnając lekarzy ze swojej ojczyzny. Po przylocie na Kubę cały zespół przeszedł testy na obecność koronawirusa. Wszystkie wyniki były ujemne.

 

 

Kubańscy lekarze we Włoszech. Źródło: twitter@EmbaCubaItalia

„Jako jedyna wykazała się prawdziwym internacjonalizmem” – tak o działach Kuby w ostatnich miesiącach wypowiedział się Noam Chomsky, amerykański językoznawca i działacz polityczny. O przyznanie kubańskim ratownikom medycznym Pokojowej Nagrody Nobla zaapelowała z kolei antywojenna organizacja kobieca Code Pink. Praca kubańskich lekarzy przynosi także olbrzymie zyski samemu państwu i stanowi podstawę gospodarki – roczne wpływy Kuby z tytułu usług medycznych wynoszą 11 mld dolarów, niemalże czterokrotnie więcej niż łącznie z handlu cukrem trzcinowym, tytoniem i rumem. A w czasach pandemii, czyli znacznego ograniczenia handlu międzynarodowego, lekarze stali się niemalże jedynym towarem eksportowym Kuby. Ponownie więc zdrowie okazało się najcenniejsze.

Liczba wrogów miarą sukcesu

Nie wszyscy jednak traktują kubańskich lekarzy, jako wybitnych specjalistów i wzór humanitarnej pomocy. Dla niektórych są niewolniczymi terrorystami oraz ofiarami handlu ludźmi i to oni są odpowiedzialni za rozprzestrzenianie się wirusa. Wirusa komunizmu. Taki obraz kubańskich medyków przedstawia przede wszystkim amerykańska administracja oraz prezydent USA Donald Trump, który stale nakłada na Kubę kolejne sankcje. Lista zakazów i obostrzeń jest dość pokaźna. Amerykańskie statki oraz samoloty mają zakaz podróżowania na Kubę, obywatele USA nie mogą przebywać w nieruchomościach należących do kubańskiego rządu a import kubańskich cygar oraz alkoholi do Stanów Zjednoczonych jest mocno ograniczony, co w zamierzeniu ma znacznie osłabić kubańską gospodarkę. Oczywiście wszystko to pod hasłem „nieustającej walki z komunistyczną opresją”, jak powiedział Donald Trump. „Robimy to dobrowolnie. To, że inne kraje mają nas za niewolników, nie ma dla nas znaczenia. Liczy się to, że robimy coś dobrego dla świata.” – tak z kolei pogłoski o rzekomym traktowaniu przez kubańskie władze swoich lekarzy jak niewolników skomentował dr Gracilliano Díaz, jeden z najbardziej doświadczonych kubańskich medyków. W podobnym tonie na zarzuty odpowiedział także dr Leonardo Fernández, który brał udział w kubańskich misjach medycznych na całym świecie – „Jak mogę być niewolnikiem, skoro moja rodzina otrzymuje pełne wynagrodzenie podczas mojego pobytu za granicą?  Jak mogę być niewolnikiem, skoro mój kraj zapewnia mi bezpłatne wykształcenie? Jak mogę być niewolnikiem, skoro mam prawa konstytucyjne?”.

 

 

Flaga Kuby, zwana także „samotną gwiazdą”. Źródło: Pixabay.com

Nic dziwnego więc, że Kubańczycy zareagowali optymistycznie na wieść o triumfie Joe Bidena w amerykańskim wyborach prezydenckich. „Naród amerykański wybrał nowy kierunek w tych wyborach prezydenckich. Wierzymy w możliwość budowania konstruktywnych stosunków dwustronnych przy jednoczesnym poszanowaniu naszych różnic” – skomentował wyniki wyborów prezydent Kuby Miguel Diaz-Canel. Obecnie więc dla obu stron służba zdrowia jest kluczowym tematem, choć z odmiennych powodów. Pytanie tylko, czy dumni ze swojego kapitalizmu Amerykanie będą w stanie przyznać się, że ich system opieki zdrowotnej, opierający się głównie na prywatnym leczeniu, okazał się znacznie mnie wydajny i skuteczny w walce z pandemią niż ten stworzony przez ich skromnych komunistycznych sąsiadów na Kubie. A tymczasem kubańscy lekarze będą dalej pomagać na całym świecie, pomimo spotykania się z rożnymi reakcjami. Bowiem koniec końców nie ma znaczenia, czy ręką, która nas leczy należy do komunisty czy kapitalisty. Ważne, aby była wyciągnięte w naszą stronę dostatecznie szybko i umiejętnie. A na tym akurat lekarze z Kuby znają się, jak nikt inny.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.