/

Panzerfaust

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Początek drugiej kadencji rządów Zjednoczonej Prawicy przynosi małe déjà vu z poprzedniej kadencji. Ludzie znów wyszli na ulice ponad 100 miast w obronie sądów, a opozycja wydaje się być lekko zagubiona i nie wie jak zbić ten kapitał. Tym razem, jednak, PiS dał swoim przeciwnikom prezent, którego nie da się nie wykorzystać. A imię jego Marian Banaś.


Na początek mała dygresja. Pięć lat temu Foot Locker, niekwestionowany lider viralowych reklam, wypuścił spot z Jamesem Hardenem, Charlesem Barkleyem i Scottie’m Pippenem w rolach głównych. Emerytowane gwiazdy tłumaczyły Hardenowi, że wszyscy wielcy muszą mieć krótką pamięć. Teoretycznie chodziło o wielkich sportowców, ale śledząc wypowiedzi obozu władzy na temat Mariana Banasia, trudno nie mieć wrażenia, że też wzięli sobie do serca nauki „Chucka”.


Wybory parlamentarne odbyły się ledwie półtora miesiąca temu. Zdaje się jednak, że ten czas wystarczył do zmiany oficjalnej linii partii o 180 stopni. Marian Banaś jeszcze chwilę temu był hybrydą pancernika z kryształem. Przed wyborami był broniony jak Częstochowa, a na Bertolda Kittela, który ujawnił sprawę hotelu na godziny w Krakowie, po raz kolejny, spadły gromy. Teraz marszałek Karczewski mówi, że znalazł na wizerunku prezesa NIK „więcej niż rysę”, a posłanka Mazurek tweetuje „Prezes Banaś milczy i milczy…pogrąża siebie i przy okazji nas. Po co? Komu to służy? Panie Banaś pobudka, czas wstać ludziom odpowiedź dać: rezygnacja czy nie?”. Do tego, co było chyba najgłośniejszym wydarzeniem ostatnich dni w tej sprawie, z Marianem Banasiem spotkali się Jarosław Kaczyński i Mariusz Kamiński, którzy poprosili go o rezygnację ze stanowiska.


O ile marszałkowi Karczewskiemu można wybaczyć błąd, bo sam w służbach nie pracuje, a to one w tym przypadku zawiodły na całej linii, to dwa pozostałe przypadki są dla mnie niezrozumiałe. Świetnie, że prezes Kaczyński i minister Kamiński zorganizowali to spotkanie, ale jaki był jego tryb? Jaki był jego prawdziwy cel? Jak ono przebiegło? Prezes NIK został poproszony o rezygnację ze stanowiska, czy opinia publiczna miała tylko zrozumieć, że tak było? W końcu, biorąc pod uwagę stanowisko ministra Kamińskiego i pracę służb w tej sprawie, czy on też nie powinien w tym wypadku „zostać poproszony o rezygnację ze stanowiska”? I, co równie ważne, czy ktoś z elektoratu PiS-u z ostatnich wyborów, kto jeszcze dwa miesiące temu bronił z całych sił pana Banasia w mediach społecznościowych, ma teraz choć minimalny niesmak?


Posłanka Mazurek już zupełnie popłynęła we wspomnianym tweecie. Czy pytanie „komu to służy?” miało zrzucić odpowiedzialność za sprawę prezesa NIK z partii rządzącej, która dawała mu kolejne stanowiska, na opozycję? Mam wrażenie, że była to nieśmiała próba stworzenia teorii spiskowej, że Marian Banaś przez cały czas był kretem KO, który miał pogrążyć partię rządzącą. Jak znam polski Internet, żyźniejszej gleby pod tego kartofelka nie dało sie znaleźć.


Pancerny Marian okazał się być panzerfaustem wyprodukowanym przez PiS do walki z oszustami VAT-owskimi, który, zamiast tego, zestrzelił własnych twórców. I, jak zwykle, nie ma winnych. Służby zadziałały wtedy, kiedy dostały na to pozwolenie, czyli po wyborach. Wszyscy, którzy jeszcze chwilę temu stali murem za Banasiem, teraz bojowo go atakują, nie wspominając przy tym, że sami go wstawili na „nieusuwalne” stanowisko. Charles Barkley i Scottie Pippen mają rację. Żeby wygrywać, trzeba mieć krótką pamięć.

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Feminista. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.