/

Plan B

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Łazik Perseverance stał się szóstym działającym marsjańskim influencerem. Od ziemskich koleżanek i kolegów po fachu odróżnia go głównie to, że jego zdjęcia przydadzą się ludzkości. Razem ze fotografiami i analizami próbek wysyłanymi przez „Wytrwałość” przylatują na Ziemię pytania – głównie o to, czy będziemy mieli gdzie uciekać po zniszczeniu naszej planety.


Biorąc pod uwagę wszystkie idiotyzmy, w jakich od wieków coraz głębiej nurkuje gatunek ludzki, zdecydowalibyście się uciec od niego ponad 62 miliony kilometrów? Gdyby jutro zadzwoniła do Ciebie NASA, że na podstawie wszystkich danych zebranych przez technologicznych gigantów wychodzi, że jesteś idealnym kandydatem czy kandydatką na bycie częścią pierwszej grupy kolonizatorów na Marsie, jaka byłaby Twoja decyzja? Nawet hipotetycznie zakładając, że sam przelot i lądowanie nie są w żaden sposób zagrożone, nie umrzesz w kosmicznej pustce pozostawiając tam ciała uwięzionego we wraku rakiety i ogólnie wszelkie założenia dotyczące początku procesu kolonizacji powiodą się bez przeszkód.


Średnio raz na miesiąc myślę o emigracji z Polski, ale Mars byłby przesadą. Z drugiej strony, czy nowa planeta dałaby ludzkości możliwość rozpoczęcia wszystkiego od nowa? Utopie pozostają utopiami, bo wieki rozwoju ludzkości narzuciły ramy, z których nie da się uciec. Czy zaludnienie Marsa, nieważne czy nastąpiłoby za 100 czy 500 lat, zdjęłoby te kajdany? Ziemskie rządy i korporacje musiałyby rozwinąć życie na innej planecie, ale historia kraju, który dał nam Curiosity i Perseverance mogłaby się powtórzyć. Tak jak Europejczycy popłynęli przez ocean żeby wyciąć wszystko co tamtejsze, przejąć, a później ogłosić niepodległość, tak na Marsie historia mogłaby się powtórzyć. Tylko trzeba pamiętać, że Amerykanie ostatecznie przez 200 lat nie tylko zdobyli niezależność od reszty świata, ale kompletnie go zdominowali. Może marsjańska ludzkość zrobiłaby to samo? Pewnie dla dobra wszystkich.


Jest też scenariusz bardziej pesymistyczny. Kolonia na Marsie mogłaby odnowić Zimną Wojnę, tym razem z Chinami w miejscu ZSRR, a łaziki eksploracyjno-badawcze zostałyby zastąpione przez łaziki militarne. W sumie lubiłem walki robotów w TV. Wersja kosmiczna mieni się jeszcze ciekawiej. Dwie wielkie potęgi bijące się o ziemię, która w marzeniach była planem B na wypadek ostatecznego zdemolowania Ziemi. Wojny wartych miliardy dolarów gór metalu zniszczyłyby Marsa jeszcze przed osiedleniem się na nim człowieka. Ludzkość 1:0 Kosmos, z mocnym atakiem na drugą bramkę na planecie matce.


A może nigdy nie dojdzie do żadnego z tych scenariuszy? Będziemy wysyłać na czerwoną planetę kolejne łaziki, szukać nie znajdując niczego obiecującego, może poza odrobiną śladów wody wyparowanej lata temu? W końcu przyjdzie czas na łazika Gardener, który zbuduje na Marsie pierwszą szklarnię z pomidorami. Te zgniją 62 miliony kilometrów od najbliższego człowieka, będąc jedynie ciekawostką, którą pozachwycamy się przez kilka tygodni. Bo chociaż miewam wątpliwości, czy eksploracja Marsa jest tym, co teraz najważniejsze, czy jest coś bardziej pobudzającego wyobraźnię i pozwalającego oderwać się od wszystkiego, co przyziemne?

Wpisy

Pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Feminista. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.