Pandemonium

Trzy rzeczywistości, trzy podejścia do walki z koronawirusem. Skąd wynika spokój w Kanadzie Justina Trudeau? Czy prezydent Gwatemali Alejandro Giammattei, z wykształcenia lekarz, lepiej wie, jak uchronić swój kraj przed COVID-19? Jaki wpływ na sytuację w Wielkiej Brytanii miały początkowe zaniedbania rządu Borisa Johnnsona?


Kanada

Jak Kanadyjczycy początkowo zareagowali na pandemię?

Generalnie wszyscy podeszli do tego zdroworozsądkowo. Były pewnie osoby, które panikowały, ale większość zachowywała się bardzo racjonalnie. Śledziliśmy nowe wiadomości, wprowadzając stopniowo środki ostrożności. Myślę, że dlatego jest u nas mniejsza zachorowalność, ponieważ każdy próbował przestrzegać odgórnych nakazów.

Jakie restrykcje obowiązują ludzi podczas poruszania się w przestrzeni publicznej?

Od początku obowiązuje zasada, aby ograniczać wychodzenie z domu do niezbędnego minimum. Nie ma żadnego nakazu noszenia maseczek i rękawiczek. Były natomiast komunikaty, aby zachować maseczki dla personelu medycznego. Jedynym obostrzeniem jest zachowywanie dystansu 2 metrów od innych ludzi.

Czy zamykano miejsca takie jak parki, lasy, place zabaw?

Wszystkie miejsca publiczne zostały zamknięte przed Wielkanocą. Parki, lasy, wszystkie miejsca, gdzie można było pójść na spacer. Jak tylko został ogłoszony stan epidemii, zamknięto szkoły, place zabaw, zdjęto huśtawki, ławki obklejono taśmą. Teraz parki, lasy, szlaki spacerowe, są już otwarte.

Jakie wsparcie rząd zaoferował przedsiębiorcom i innym pracującym obywatelom?

Wszyscy, którzy stracili pracę, dostali od państwa zasiłek wynoszący 500 dolarów na tydzień. Każdy, kto został bezrobotnym, miał do tego prawo, również matki na urlopie macierzyńskim. Bez względu na wcześniejszy status zatrudnienia, można było się o takie świadczenie ubiegać. Ludzie  otrzymywali pieniądze w przeciągu dwóch tygodni. Ja, będąc w domu, również otrzymywałam normalną pensję od swojego pracodawcy.

Jak egzekwowane jest nieprzestrzeganie przepisów?

Ludzie są ludźmi, więc zdarzają się takie osoby, które łamią obostrzenia. Słyszałam, że w całej Kanadzie ściągnięto w sumie 5,5 mln dolarów za różne mandaty. W Toronto jest High Park, w którym wiosną kwitną wiśnie. Wtedy przychodzi tam bardzo dużo ludzi, żeby robić zdjęcia. Kiedy parki były zamknięte, złapano w nocy kogoś, kto wszedł na jedno z drzew, żeby zrobić sobie zdjęcie. Służbom porządkowym udało się zidentyfikować osobę ze zdjęcia, która musiała zapłacić ponad 1000 dolarów kary.

Jak wygląda sytuacja służby zdrowia?

Sytuacja jest świetnie opanowana. Przygotowano bardzo dużo miejsc i w dalszym ciągu wiele łóżek jest wolnych. Są specjalne szpitale, dużo respiratorów, miejsca, w których można zrobić test, jeśli zauważyło się u siebie objawy. Moja sąsiadka, która jest pielęgniarką, także mówiła mi, że wszystko jest w porządku. Oczywiście, zalecane jest udawanie się do szpitala, tylko jeśli jest to niezbędne.

W jaki sposób działa zdalne nauczanie?

Od 15 marca mieliśmy tygodniową przerwę wiosenną, a następne 2 tygodnie spędzaliśmy na zarządzonej wtedy kwarantannie. Po tym czasie uruchomiono nauczanie on-line. Działa to całkiem dobrze. W przypadku szkoły mojego syna nie jest to prowadzone na żywo. Nauczyciele wysyłają zadania, ale prowadzą też dyżury, podczas których można odbyć internetowe spotkanie i spytać o rzeczy, których się nie rozumie.

Który z sektorów gospodarki ucierpiał przez tę sytuację najbardziej?

Wszystkie małe biznesy bardzo podupadły. Nasz znajomy ma salon masażu i płaci 7000 dolarów miesięcznie za wynajem lokalu. Teraz wszystko jest zamknięte, łącznie z jego salonem, a on dalej musi płacić pieniądze za wynajem.
Poza biznesami ucierpiały na tym także domy spokojnej starości, ponieważ to w nich wirus najbardziej się rozprzestrzenił. 85% zgonów z powodu wirusa miało miejsce właśnie w tych ośrodkach.

Czy Kanadyjczycy stosują się do obostrzeń tak samo posłusznie, jak na początku?

Raczej tak, ponieważ u nas te restrykcje nie zostały odwołane. Dopiero 11 maja otworzono lasy i parki. Zdarzają się pojedyncze przypadki, w których ludzie łamią przepisy, ale generalnie wszyscy dalej zachowują środki bezpieczeństwa.

Zarówno w Polsce jak i w innych krajach powstało wiele inicjatyw społecznych wspierających walkę z koronawirusem. Kolejne znane osoby przyłączają się do #hot16challenge2, w ramach którego organizowana jest zbiórka pieniędzy dla polskich szpitali, powstają także wolontariaty wspierające seniorów. Czy w Kanadzie również miały miejsce takie inicjatywy?

Sąsiedzi wspólnie przygotowują posiłki dla potrzebujących, przynoszą zakupy dla pracowników służby zdrowia lub starszych osób. Restauracje i banki żywności dostarczają jedzenie do szpitali. Niektóre kawiarnie do ciastek dołączają maseczki. Jest dużo mniejszych i większych działań.

Jakie są perspektywy na przyszłość odnośnie odmrożeń?

Jeżeli chodzi o szkoły, to co miesiąc dostajemy informacje. Ostatnio zawiadomiono nas o tym, że w Ontario szkoły będą zamknięte do końca maja, aczkolwiek są przypuszczenia, że dzieci w tym roku już w ogóle nie wrócą do szkoły. Jednak są też plany otworzenia przedszkoli dla dzieci tych rodziców, którzy pracują w szpitalu lub w innym miejscu poza domem. Słyszeliśmy, że w Quebecu dzieci powoli zaczynają wracać do szkoły. Prawdopodobnie w całej Kanadzie zadziała to analogicznie do Ontario, ponieważ u nas restrykcje są najbardziej surowe i mamy największą liczbę ludności. W Quebecu, który miał najwięcej zachorowań i zgonów, powoli zaczyna się odmrażanie. Wszystko jednak stoi pod znakiem zapytania.

Rozmawiała Marysia Wróbel

Aneta Makieła – pracowniczka firmy kosmetycznej. Od ponad 30 lat mieszka w Kanadzie razem z mężem i synem.

Fot. Michał Mitoraj

Gwatemala

Jak donosi magazyn  The New Humanitarian, wiele stowarzyszeń obawia się wpływu pandemii COVID-19 na już i tak dotknięte skrajną biedą, przemocą oraz suszami spowodowanymi zmianami klimatycznymi społeczeństwo Gwatemali.  Jakie działania podjął rząd waszego kraju, aby zmniejszyć negatywne skutki?

Diego: Patrząc na działania obejmujące terytorium całej Gwatemali, rząd otworzył 6 tymczasowych szpitali, w których leczeni są zakażeni. Ograniczone jest także przemieszczanie się pomiędzy różnymi regionami – trzeba mieć do tego specjalny list z autoryzacją, który można dostać, jeśli pracuje się w innej części kraju, niż mieszka. Wszystkie szkoły, uniwersytety, centra handlowe, są zamknięte. Działają jedynie dostawy i drive-thru. Jest także zakaz opuszczania domów od godziny 18 do 4 rano, za którego złamanie grożą mandaty.

Jak społeczeństwo traktuje te rozwiązania?

Diego: Na początku ludzie wpadli w panikę. Wszystkie banki, supermarkety były przez nich oblegane, jednak myślę, że zaczęliśmy się przyzwyczajać i wszystko jest zdecydowanie bardziej pod kontrolą. Moim zdaniem wprowadzone zasady są wystarczające. Od 12 marca do 16 kwietnia były dużo surowsze, jednak teraz prezydent jest o wiele bardziej elastyczny. Wskazuje to, że radzimy sobie z pandemią.

Jak zmieniła się sytuacja nielegalnych emigrantów, próbujących przedostać się do Stanów?

Diego: Dużo mniej ludzi decyduje się na wyjazd do Stanów z powodu epidemii.  Wielu wcześniejszych emigrantów jest deportowanych z powrotem do Gwatemali z pozytywnymi wynikami na zakażenie koronawirusem.

Co proponuje Alejandro Giammanttei, prezydent Gwatemali, w sprawie nielegalnych migracji?

Diego: Wszyscy wracający do kraju muszą odbyć przymusową, dwutygodniową kwarantannę w tymczasowych szpitalach.

Jak media komentują działania rządu?

Diego: Muszę przyznać, że je aprobują. Pomocne jest to, że prezydent Giammanttei z wykształcenia jest lekarzem, więc ma fachową wiedzę na temat epidemii i wie jakie rozwiązania zastosować, aby sobie z nią poradzić. Jest także rozpoznawalny przez media światowe i podawany jako przykład rządzącego wprowadzającego rozsądne rozwiązania w związku z kryzysem.

Jak oceniasz nastroje panujące wśród Gwatemalczyków?

Diego: Przyznam, że czuję się dobrze. Pracuję z domu, nie mam potrzeby desperackiego wyjścia na zewnątrz, ćwiczę, gram w gry video, modlę się i uczę nowych rzeczy. Jeśli chodzi o resztę, początki były trudne, jednak powoli zaakceptowali obecną sytuację. Ludzie są bardzo hojni dla siebie nawzajem, przekazują dotacje dla najbardziej potrzebujących – do ONG i szpitali. Myślę, że to charakterystyczne dla Gwatemalczyków, że wspieramy się wzajemnie, żeby jak najszybciej wyjść z tej całej sytuacji razem, jako naród.

Około 40% Gwatemalczyków to najbiedniejsi i rdzenni mieszkańcy należący do takich grup jak Kaqchikel Maya, Garifuna i Xinca. Czy wiesz w jaki sposób oni sobie radzą?

Diego: Tak. Są dwa scenariusze. Część z nich jest farmerami i produkują jedzenie, w mniejszych ilościach co prawda, jednak wciąż generuje im to jakiś dochód. Inni, w gorszej sytuacji, którzy dotychczas utrzymywali się z zarobków uzyskanych z dnia na dzień lub zatrudnienia na czarno, mają problemy z utrzymaniem rodzin. Najbiedniejsi otrzymują paczki z jedzeniem od rządu, jednak to stanowczo to za mało.

W mediach można znaleźć informacje na temat protestów w Gwatemali. Część ludzi wychodzi na ulicę z białymi i/lub czerwonymi flagami, czasami wiesza je przy swoich domach. O co im chodzi?

Renato: Zważywszy na kryzys spowodowany pandemią, dużo ludzi straciło pracę w krajach Ameryki Środkowej. Bardzo dużo pracowników było niezarejestrowanych przez co rząd nie może im pomóc. Z tego powodu ludzie wychodzą na ulicę z flagami lub zawieszają je przy swoich domach. Biała oznacza prośbę o jedzenie, czerwona o leki. Z kolei czarna, żółta lub niebieska sygnalizuje, że kobieta, mężczyzna lub dziecko potrzebuje pomocy z powodu przemocy.

To straszne… Jednak w Gwatemali nie ma zbyt dużej liczby zdiagnozowanych zakażeń, 3 maja ich liczba przekroczyła 700.  Patrząc na statystyki innych krajów Ameryki Łacińskiej, sytuacja nie wygląda źle. Jest to małą ilością przeprowadzanych testów? Jak to wygląda?

Renato: Tak sądzę. Ministerstwo Zdrowia przeprowadza średnio nieco ponad 600 testów dziennie. Jestem także przekonany, że liczba zakażeń nie jest tak duża, ponieważ nie został jeszcze osiągnięty szczyt zachorowań. Statystyki rządu są dobre, jednakże społeczeństwo nie przestrzega wielu zasad, przez konieczność wychodzenia z domów na ulicę w celu zdobycia jedzenia, pracy i załatwienia innych spraw. Ludzie wystawiają się w ten sposób na niebezpieczeństwo. Spora część mieszkańców małych miasteczek w Gwatemali, a szczególnie osób z rdzennych społeczeństw znajdujących się z dala od cywilizacji, prawdopodobnie niemal w całości jest zarażonych przez sposób, w jaki żyją. Nie jest to jednak mierzone przez brak testów.

Jaka jest kondycja systemu zdrowia w Gwatemali?

Renato: Gwatemala jest krajem o dwóch rzeczywistościach. Szpitale prywatne należą prawdopodobnie do najlepszych w regionie, jednak sytuacja publicznych placówek jest bardzo niepewna. Funkcjonują one z dnia na dzień, bardzo często brakuje im środków do codziennych zabiegów. Niestety, nie wszyscy ludzie mają możliwość uzyskania prywatnej opieki zdrowotnej i to może być jednym z czynników przyszłej liczby rosnących zakażeń koronawirusem. Obecnie publiczne szpitale zostały wsparte najważniejszymi środkami do przeciwdziałania zachorowaniom, jednak myślę, że niewiele to pomoże, jeśli ich liczba wzrośnie.

Jesteś muzykiem. Łatwiej Ci jest tworzyć w trakcie kwarantanny czy jednak brakuje ci czerpania inspiracji ze świata zewnętrznego?

Renato: W domu nie mam żadnego problemu z tworzeniem muzyki, produkcją i prezentowaniem siebie za pomocą wirtualnych nośników poprzez granie na różnego rodzaju internetowych festiwalach. Staram się w ten sposób umilać chociaż odrobinę odbiorcom ten trudny czas. Osobiście, dzięki izolacji mam więcej czasu na tworzenie, a inspiracja zawsze przychodzi. Epidemia generuje uczucia, które mi w tym pomagają.

Jak z pandemią radzi sobie środowisko artystyczne?

Myślę, że to bardzo zależy od stopnia udostępniania swojej twórczości na różnego rodzaju platformach w internecie. Gdybym był muzykiem, który w 100 procentach opiera swoją karierę na koncertach, byłbym skończony. Wystarczy spojrzeć na fakt, że parę dni temu wielu muzyków wyszło na ulicę, aby prosić o pomoc, ponieważ nie mają pracy i tym samym jedzenia dla swoich rodzin.

Czy rząd planuje jakąś formę wsparcia dla artystów?

Renato: Jeśli są zarejestrowani jako pracownicy, to tak. W przeciwnym razie niestety nie. Większość twórców nie jest (ja na przykład nie jestem).

Jakie podejście mają Gwatemalczycy do epidemii?

Renato: Ogromna część ludzi podchodzi bezstresowo, aż za bardzo, jakby nie byli świadomi rozmiarów zagrożenia. W skrócie, prawie wszyscy wydają się spokojni i nastawieni pozytywnie, wielu czerpie bardzo dużo korzyści z obecnej sytuacji. Niestety, społeczeństwo gwatemalskie uczy się dopiero wtedy, gdy znajdzie w niebezpieczeństwie.

Rozmawiała Ola Dobieszewska

Diego González Meneses – 29-letni Gwatemalczyk, inżynier przemysłowy i magister Finansów na Uniwersytecie Valparaíso w Chile. Obecnie pracuje zdalnie jako Kontroler Sprzedaży w firmie Henkel.

Renato José Cabrera Figueora – 22-letni Gwatemalczyk i muzyk, student inżynierii i systemów informatycznych na Uniwersytecie Rafaela Landívara w stolicy Gwatemali.

Fot. Michał Mitoraj

Wielka Brytania

Jak wyglądały początki epidemii w Wielkiej Brytanii? Strach czy spokój?

Na początku było bardzo spokojnie. Moja szefowa planowała wakacje w Korei Południowej w styczniu i już wtedy dowiedzieliśmy się, że coś się dzieje w Azji. Wydawało nam się jednak, że jesteśmy bezpieczni. Po prostu straci wakacje, nic więcej. W pewnym momencie zaczął się duży szum medialny. Zaczynaliśmy w pracy już rozmawiać o home office, ale wtedy miały to być tylko dwa tygodnie. Dostaliśmy jeszcze maila od kierownictwa, że rząd nie zaleca zamykania biur. Zrobiło się poważnie, kiedy inne biuro z naszej ulicy zostało zamknięte, bo pojawił się u nich potwierdzony przypadek COVID-19. Od tamtego momentu jestem na home office. Na szczęście trafiłam na pracodawcę, który od razu powiedział, że nikogo nie zwolni i tej obietnicy dotrzymali. Akurat na tamten moment, czyli pierwszą połowę marca, miałam zaplanowany przylot do Polski na weekend. Terminu przylotu nie zmieniłam, ale od dwóch miesięcy pracuję z Warszawy.

Skąd decyzja o pozostaniu w Polsce?

Miałam wrażenie, że polski rząd podejmuje bardziej bezpieczne dla obywateli działania w tej sytuacji. Nie zgadzam się praktycznie z niczym co robią, ale w tym przypadku ich ruchy wydały mi się odpowiednie. Do tego nie wyobrażam sobie pozostania w Londynie bez możliwości przylotu do Polski, bez rodziny i przyjaciół. Nie wiem kto by miał się mną zająć na miejscu gdybym zachorowała. Poza tym dwójka moich współlokatorów miała kontakt z potencjalnymi zarażonymi. W momencie mojego przylotu do Polski nie mogli jeszcze w Wielkiej Brytanii zrobić testu na koronawirusa, jeżeli nie mieli objawów.

Przebadałaś się w związku z tym po powrocie?

Nie, nie miałam żadnych objawów, więc nawet nie wiem czy bym mogła taki test wykonać. Ale sama zrobiłam sobie kwarantannę w Warszawie. Byliśmy badani na pokładzie samolotu, dodatkowo wypełnialiśmy ankiety z miejscem pobytu w Polsce. To było o tyle ciekawe zachowanie linii lotniczych, że nie ciążyły na nich takie obowiązki. Niewiele wcześniej mój znajomy wracał z Japonii i nikt go nie sprawdzał, ani w samolocie, ani na lotnisku.

Jak na początku brytyjskie media komentowały podejście Borisa Johnsona do COVID-19? Można powiedzieć, że zbagatelizował zagrożenie. Na ten moment W Wielkiej Brytanii jest już prawie 200 000 zakażonych i 30 000 zgonów.

Krytyka pojawiała się w mediach, w których o koronawirusie pisało się jeszcze zanim dotarł na wyspy, na przykład w „The Guardian”. Ale nie była ona bardzo powszechna. Mam wrażenie, że dla większości ludzi to, żeby mieć pracę i zachować status quo, było w tamtym momencie ważniejsze od zdrowia. Nie wprowadzamy dużych restrykcji, ale za to nasza gospodarka nie upadnie. To na pewno nie było szerokie potępienie. Dopiero później przyszła większa krytyka. Jeszcze na początku Brexit był dalej najważniejszy. Teraz w ogóle się o nim nie mówi.

Właśnie, Brytyjczycy nie żałowali, że w takim momencie wypisali się z europejskiej rodziny i zostali sami?

Nie spotkałam się z takimi komentarzami. Jak powiedziałam, wszyscy zapomnieli o Brexicie. Ten temat pewnie powróci po pandemii. Większy problem mieli imigranci. Dla przykładu, ja nie jestem ubezpieczona w Polsce, a Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego działa dla ludzi ubezpieczonych w Wielkiej Brytanii tylko do końca roku. Jeżeli pandemia potrwa dłużej, leczenie w ramach NFZ-u nie będzie mi przysługiwało.

Jak już jesteśmy przy leczeniu, jak oceniane jest przygotowanie NHS do radzenia sobie ze skutkami epidemii?

W każdym kraju ocena publicznej służby zdrowia jest mocno indywidualna – jedni będą za nią wdzięczni, inni będą ciągle mówić o kolejkach do zabiegów. Bardzo ważny był fakt, że pierwszymi, dosyć szeroko opisywanymi w mediach ofiarami wśród pracowników służby zdrowia byli imigranci. To rzuciło dla wielu osób nowe światło na ich rolę na wyspach. Ogólnie widać bardzo duże poparcie i wdzięczność dla lekarzy i pielęgniarek.

Co COVID-19 zmieni według Ciebie na świecie i w Wielkiej Brytanii?

Na pewno zdamy sobie sprawę, ile zawodów nie ma sensu i jest zupełnie niepotrzebnych. Już w tym momencie problemy mają influencerki i influencerzy, którzy reklamowali w mediach społecznościowych herbatki na odchudzanie, których nawet nie pili. Do tego wiele firm może sobie zdać sprawę, że nie potrzebują horrendalnie drogich biur w prestiżowych lokacjach, bo mogą równie dobrze pracować w trybie home office. Widzę po sobie, że teraz, pracując z domu, jestem bardziej wydajna, niż siedząc w biurze. Na pewno też wszyscy zbiedniejemy. Myślę, że możliwe jest, że przez strach przed podróżami zaczniemy jeździć na wakacje w swoim kraju i zamiast podróży do Tajlandii, cool stanie się wyjazd gdzieś w Polsce.

A przewidujesz jakieś zmiany w mentalności Brytyjczyków?

Oni już są bardzo zdystansowanym narodem, za co ich kocham. Większego dystansu społecznego już chyba nie da się utrzymywać.

Rozmawiał Jakub Banan Banasik

Marta – Polka od dwóch lat mieszkająca w Londynie. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego i London School of Economics. Obecnie pracuje w dziale analitycznym w agencji medialnej zajmującej się digital marketingiem.

Fot. Michał Mitoraj

Wpisy

Studentka pierwszego roku Dziennikarstwa i Medioznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Kocha teatr nie tylko z perspektywy widza. Lubi tworzyć w materii tekstowej, muzycznej i plastycznej. Gdyby miała powiedzieć co ceni w życiu najbardziej, powiedziałaby, że ludzi.

Wpisy

Studentka finansów i dziennikarstwa na UW. Szefowa działu Książka w NMS Magiel. Beatnik, wagabunda i dekadentka w jednym. W życiu chce jak Blaise Cendrars "Podróżować przez książki, ludzi, kraje". Kocha stary rock, jazz, kino nieme i tańce latino.

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Feminista. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.