/

Patrz na drogę!


Życie jako droga – to częsty motyw przewijający się we wszelkiego rodzaju tekstach kultury. A może to właśnie droga jest życiem? Albo służy nam do tego, aby zmienić swoje życie? Wydaje się, że właśnie tę ideę chce przekazać nam reżyser Peter Farrelly w swoim nowym, wielokrotnie nagradzanym filmie, „Green Book”.

Podróż za… 125 dolarów

Dzieło Farrelly’ego powoli wkracza na ekrany polskich kin. Jednak swoją światową premierę miało już we wrześniu ubiegłego roku. Opowiadając o nim należy zapewne wspomnieć, że zostało docenione licznymi nominacjami, a całkiem niedawno nagrodzone Złotymi Globami. I wszystko wskazuje na to, że to nie koniec.

Wydaje się jednak, że lepszym początkiem opowieści o tym filmie jest podkreślenie, że zainspirowany został prawdziwą historią. Historią, która zaczęła się od chęci zarobienia, bądź co bądź, niezbyt wygórowanej sumy 125 dolarów tygodniowo. Nie należy mieć złudzeń – wszystko to zostało odpowiednio podkoloryzowane i dla zwiększenia dramaturgii wciśnięte w ramy komediodramatu. Ten gatunek chyba najsprawniej pozwala żonglować emocjami odbiorców. Jeśli jednak choć niewielki ułamek tego, co widzowi zostaje zaserwowane na srebrnym ekranie, miał miejsce w rzeczywistości, to zaiste jest to opowieść warta opowiedzenia.

Dwóch przeciwko wszystkim                                       

Peter Farrelly przedstawia historię wybitnego pianisty, doktora Dona Shirleya (Mahershala Ali), który w latach 60. ubiegłego wieku postanowił wybrać się w trasę koncertową na głębokie południe Stanów Zjednoczonych. Z uwagi na swoje afroamerykańskie pochodzenie, które w tamtych czasach mogło przysporzyć mu kłopotów z rąk rasistowskich prześladowców, postanawia zatrudnić kogoś w roli kierowcy i ochroniarza. Tym kimś zostaje Tony „Tony Lip” Vallelonga (Viggo Mortensen) – były bramkarz w klubie nocnym, włoskiego pochodzenia.

Pełna wzlotów i upadków podróż dwóch mężczyzn zaowocuje nie tylko zaskakującymi zwrotami akcji, lecz przede wszystkim skonfrontowaniem dwóch zupełnie różnych światów. Życie wytwornego, wyedukowanego i pełnego ogłady, lecz zarazem zagubionego i rozdartego Shirleya, zetknie się z pełnym swobody i cwaniactwa, doprawionych nietolerancją, żywotem Vallelongi. A efekty tego jedynego w swoim rodzaju eksperymentu będą… zaskakujące.


Droga do zrozumienia

Film urzeka komediowymi akcentami, które zdecydowanie przeważają nad tymi dramatycznymi. Nie jest to jednak humor płytki. Każda zabawna sytuacja mówi bowiem coś ważnego o bohaterach i skraca dystans między nimi a widzami. Tu od razu należą się wyrazy uznania dla duetu Mortensen-Ali, bo to talentowi i zgraniu obu aktorów film zawdzięcza tak fenomenalną głębię. Bawią do łez, by po chwili wzruszyć dobrze odegraną sceną zmuszającą do refleksji. Bo refleksja podczas seansu może najść niejedna. Często niosąc ze sobą gorzką lekcję. Farrelly komentuje bowiem całą masę istotnych kwestii, trzymając się przy tym jednej konwencji. W filmie przewija się wiele wątków: prześladowanie Afroamerykanów, nietolerancja wobec homoseksualistów, zakłamanie elit, dostatnie acz puste życie bogatych czy dramaty rodzinne. Starczyło miejsca nawet na problem samotności przy okazji Świąt Bożego Narodzenia. A o tym wszystkim „Green Book” opowiada bez skrępowania – tak, by wstrząsnąć widzami, gdy tego trzeba. Sprawia to, że wydźwięk produkcji jest jasny, a postawy zasługujące na potępienie zostają przez nią odpowiednio potępione.

Żeby nie było jednak tak ponuro i depresyjnie, film przeciwstawia tym wszystkim przykrym obrazom takie wartości jak: prosta radość z życia, miłość męża do żony, braterska przyjaźń, wierność, zrozumienie i wsparcie. Obaj bohaterowie przechodzą pewną metamorfozę, pokonując drogę tak dosłownie, jak i w przenośni. Widzowi pozwala się wyrobić o nich na początku dość jednoznaczną i stereotypową opinię, która w miarę rozwoju akcji i bliższego poznawania postaci rozmywa się. Prawdziwe staje się powiedzenie, że nie należy oceniać książki po okładce. Pozorny prostak okazuje się bowiem jedynie człowiekiem prostym (i przy tym w swej prostocie wręcz uroczym), a to zasadnicza różnica. Natomiast bogaty i poważany ekscentryk w głębi serca jest wrażliwym i potrzebującym przyjaciela samotnikiem.

Film wart zachwytów

„Green Book” to niesamowite kino drogi. Stworzony został z dbałością o szczegóły. Stanowi kompletną historię z pozamykanymi wątkami. Jakby tego było mało, praca kamery gwarantuje niejedno dobre ujęcie, które współgra z ukazywanymi na ekranie emocjami – czy to pozytywnymi, czy negatywnymi.

Wszystko to, okraszone muzyką z epoki, tworzy wspaniały obraz, w którym niejeden, bogaty czy biedny, wykształcony czy niewykształcony, poważny czy niefrasobliwy, może się przejrzeć jak w lustrze. Pochwała należy się za wiele życiowych lekcji, które przekazuje nam film – za opowieść o tym, czym jest szacunek do drugiego człowieka. Oby jak najwięcej z nas z tego skorzystało i uważniej „patrzyło na drogę”.



„Green Book”
Reżyseria: Peter Farrelly
Produkcja: USA 2018