/

Po kole, linii czy sinusoidzie?

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Koronawirus miota mną od prawej do lewej. Humor zginął gdzieś w lejącym się na mnie z Wiejskiej potoku przygnębiającego informacyjnego bagna. Najchętniej pisałbym, idąc w ślady Joyce’a, strumień świadomości, ale ktoś by mnie posądził o megalomanię, a i talentu mi brakuje do takich zabiegów. W takim razie do sedna. Czy wszyscy zdaliśmy już sobie sprawę, że przeżywamy obecnie epokowe wydarzenie?


Na pierwszym roku licencjatu na dziennikarstwie miałem przedmiot, który nazywał się socjologia mediów, chociaż ze względu na prowadzącą, dr Karolinę Brylską, powinien nazywać się: Półtorej godziny tygodniowo otwierania okien na świat i intensywnych ćwiczeń szarych komórek. Któregoś razu prowadziliśmy dyskusję – historia jest okręgiem, linią czy sinusoidą? Wszystko już było i jedyne co się zmienia, to tło, które przejawia się, na przykład, w ewolucji technologii, czy idziemy do przodu i każdy dzień daje światu coś nowego? Kapuściński napisał w „Podróżach z Herodotem”, że „W człowieku, który uważa, że wszystko już było i nic więcej nie może go zdziwić, umarło to, co najpiękniejsze – uroda życia”. Jeżeli przyjmiemy, że historia jest okręgiem, stawiamy się wszyscy w pozycji trybików, statystów, żyjących swoje małe życia, bez większego wpływu na przebieg spektaklu. Przy sinusoidzie mamy pewien wpływ na odchylenia krzywej, ale w dalszym ciągu żyjemy jako ludzkość od wychylenia do wychylenia. Tylko jak wierzyć w linię, jeżeli tak trudno nie widzieć kolejnych powtarzalności w historii świata?


Pandemia koronawirusa nie jest czymś, czego świat już nie widział. Można napisać więcej. Co sto lat, na przełomie lat 10. i 20., coś złego spotykało ludzkość. Jeżeli globalne ocieplenie nie zabije nas w przeciągu pół wieku, za dziewięćdziesiąt lat wszystkie rządy powinny się przygotować na nadciągającą katastrofę – będą mogły być pewne, że nadejdzie. Nie chcemy na co dzień myśleć, że może nas spotkać coś złego. Moje pokolenie, przyzwyczajone do wygody, spokoju i hiperbolizowania pierdół do poziomu wielkich życiowych tragedii, pierwszy raz dostaje od świata porządne lanie po dupskach. Może stąd moje przerażenie całą sytuacją? Nigdy nie dostałem od rodziców nawet małego klapsa, więc tak szybkie przejście do lania w tyłek kablem od żelazka może człowieka sponiewierać.


Dwa tygodnie temu starałem się przekonywać Was do pythonowskiego podejścia „Always look on the bright side of life”. Nie jest to łatwe, kiedy dookoła nas giną tysiące ludzi. Do knajpy wchodzi Chińczyk i zamawia nietoperza. Brzmi jak początek żartu, prawda? Tymczasem ta jedna brzydka latająca kreatura zmieni losy świata. W takim razie uroda życia, w rozumieniu Kapuścińskiego, jeszcze we mnie pozostała. Zadziwiło mnie to jak cholera. Nietoperz zabijający tysiące ludzi, roznoszący w proch gospodarki i światową politykę. Brzmi jak nowy scenariusz twórców „Morderczej opony”.


Pandemia się kiedyś skończy. Może za dwa miesiące, może za pół roku. W Polsce miłościwie nam panujący zapewnią nam kolejny skok zachorowań w drugiej połowie maja, ale na to, cytując klasyka, szkoda strzępić ryja. Wychodzi na to, że ich elektorat ma to gdzieś, a betonem są w stanie, po raz kolejny, wygrać. Są jednak sprawy większe od naszej krajowej polityki. O 2020 r. będą pisać w podręcznikach. Problem polega na tym, że pandemia jest początkiem, katalizatorem zmian, a nie zmianą samą w sobie. Na razie mamy prawo o tym nie myśleć, ale po jej zakończeniu obudzimy się w innym świecie – przede wszystkim politycznie. Z tym że Polska, z tym czy innym człowiekiem pod żyrandolem, nie będzie nawet w pokoju z podejmującymi decyzje, nie mówiąc już o siedzeniu z nimi przy jednym stole. Muszę więc zakończyć na smutno, ale dziś trudno o inne myślenie – Moi Drodzy, pomimo ocieplenia pogody, brace yourselves, winter is coming.

 

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.