Pielgrzym z poreligijnego świata

„Dedykuję tę książkę moim córkom w nadziei, że odkryją piękno chrześcijaństwa jako porywającej opowieści o życiu ludzi ostatnich dwóch tysięcy lat” – napisał w zakończeniu swojej książki Dariusz Rosiak, laureat nagrody PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego, autor znakomitego, ważnego i potrzebnego reportażu „Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan”.

 

 Dariusz Rosiak jest dziennikarzem Radiowej Trójki. Od 2006 roku prowadzi program „Raport o stanie świata” (fot. Nawojka Gurczyńska) 

 

Jak to się stało, że reporter wyruszył na Bliski Wschód? – Inspiracją była dla mnie książka Williama Dalrymple’a, „From the Holy Mountain”. Ten brytyjski historyk przejechał szlakiem mnicha Johna Moschosa, który w VI wieku odwiedzał rodzące się wtedy zbory chrześcijańskie. Nieprawdopodobnie poruszyła mnie ta opowieść i chodziła za mną od 20 lat – tłumaczył Dariusz Rosiak 9 grudnia, podczas spotkania autorskiego w warszawskiej księgarni „Moda na czytanie”.

 

Jednak jego podróż zaczęła się w… Szwecji. W Södertälje, niewielkim mieście położonym na południowy zachód od Sztokholmu; 1/3 mieszkańców stanowią tu chrześcijanie z Turcji, Iraku i Syrii. Miasto ma największą w Europie wspólnotę osób pochodzenia asyryjskiego. Emigracja do Szwecji trwa od ponad 40 lat. Przypływ kolejnych uciekinierów nasila się w zależności od intensywności konfliktów na Bliskim Wschodzie. Dlaczego Dariusz Rosiak swoją podróż zaczyna w Skandynawii? – Nasza tradycja ginie i w Szwecji nie przetrwa – odpowiada Ramon, jeden z bohaterów reportażu, który wyemigrował do ojczyzny Björna Borga w 1976 roku, podczas wojny syryjsko-izraelskiej. Podział imigrantów na Asyryjczyków i Aramejczyków mieszkających w Södertälje, modlących się w różnych kościołach, kibicujących dwóm różnym drużynom piłkarskim, nie sprzyja pielęgnowaniu wspólnych tradycji.

 

W kolebce europejskiej cywilizacji

 

Dalej w poszukiwaniu śladów wyznawców Chrystusa reporter przemierzył południową Turcję, iracki Kurdystan, Liban, Egipt, Izrael i Zachodni Brzeg. W każdym z tych miejsc przyglądał się wspólnotom chrześcijan i wyznawanej przez nich religii, kluczowemu budulcowi kultury, wokół której gromadzą się lokalne społeczności. Historia każdego z odłamów chrześcijaństwa, które opisuje Rosiak, to historia wielowiekowych prześladowań. Od momentu powstania aż do dzisiaj Koptowie, maronici, Asyryjczycy, grekokatolicy spotykają się w swoich ojczyznach z niechęcią. W większości krajów, które zamieszkują, traktowani są jak obywatele drugiej kategorii; wykluczani, marginalizowani, a przez to zmuszani do emigracji.  – Dla mnie to było nieprawdopodobnie wzruszające, kiedy spotykałem ludzi, którzy dawali najpiękniejsze, najpełniejsze świadectwo swojego chrześcijaństwa – miłości do Chrystusa, jakie można znaleźć współcześnie. To są ludzie, którzy ryzykują życie, odrzucenie, dyskryminację, a mimo wszystko trzymają się swoich korzeni, swojej wiary. Wiary, która jest zakorzenieniem. Jest ich tożsamością – tłumaczył reporter.

 

Prowadzący spotkanie Robert Mazurek zwrócił uwagę, że siłą i słabością książki Rosiaka jest pozostawienie czytelnika samemu sobie w odpowiedzi na nasuwające się w trakcie lektury pytania (fot. Nawojka Gurczyńska) 

 

Rosiak podkreśla, że nie jest to książka o nagłym, gwałtownym umieraniu chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie. – Kiedy myśleliśmy o tym, jaką okładkę zrobić, na samym początku powiedziałem: żadne płonące krzyże, walące się kościoły, płaczące dzieci. Mam nadzieję, mimo wszystko, że to nie jest książka o śmierci. To jest książka o znikaniu, o odchodzeniu, o zanikaniu kolebki naszej cywilizacji – wyjaśniał dziennikarz radiowej Trójki. Na Bliskim Wschodzie wciąż bije źródło żywej wiary chrześcijańskiej. Natomiast maleje liczba osób czerpiąca z tego źródła. Chrześcijańskie wspólnoty reporter opisuje jak cudowne enklawy, żyjące na co dzień zgodnie z tradycją sięgającą początków chrześcijaństwa, wciąż obecnej wśród miejscowych wyznawców. Nieliczni mnisi, opiekunowie klasztorów, religijni przywódcy i zwyczajni członkowie wspólnot uczestniczących w nabożeństwach tworzą miejscowe kościoły, w których życie zgodnie z zasadami wiary jest czymś tak oczywistym, jak codzienny wschód słońca. – W Europie żyjemy w świecie poreligijnym. Natomiast tam religia, zwłaszcza u mniejszości takich jak chrześcijanie, jest częścią życia, oni tym oddychają ­– podsumował Rosiak.  

 

„Nie chcemy porzucać naszych domów”

 

Imponuje ilość rozmów, jaką Dariusz Rosiak przeprowadził podczas swojej podróży. W „Ziarnie i krwi” głos otrzymały wszystkie strony bliskowschodnich politycznych sporów. Reporter pokornie wysłuchał racji Żydów i Palestyńczyków, w Libanie zwolenników Samira Dżadży i generała Aouna, Asyryjczyków i Aramejczyków, podkreślając, tak jak w rozmowie z maronickim kapłanem Gabim, że nie przyjechał, żeby oceniać, tylko słuchać. Ale Rosiak zrobił coś więcej: nałożył na Bliski Wschód religijną siatkę, o której często zapominamy, analizując jedynie w kontekście politycznym konflikty targające tamtym regionem.

 

Jako przewodnik po Bliskim Wschodzie, reporter często, oprócz relacji, ucieka się do komentarza, dzięki czemu narrację podporządkowuje swojemu światopoglądowi. A wśród jego rozmówców pojawiają się wyłącznie osoby, które nie chcą emigrować – chcą zostać, by ocalić swój dom, swoją religię i ojczyznę. Jest to nieco inny głos, niż możemy powszechnie usłyszeć w dyskusji o uchodźcach. Choć powoli staje się on donośniejszy. W trakcie podróży nie spotkałem nikogo, z drobnymi wyjątkami, kto chciałby emigrować na Zachód. Natomiast spotkałem wielu ludzi, liderów grup społecznych, którzy mówili: to, co robicie, jest bez sensu. Nie wolno wam zabierać tych ludzi do Europy, dlatego że za kilka lat cały Bliski Wschód będzie wyglądał jak Arabia Saudyjska. Będą to połacie lądu, ziemi, pozbawione ludzi, z enklawami sterowanymi przez bandytów. Bliski Wschód przestanie istnieć w taki sposób, w jaki my go zbudowaliśmy i w jaki funkcjonują normalne rejony świata urządzone przez cywilizowanych ludzi – tłumaczył Dariusz Rosiak.

 

Podczas spotkania czytelnicy mieli okazję porozmawiać z autorem i zdobyć autograf (fot. Nawojka Gurczyńska) 

 

Zaskakujące jest ponadto, jak wielu chrześcijan przyznaje, że pod rządami dyktatorów żyło im się lepiej. Nie szalał kalifat ani bojówki religijnych fundamentalistów. W Iraku Saddam Husajn, w Syrii Asadowie, w Egipcie Mubarak trzymali kraj w twardym uścisku, a chrześcijanie korzystali z płaszcza bezpieczeństwa. – Jest zupełnie zrozumiałe, że chrześcijanie wspierali te reżimy. Dla nich nie było lepszej alternatywy, abstrahując od tego, że Egipt, Syria czy Liban w latach 80. to nie były takie państwa jak teraz; polityczny, radykalny islam nie miał takiej siły, jak w tej chwili – wyjaśniał autor.

 

Prowadzący spotkanie Robert Mazurek zwrócił uwagę, że siłą i słabością tej książki jest pozostawienie czytelnika samemu sobie w odpowiedzi na nasuwające się w trakcie lektury książki pytania. Choć Dariusz Rosiak nie ukrywał swojego krytycyzmu wobec opieszałości i bezmyślności działań Unii Europejskiej. – Ja się na niczym nie znam, ja się znam na tym, jak rozmawiać z ludźmi. Żyję z tego, potem to zapisuję, robię z tego audycje radiowe. Natomiast jakbym wiedział, jak rozwiązać problem uchodźców w Europie, to… nawet jakbym wiedział, to przypuszczam, że i tak nikt by mnie nie słuchał. Wiem tylko i widzę, że to, co się dzieje, to są kroki, które pogarszają sytuację zamiast ją polepszać. W czasie kiedy byłem w Libanie, w tamtejszych obozach dla uchodźców nie było pieniędzy na jedzenie. Nie było ich, ponieważ Unia Europejska ani inne organizacje międzynarodowe nie były w stanie zebrać tych pieniędzy. Cała sprawa związana z uchodźcami w UE rozpoczęła się na dobrą sprawę dopiero kilka miesięcy temu, od zdjęcia ciała kilkuletniego chłopca, wyrzuconego przez morze na plażę turecką. Kilka miesięcy wcześniej, w kwietniu, kilkaset osób utonęło u wybrzeży Lampedusy. UE się zebrała, przedyskutowała sprawę, a potem wszyscy rozjechali się do domów. Ci ludzie to widzą! Widzą bezmiar hipokryzji, bezmiar braku zainteresowania – podsumował reporter.  

 

Konrad Szczygieł