/

Podstawa programowa im. JPII

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Też tak macie, że widząc w tytule lub leadzie artykułu nazwisko Czarnek jesteście pewni, że za minutę złapiecie się za głowę z zażenowania? Rząd nie miał już widocznie więcej pomysłów na pokazanie swoim przeciwnikom środkowego palca, więc usadził jakiś czas temu na czele polskiej edukacji człowieka bez większego naukowego dorobku, którego wszystkie pomysły opierają się na wyplewieniu wszystkiego co niekatolickie i nieprawicowe. I z każdym dniem ten „patriotyczny” orzełek coraz śmielej macha skrzydłami w locie.


Dla wszystkich, którzy ministra mają już na tyle dosyć, że nie śledzą jego kolejnych wielkich idei, mały skrót: z encyklik Jana Pawła II chciałby nauczać wiedzy o społeczeństwie, przedsiębiorczości, języka polskiego i, co najlepsze, seksualności. Pomysł o tyle zabawny, co przerażający (jak wiele działań rządu) z kilku powodów.


Po pierwsze, najbardziej oczywiste, naprawdę tak niewiele mamy autorytetów z dziedziny ekonomii, czy socjologii i politologii, że dzieciaki mają się uczyć przedsiębiorczości i WOS-u z encyklik głowy jednego z wyznań istniejących na świecie? Odwracając nieco pytanie, czy ktokolwiek traktuje Karola Wojtyłę jako autorytet w tych dziedzinach? Czy jest on autorem jakiejkolwiek unikatowej teorii z zakresu którejś z tych nauk lub przynajmniej ukończył w tym kierunku studia? Odpowiedź na te pytania jest oczywista. Co do języka polskiego, teoretycznie żaden problem. Pisał dużo, tworzył w różnych gatunkach, na przestrzeni ostatnich dekad był z całą pewnością całkiem poczytnym autorem, głównie przez swój zawód w Rzymie. Jeżeli weźmiemy pod uwagę tylko to, teksty Jana Pawła II na lekcjach języka polskiego, filozofii czy etyki są zrozumiałe. Nie jest to jednak jedyny problem związany z Wojtyłą.


Zmiany społeczne, przebudzenie millenialsów i ogrom autodestrukcyjnych działań polskiego kościoła katolickiego doprowadziły do sytuacji, w której w końcu możemy szczerze porozmawiać o pontyfikacie Jana Pawła II. Bez czołobitności, przesadnego przywiązania i wytworzonej przez lata aury nietykalnej legendy. Tego procesu nie powstrzymają już krzyki o ataku na kościół i katolików, lewackiej propagandzie czy innych bajkach. Nikt nie chce kamieniować Karola Wojtyły, zrzucić go z piedestału za wszelką cenę. Prawda jest taka, że jego sprawa jest jedynie kolejnym krokiem walki z pedofilią w kościele katolickim. I tu znowu, nikt na tym etapie nie mówi, że Jan Paweł II był pedofilem. Jednak kolejne doniesienia bardzo wyraźnie wskazują na fakt, że będąc głową kościoła katolickiego tę pedofilię ukrywał. Miejsca w historii Polski, dzięki działaniu na jej rzecz w okresie PRL-u, nikt Wojtyle nie odbierze. Jest to fakt niepodlegający dyskusji. Jednak zasługi na jednym polu nie dają immunitetu od innych przestępstw. A takim z pewnością byłoby ewentualne ukrywanie pedofilii w podległej sobie organizacji. Jeżeli cała dyskusja zakończy się konkluzją, że Jan Paweł II naprawdę nie wiedział o pedofilii w kościele katolickim, jego teksty w szkołach nie będą żadnym problemem. Jednak jeżeli okaże się, że było inaczej, czy rozsądnym będzie uczyć dzieci na podstawie twórczości kogoś, kto przez lata miał pozwalać na ich krzywdzenie?


Do tego ta seksualność. Słyszałem od znajomych jak wyglądają „nauki przedmałżeńskie” przed ślubami kościelnymi. Jak ktoś chce się w to bawić, ma to tego pełne prawo, ale zrzucanie tego na całe społeczeństwo to jakaś nowa forma sadyzmu. Nie zapominajmy też o stanowisku Jana Pawła II względem antykoncepcji w czasach szalejącego AIDS, kompletnego nieprzystosowania nauczania kościoła do realnych zachowań nastolatków i faktu, który trzeba w tym kraju powtarzać bez przerwy, że nie każdy musi być katolikiem i kierować się prawami tej religii.


Na ministrze Czarnku zacząłem, to i na nim zakończę. Wszyscy pamiętamy chaos wywołany rządami Anny Zalewskiej w MEN-ie. Wtedy wydawało nam się, że gorzej być nie może. Przemysław Czarnek udowadnia jednak, że zawsze może być gorzej. Sprzątanie edukacji po rządach Zjednoczonej Prawicy będzie niesamowicie żmudnym procesem, a pomysły dotyczące twórczości Karola Wojtyły w czasach tak dla tej postaci niewygodnych (a nie wiemy co stanie się w jego kwestii niedługo) to tylko jeden z wielu kłaków kurzu, które pozostawi po sobie czarnkowa krucjata.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.