Państwo nieidealne

 

„To bardzo skomplikowane państwo. Życie w tym kraju jest męczące. Musisz znosić wydziwianie, krytycyzm czy zniesławienia. Jako Katalończycy zmierzamy do niepodległości, ale Hiszpania nie ułatwia nam tego, ponieważ stosuje nieczyste zagrywki. (…) To smutne, że co prawda mamy demokrację, jednak wciąż są tarcia. I to niezależnie od faktu, czy mówię o lewicy bądź prawicy. Wielki kataloński dwudziestowieczny pisarz, Josep Pla, zwykł mawiać, że do prawicowego Hiszpana najbardziej podobny jest lewicowy Hiszpan.”

 

 

 

 

Tak w jednym z wywiadów o Hiszpanii mówił Jaume Cabré, kataloński pisarz, autor esejów literackich oraz scenariuszy filmowych i telewizyjnych. Te słowa idealnie odzwierciedlają to, o czym jest debiutancka książka Aleksandry Lipczak, laureatki IV edycji Konkursu Stypendialnego im. Ryszarda Kapuścińskiego, „Ludzie z Placu Słońca”. Bo nie to jest reportaż o ciepłej i słonecznej Hiszpanii, jaką znamy z internetowych zdjęć czy opisów biur podróży. To książka o kraju „z krwi i kości”.

 

„Ludzie z Placu Słońca” to niezwykle wciągający zbiór reportaży. Każdy z nich przedstawia historię pozornie różnych osób. Możemy poznać losy Franka Kanalarza, dewelopera, który postanowił postawić miasto na środku pustyni, Manuela, który przez 30 lat nie wychodził z domu, ludzi, którzy nagle zniknęli i ich bliscy szukają ich ciał, bo „człowiek, którego ciała brakuje, nie umarł tak do końca”. A także burmistrza niewielkiej miejscowości, który postanowił udzielać ślubów wszystkim, bez względu na orientację seksualną, czy ludzi, którzy podjęli walkę z nieuczciwym prawem kredytowym i założyli PAH – Platformę Poszkodowanych przez Hipoteki. I wiele, wiele innych historii. One wszystkie pokazują, jak z pozornie idealnego do życia kraju, Hiszpania stała się miejscem ogromnego kryzysu, w którym ludzie popełniali samobójstwa, bo nie byli w stanie spłacić kredytu albo nie mogli znaleźć pracy, bo nawet na stanowisko kelnera wymagano kilkuletniego doświadczenia. Aleksandra Lipczak nie próbuje analizować, dlaczego doszło do kryzysu w Hiszpanii – ona rzetelnie i sumiennie opisuje jego skutki.

 

Książkę reporterki można pochłonąć dosłownie jednym tchem. Przytoczone opowieści są tak wciągające, że czytelnik na chwilę zapomina, że za oknem wciąż leje deszcz i panuje przeszywający chłód i udaje się w podróż do ciepłej i słonecznej Hiszpanii, aby wraz z autorką poznać tych zwykłych ludzi, których historie są tak niezwykłe. Książka momentami smuci, tak jak wtedy, kiedy czytamy o samobójstwach popełnionych przez niemożność spłacenia kredytu, a chwilami sprawia, że na ustach pojawia się uśmiech, tak jak wtedy, kiedy burmistrz, który postanowił udzielać ślubów i parom hetero- i homoseksualnym, zakłada się z księdzem, który z nich udzieli ich więcej.

 

„Ludzie z Placu Słońca” to książka świetnie napisana. Autorka posługuje się językiem prostym i przystępnym, ale także niezwykle plastycznym, przez co jeszcze mocniej oddziałuje na czytelnika. Z czystym sumieniem mogę polecić ją, nie tylko miłośnikom Hiszpanii, ale wszystkim, którzy chcą dowiedzieć się, jak szybko ze wspaniałego miejsca na ziemi kraj może zmienić się w państwo pogrążone kryzysem – w państwo nieidealne.

 

Wstęp: fragment wywiadu „O «Polonii»«Cracovii» w katalońskiej telewizji” Michała Hernesa (12 kwietnia 2013, esensja.pl)

 

 

„Ludzie z Placu Słońca”
Autor: Aleksandra Lipczak
Wydawnictwo: Dowody na Istnienie