/

Pionier drobnych chwil prawdy

Krytyczka filmowa Kaja Klimek skomentowała film „Bezlitosny Mike Wallace” jednym krótkim zdaniem — „Każdy dziennikarz powinien to sobie obejrzeć”. I trudno się z nią nie zgodzić.

Lubię festiwale filmowe za to, że dzięki nim mogę obejrzeć filmy, o których inaczej nigdy w życiu bym nawet nie usłyszał. Zazwyczaj są to seanse przyjemne, choć nierzadko i zaskakujące. Tak też było i w tym przypadku. Jak można się łatwo domyśleć „Bezlitosny Mike Wallace” opowiada historię tytułowego dziennikarza. A zdecydowanie jest co opowiadać, bowiem Mike Wallace to nie tylko 21-krotny laureat nagrody Emmy i pięciokrotny zdobywca Peabody Award, ale przede wszystkim człowiek, który znacznie wpłynął na kształt współczesnego dziennikarstwa. Znany ze swojego agresywnego stylu, niewygodnych pytań i niemalże przyszpilania swoich rozmówców do muru. To w jego programach zaczęto używać zbliżeń na twarze rozmówców, wyłapywać ich mimikę, niewerbalne gesty czy pot na czole. Czuć były wręcz atmosferę przesłuchań policyjnych. Jak możemy usłyszeć w filmie: „To on wymyślił zadawanie trudnych pytań. Nikt wcześniej tego nie robił, wywiady to były miałkie gadki”. Człowiek kontrowersyjny, przez wielu nielubiany, ale jednocześnie mocno szanowany. W skrócie, przy zachowaniu wszelkich proporcji, taki pierwowzór naszej Moniki Olejnik czy Roberta Mazurka. Ale to do Mike’a Wallace’a należy dziennikarka palma pierwszeństwa (szczyt jego medialnej aktywności przypada na lata 70. i 80.), jeśli chodzi o nowoczesny styl przeprowadzania wywiadów. A także, jak pokazuje film, i dziennikarskich śledztw, przez które Mike Wallace naraził się na niejeden pozew.

„Bezlitosny Mike Wallace” to dokument, składający się z fragmentów programów i wywiadów, prowadzonych przez tytułowego bohatera, jak i rozmów, podczas których to sam Mike jest wypytywany przez dziennikarzy o swoje życie. Zarówno to prywatne, jak i zawodowe, przez co film stara się ukazać widzom kompletną sylwetkę sławnego dziennikarza. Poznajemy Mike’a jako młodego chłopaka, który wybiera pracę w radiu, ponieważ wstydzi się pokazywać publicznie swoją pokrytą trądzikiem twarz. Tam stawia pierwsze medialne kroki, aby wkrótce, wraz z rozwojem mediów, zacząć występować i w telewizji. Nie tylko, jako reporter, ale także jako aktor w przeróżnych reklamach. Zaczyna także prowadzić swój słynny program „60 minutes”, czyli cykl wywiadów, a później zostaje nawet amerykańskim korespondentem wojennym.

W kolejnych minutach filmu widzimy szerokie spektrum rozmówców, z jakimi Mike Wallace miał okazję porozmawiać w swojej dziennikarskiej karierze. Salvador Dali, Kirk Douglas, Oriana Fallaci, młody Donald Trump (jakże przewrotnie dzisiaj brzmi jego wypowiedź o niechęci do polityki z tamtej rozmowy) czy Vladimir Putin. I rzeczywiście w ukazanych fragmentach rozmów od Mike’a Wallece’a bije pewność siebie i dążenie do uzyskania odpowiedzi za wszelką cenę. Pyta konkretnie, prowokuje rozmówców, zahacza o ich prywatne życie, ale utrzymuje przy tym wszystkim pewną klasę. Nie zniża się do poziomu tabloidowych pytań, co absolutnie nie znaczy, że boi się narazić swojemu rozmówcy. Jak sam później mówi — „pracowałem dla drobnych chwil prawdy”.

Trochę w kontrze do zawodowego wizerunku Mike’a Wallace’a reżyser (Avi Belin, dla którego jest to drugim film w zawodowej reżyserskiej karierze, ale oba zostały docenione i nagrodzone przez krytyków) ukazuje nam także prywatne życie tytułowego dziennikarza, które mocno zmienia optykę widza na tę postać. Poznajemy historię jego rodzinnej tragedii, słyszymy o okresie depresji i próbie samobójstwa, a wreszcie sam tytułowy bohater podsumowuje swoją karierę oraz opowiada, czy czegoś żałuje i jak chciałby być zapamiętany przez innych. Może nie jest to specjalnie innowacyjny zabieg i pewnie znajdziemy kilka podobnych filmowych biografii, ale film pozostaje przez to spójny i stanowi ładną klamrę — kompletną historię niezwykłego dziennikarza, a przy tym całkiem zwykłego człowieka. A może nie da się oddzielić jednego od drugiego?

Wracając jeszcze na chwilę do tezy z początku tej recenzji. Nie jest tak, że „Bezlitosny Mike Wallace” przypadnie do gustu tylko osobom pracującym w mediach. Historia jest na tyle uniwersalna, a fragmenty rozmów są zmontowane w na tyle dynamiczny sposób, że film ogląda się naprawdę szybko i przyjemnie, nawet jeśli potraktujemy go jedynie, jako niezobowiązującą historyjkę. Dla wszystkich dziennikarzy, będących na początku swojej zawodowej ścieżki, film ten jednak może okazać się naprawdę pouczający, a przede wszystkim motywujący. Tak czy siak — obejrzeć warto.

„Bezlitosny Mike Wallace”

Reżyseria: Avi Belkin

Produkcja: USA, 2019

Czas trwania: 94 min

Źródło zdjęcia wyróżniającego: Millennium Docs Against Gravity

Wpisy

Student trzeciego roku dziennikarstwa i medioznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Od niedawna pełnoprawny warszawiak. Fan piłki nożnej i kibic pewnej stołecznej drużyny kojarzonej z literą L w kółeczku. Miłośnik Star Wars oraz prozy Stephena Kinga.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.