Pięć ulubionych książek Ryszarda Kapuścińskiego – wybór redakcji „Nowego Folderu”

[spider_facebook id=”2″]

 

Chciałoby się pójść do niego z prezentem (skromnym – inny by nie pasował, może nowym długopisem do kolekcji?), zaśpiewać „Sto lat” (bez fałszowania, nie za głośno – żeby uszu nawykłych do słuchania muzyki poważnej nietrafionym w punkt dźwiękiem nie ranić), zobaczyć uśmiech, który łagodzi obyczaje.

 

1968 ROK RIO DE JANEIRO R. KAPUSCINSKI - KORESPONDENT PAP W AMERYCE LACINSKIEJPrzez lata pracy jako reporter był na 12 frontach, widział 27 rewolucji, cztery razy omal nie został rozstrzelany – na zdjęciu Ryszard Kapuściński w 1968 roku w Rio de Janeiro
(fot. archiwum)

 

Ryszard Kapuściński skończyłby dzisiaj 83 lata i usłyszałby pewnie wiele życzeń, z różnych części świata. Nikt nie złoży ich już osobiście. My też nie. Nie chcemy się jednak smucić trybem przypuszczającym, dlatego z okazji urodzin cesarza reportażu zorganizowaliśmy redakcyjne głosowanie na jego ulubioną książkę. Każdy z nas wybierał po trzy pozycje. Za pierwsze miejsce przyznawaliśmy 5 punktów, za drugie 3, a za trzecie 1. W ten sposób stworzyliśmy listę pięciu dzieł Kapuścińskiego, które szczególnie trafiły nam do serca. A potem ci, którzy którąś z wymienionych książek umieścili na pierwszym miejscu swojego rankingu, napisali uzasadnienie wyboru.

 

1. „Cesarz”

Cesarz

„To był mały piesek rasy japońskiej. Nazywał się Lulu” – w ten prosty sposób zaczyna się opowieść o historii państwa, wielkim dyktatorze i rewolucji. Kapuściński w mistrzowski sposób zdejmuje cesarzowi piękne szaty i maskę wielkiego władcy. Nie widzi jedynie bezosobowych postaci na dworze Hajle Sellasje, wypełniających po cichu swoje codzienne zadania. Mistrz reportażu w pięknych komnatach wielkiego pałacu dostrzega ludzi – z własnymi twarzami, myślami, historiami. „Cesarz” tak naprawdę nie jest o cesarzu. To uniwersalna opowieść o modelu państwa, buncie i upadku człowieka. Dlatego w każdym miejscu na ziemi, niezależnie jak odległe jest ono od Etiopii, czyta się go z równie wielką fascynacją.

Weronika Rzeżutka

 

2. „Szachinszach”

 

Szachinszach
Chyba żaden inny dokument, opowieść czy reportaż nie oddaje ducha sytuacji w Iranie w XX wieku tak dobrze jak „Szachinszach”. Kapuściński nie opisuje samego przebiegu przewrotów. Przedstawia dogłębną analizę przyczyn wybuchu rewolucji poprzez zdjęcia. To nietypowa forma reportażu. Czytając opis fotografii, czytelnik jest w stanie – nie widząc jej – wyobrazić sobie, co przedstawia. Co więcej, odczuwa, jaki panował wtedy nastrój, co czuli ludzie, jak wyglądał Iran. Kapuściński nie potrzebował do tego silnie nacechowanych słów – wystarczył mu opis codzienności, zwykłych zachowań ludzi, którzy tworzyli rewolucje.

Agnieszka Wilkos

 

3. „Busz po polsku”

 

Busz po polsku

 

To, co ulubione zawsze wiąże się dla mnie z emocjami, nie racjonalnością. Zdaję sobie sprawę, że „Busz po polsku” nie jest najlepszą książką Ryszarda Kapuścińskiego. Do mojej emocjonalności wyważa jednak drzwi. Młody Rysiek wędruje przez Polskę, a ja siedzę w jego plecaku. Mnie jest duszno, jemu pewnie ciężko, ale ja cieszę się jak dziecko, bo mogę obserwować, jak on zauważa sytuacje, które inni zobaczyliby pewnie dopiero wtedy, gdyby mieli szkło powiększające; jak opisuje codzienność, nienachalnie, bez patosu i sensacji, z wyczuciem, którym wkrótce zachwyci się świat. Patrzę, jak rodził się cesarz reportażu.
Takie przyglądanie się początkom wielkich karier jest dla mnie przyjemniejsze i ciekawsze niż oklaskiwanie twórców u szczytu sławy. Nawet tak skromni jak Kapuściński wydają się wtedy zbyt wspaniali, by nie podchodzić do nich na kolanach. Może zabierają do swojego plecaka, ale ja nie czuję radości, tylko mam poczucie winy, że obciążam ich mistrzowski kręgosłup.

Agnieszka Kapela

 

4. „Jeszcze dzień życia”

 

Jeszcze dzień życia
Jechałem kiedyś autobusem linii 131 z dworca centralnego przez suchy afrykański busz na ul. Czerniakowską. Ze strony na stronę było coraz duszniej i rosło ryzyko, że nie dotrę do celu. W końcu w każdej chwili mogli zaatakować wrogowie. Ale nie zawsze było groźnie. Jeszcze niedawno pachniało poezją, kiedy z okien tego samego autobusu oglądałem drewniane miasto, które wypływa na ocean w poszukiwaniu swoich mieszkańców. Najsmutniejszy był jednak koniec afrykańskiego tournèe, bo żadna lektura długo nie mogła zaspokoić głodu wyobraźni po „Jeszcze dniu życia”. Znowu stałem w korkach, a o szyby dzwonił deszcz.

Bartosz Wróblewski

 

5. „To nie jest zawód dla cyników”

 

To nie jest zawód dla cyników

 

„To nie jest zawód dla cyników” to książka wydana w Polsce zaledwie dwa lata temu i prawdopodobnie przez to nie zyskała sobie szerokiego grona doceniających ją czytelników. Dla mnie jednak jest ona chyba najbardziej wartościową w dorobku Ryszarda Kapuścińskiego z dwóch powodów. Po pierwsze: jako zapis wykładów i warsztatów prowadzonych przez cesarza reportażu klarownie i zrozumiale pokazuje jego sposób odbierania świata, i wykonywania zawodu. Po drugie: można z tej książki wypisać spis zasad, którymi dziennikarz w każdym wieku powinien się kierować. Dla mnie to swoista biblia dziennikarstwa i poradnik jak nie zatracić poczucia misji w medialnym, komercyjnym gąszczu naszych czasów.

Jakub Januszewski