Parę słów o sami-wiecie-czym

Atomowa bomba memowa, przełożone eliminacje do Konkursu Chopinowskiego czy słynna kolejka w BUWie – to tylko niektóre spośród zdecydowanie najlżejszych skutków COVID-19. Nauczyciele, artyści, pracownicy restauracji i innych miejsc rozrywki – na ten moment pozostają bez pracy, co nierzadko równa z brakiem dochodów. Korposzczury grzeją się w domach podczas home office’ów. I tak wszyscy, poddani prewencyjnej, bądź obowiązkowej, kwarantannie, pewnie zastanawiamy się “Quo vadis, koronawirusie?”.


Atomowa bomba memowa

Kiedy dokładnie to się zaczęło? Sprawdzam. Koniec lutego. Wtedy pierwszy raz mama wysłała jakiś filmik, z Chińczykiem palącym fajkę przez maseczkę chirurgiczną. Gdzie wysłała? A, bo widzicie. Już dawno temu wpadliśmy z rodziną na cudowny pomysł, stworzenia na WhatsAppie konwersacji rodzinnej, jako że mieszkamy w różnych częściach Polski. Tak zwana konfa stała się w dużej mierze wylęgarnią memów – tak ją rzeczywiście nazywam. Wracając. Jako że pochodzę z lubuskiego, a część mojej rodziny mieszka pod Zieloną Górą, możecie sobie tylko spróbować wyobrazić, jak bardzo przejęci byliśmy faktem, że to właśnie „u nas” wykryto pierwszego koronawirusa w Polsce. Wybuchła atomowa bomba memowa, dźwięk powiadomień wybrzmiewał co chwila, odrywając od codziennych obowiązków. Obrazki krążyły wokół „Ani z Zielonej Góry” w masce przeciwgazowej, przez fejkowe twitty Andrzeja Dudy o zbombardowaniu lubuskiego na wszelki wypadek, bo „teraz lepiej głośno pierdnąć, niż cicho kaszlnąć”. Kto by pomyślał, że ci moi kochani boomerzy zaskoczą mnie obrazkami bardziej od znajomych.

Ale teraz zrobiło się poważnie. Koronawirus już prawie nas nie bawi i staramy się zachować powagę (nie mówię, że to źle). W Polsce odwołujemy imprezy, zamykamy galerie i restauracje, ograniczamy wyjścia z domu do minimum. Kolega z pracy napisał mi: „Nie przychodź, pracujemy z domu”. Ależ się człowiek cieszy na taką wiadomość. Nie musi się starannie ubierać, pakować obiadu w plastikowy pojemnik, wychodzić z domu. Może zostać w ukochanej piżamie, wskoczyć do łóżka, otulić się ciepłą kołdrą i pracować, popijając trunki według upodobań. Sytuacja zmienia się, gdy człowiek mieszka w bloku z płyty betonowej. To, że słyszy o 22 dziecko krzyczące „mamo, TELEFON!!!!!!” to jeszcze nic, ot takie przelotne zdanie rzucone w próżnię. Dopiero o 9 rano uświadamia sobie, jaką oazą jest miejsce pracy ze skupionymi wokół ludźmi. O 9 bowiem, sąsiad dwa piętra wyżej, choć wydaje się, jakby robił to tuż przy uchu, bawi się wiertłami (może udarowymi). Nic śmiesznego.

Joanna Leśnicka


Chopin, opera, Różowa Pantera

Na Facebooku Piotra Palecznego pojawiły się w ostatnich dniach dwie niebywale złowrogie informacje: zamykają Julliard School aż do 1 września (!) a eliminacje do XVIII Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego zostają przełożone na wrzesień. Absurdalne! Dotychczas Konkurs był przesuwany w czasie tylko dwukrotnie, więc jeśli wszystko potoczy się źle, będziemy świadkami kolejnej historycznej chwili. Ale przecież nie tylko Konkursem miłośnik sztuki żyje! „Operę nam zamknęli” – słyszę w słuchawce telefonu łamiący się głos znajomej. I nie tylko opera się zamyka, a po kolei lecą głowy kolejnych teatrów, kin, muzeów… Na Facebooku z rąk do rąk przekazywany jest List otwarty do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – w związku z pandemią koronawirusa artyści zostali odcięci od środków do życia. Wyobraźcie sobie, że praktycznie z dnia na dzień tracicie pracę i nie dostajecie odprawy. Ba! Nie wiadomo, jak długo będziecie musieli jeszcze przeżyć za tysiaka z ostatniego koncertu. Oczywiście, można mówić, że artyści mogli się zawczasu zabezpieczyć, odłożyć grosz do skarpety, ale wiadomo, jak działa pieniądz – szczególnie ten wirtualny, na karcie płatniczej – idziesz do sklepu raz, drugi… i nagle debet. Kto się tego spodziewa?

Wracając do kultury. Tak, melomani, kinomani, teatrofile i inni pasjonaci cierpią. Serwery Netfliksa i HBO jeszcze nie wysiadły. Teatry operowe świata udostępniają za darmo streaming oper. Możliwe, że bogaty repertuar platform wystarczy nam na czas kwarantanny. A jeśli nie, zawsze możemy przejrzeć zakurzone gry PC i znaleźć takie perełki jak „Scooby Doo: Terror Kamiennego Smoka” czy „Na Kłopoty: Pantera” z rewelacyjnym dubbingiem Cezarego Pazury. Ale mamy dzień czwarty, a ja już niecierpliwie pytam: no ile można?!

Anna Snopkowska


Biblioteka doświadczeń

Wszyscy znani i mądrzy ludzie, pytani o swój ulubiony cytat lub inną przyświecającą ich życiu maksymę, często odpowiadają „everything happens for a reason”. Ciężko się nie zgodzić z tą szorującą po dnie banału sentencją, bo prędzej czy później każdy z nas jest wdzięczny za tę indywidualną oś czasu, którą najczęściej tak ciężko pojąć. Jednak moment, kiedy rozumiemy, że doświadczenie, które nabyliśmy dzięki cierpieniu, w perspektywie czasu jest ważniejsze, niż ta chwilowa niedogodność, zdecydowanie rekompensuje wszystkie bóle i żale.

Nie pamiętam momentu, kiedy po raz pierwszy w życiu użyłam niecenzuralnego słowa, ale na 99% było to podczas stania w kolejce na szkolnej stołówce w podstawówce, gdzie, nie wiedzieć czemu, na sto dzieciaków, przypadały tylko dwie kucharki. Potem było tylko gorzej, bo przyszło gimnazjum, a potem liceum, kiedy to możliwość skorzystania z toalety podczas pięciominutowej przerwy bez obawy, że spóźnię się na lekcje, zaliczała się do kategorii wydarzeń tygodnia. Wtedy zastanawiałam się, czy tak ciężko byłoby logistycznie obmyśleć plan większej wydajności zarówno zasobów ludzkich, jak i przestrzennych. Teraz jednak wiem, że te wszystkie sytuacje mające miejsce podczas mojej edukacyjnej ścieżki, przygotowywały mnie na jedno. Na kolejkę w BUWie, która była następstwem decyzji rektora o zamknięciu zarówno uczelni, jak i biblioteki, na miesiąc.

Po lewej: Fragment kolejki widoczny na zdjęciu to zaledwie garstka osób w stosunku do całej jej długości. Po prawej: Są takie sytuacje, kiedy można przymknąć oko na zwyczaj niekładzenia książek na podłodze. 10 marca 2020, godzina 21:50 – to był właśnie taki moment. Fot. Weronika Waldon

Byłabym zdecydowanie bardziej pokorna w swoim oczekiwaniu na talerz ziemniaków z koperkiem oraz kompotu z rozpuszczonej galaretki, gdybym tylko wiedziała, że jest to trening przed czasem próby mojej cierpliwości, którego kulminacja nastąpi 10 marca 2020 roku. W to wtorkowe popołudnie, konsumując kolejny odcinek Mad Mena, dostałam e-maila odnośnie działań prewencyjnych Uniwersytetu Warszawskiego w związku z pandemią koronawirusa, które zakładały, między innymi, zamknięcie BUW-u, gdzie studenci mają zwyczaj od czasu do czasu organizować nieoficjalne spotkania masowe. Działanie jak najbardziej godne pochwały. W tym ferworze zarówno niepokoju, wynikającego ze zdawania sobie sprawy z powagi sytuacji, jak i motywacji, by zdążyć wypożyczyć potrzebne pozycje, czym prędzej wybiegłam z mieszkania, zapominając nawet o torbie, w której na co dzień noszę ekwipunek na wypadek apokalipsy – „przecież wychodzę tylko na piętnaście minut”, naiwnie pomyślałam.

Jak tylko dotarłam do Ziemi Obiecanej (a wkrótce także Zamkniętej), zaniepokoiła mnie już kolejka do szatni. Gdybym tylko wiedziała, że to będzie najszybsza i najkrótsza kolumna, w jakiej tego dnia przyjdzie mi czekać… Około godziny 19:00 rozpoczęłam poszukiwania książek na zajęcia z Teorii Komunikacji Społecznej oraz Etyki Dziennikarskiej, jednak to, co miałam ochotę zrobić, po zobaczeniu kolejki, jaka mnie czeka, dalekie było od jakichkolwiek etycznych założeń. Jak żyję na tym świecie już dwadzieścia trzy lata – przenigdy nie widziałam tak długiego pasma oczekujących. Nie wiem jaką powierzchnię ma BUW, ale tłum ludzi rozciągał się na całą jej długość, gdzieniegdzie frywolnie zakręcając między regałami.

Nie wiem, dlaczego nie zdecydowałam się wtedy na porzucenie ambitnego planu starannego przygotowania się do zajęć. Prawdopodobnie to świadomość uczestniczenia w czymś historycznym, czego dowiodła obecność telewizji newsowej, pozwoliła mi wytrwać każde z załamań, które podczas oczekiwania na wymarzone potwierdzenie wypożyczenia, przeżyłam. Koniec końców okazało się, że spontaniczny wypad do biblioteki, przerodził się w wieczór pełen nowych wyzwań, znajomości i zwrotów akcji. Jak zazwyczaj można wypożyczyć maksymalnie 8 książek, tak w geście zachęcenia studentów do prewencyjnej kwarantanny, limit ten zwiększono do 20. Widok osób, układających na potęgę książki na wózkach, pakujących je do specjalnych BUW-owych toreb, o których istnieniu nie miałam wcześniej pojęcia – bezcenny. Nie oceniam, ponieważ w kolejce stanęłam z czterema książkami, a finalnie, po 3,5 godzinach oczekiwania, do punktu wypożyczenia dotarłam z dziesięcioma. Cóż, teraz nie pozostaje nic innego, jak tylko mieć nadzieję, że inni wytrwali w boju także korzystają z zasobów, dla których tyle się naczekali. W swoich czterech ścianach i izolacji od otoczenia.

Weronika Waldon


Obrazek wyróżniający: pixabay.com

Wpisy

Studentka dziennikarstwa i medioznawstwa, pochodząca z zachodniej Polski. Do kręgu jej zainteresowań należy fotografia – na zdjęciach uwiecznia naturę oraz ludzi w codziennych sytuacjach. Lubi przyglądać się społeczeństwu, a w kwestiach politycznych i światopoglądowych stara się szukać złotego środka. Żyje w przekonaniu, że to siatkówka jest sportem narodowym.

Wpisy

Studentka dziennikarstwa na UW i śpiewu w ZPSM im. Chopina w Warszawie, szczęśliwa posiadaczka kota. W wolnych chwilach słucha Sinatry, planuje podróże życia i czyta historie o trupach. Przed snem stara się zawsze zażyć trochę Szczygła.

Wpisy

Na co dzień pracuje w biurze reklamy stacji telewizyjnej, a po godzinach realizuje reporterską pasję. Miłośniczka literatury faktu, muzyki z lat 80 (it’s my life, it’s now or never!) oraz kultury amerykańskiej. W dziennikarstwie najbardziej ceni możliwość odkrywania niezwykłych historii i prezentowanie ich światu.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.