Centrum Kapuścińskiego

„Bratanki? 11 niezwykłych portretów” to wyjątkowa pozycja, która przedstawia sylwetki jedenastu osób związanych w różny sposób jednocześnie z Polską i Węgrami. Książkę napisało pięcioro absolwentów i studentów Uniwersytetu Warszawskiego. Wydała ją Fundacja Centrum Badań i Edukacji im. Ryszarda Kapuścińskiego. Promocja odbyła się 10 marca 2016 roku w Faktycznym Domu Kultury w Warszawie.

 

Hisilicon BalongCo łączy Polaków i Węgrów? – na to pytanie próbowali odpowiedzieć autorzy książki „Bratanki?”. Na zdjęciu od lewej Piotr Radecki, Agnieszka Czapla, Oliwia Siwińska, Krzysztof Varga, Stanisław Zawiśliński, Anna Kiedrzynek i Bartosz Wróblewski, na zdjęciu w tle László Topolcai – jeden z bohaterów tomu (fot. Natalia Tacij)

 

Spotkanie rozpoczęło się o godzinie 19.00. Poprowadził je Piotr Radecki, krytyk filmowy, dziennikarz i redaktor. Wśród gości , którzy pojawili się na wydarzeniu, było czworo z pięciu autorów promowanej książki: Agnieszka Czapla,  Anna Kiedrzynek, Oliwia Siwińska i  Bartosz Wróblewski (Alicja Karasińska nie mogła się zjawić), Stanisław Zawiśliński – dziennikarz, krytyk filmowy, wykładowca, pomysłodawca przedsięwzięcia, redaktor tomu oraz prezes Fundacji Centrum Badań i Edukacji im. Ryszarda Kapuścińskiego, a także Krzysztof Varga – pisarz, publicysta, a w tym przypadku przede wszystkim bohater jednego z jedenastu niezwykłych portretów.

 

Zaraz po przywitaniu publiczności, Piotr Radecki zapowiedział gościa specjalnego z Budapesztu: przez Internet połączono się z Grzegorzem Takácsem,, jednym z opisanych w książce ludzi o podwójnej, polsko-węgierskiej tożsamości: Grzegorz ma matkę Polkę i ojca Węgra. Z wykształcenia jest polonistą, z zamiłowania nauczycielem baletu, a zawodowo zajmuje się efektami wizualnymi w filmach amerykańskich. Zgodnie z jego słowami do swojej tożsamości dojrzewał powoli – początkowo inność mu ciążyła, chciał być Węgrem, kimś, kto nie wyróżnia się z tłumu. Dopiero w wieku licealnym zaczął doceniać swoje pochodzenie, nabrał do niego dystansu i zaczął je postrzegać jako niesamowity dar. Dziś twierdzi, że ta podwójna tożsamość pozwala mu „wybrać nowy punkt widzenia w każdym momencie życia”, w zależności od tego, w jakim języku akurat myśli. Postrzeganie rzeczywistości przez pryzmat – odpowiednio języka węgierskiego lub polskiego – umożliwia mu dostrzeżenie innych perspektyw, możliwości, ułatwia zrozumienie pewnych zachowań i wydarzeń. Swoją małą córkę wychowuje również w tym duchu, choć nie wyklucza, że i ona będzie w przyszłości przechodziła okres buntu wobec swojej polskości.

 

O swoich doświadczeniach dotyczących polsko-węgierskiego pochodzenia opowiedział również Krzysztof Varga. Odwrotnie niż Grzegorz Takács, on zdecydował się żyć w  Polsce, jednak również przez długi czas miał problem z pełnym zaakceptowaniem swojej tożsamości. Wakacje, które jako dziecko spędzał z rodzicami na Węgrzech, wspomina z dystansem, traktował je jako rodzaj przymusu. Mówił, że rodzice go tam „wywozili”. Impulsem do poszukiwania węgierskich korzeni była dla Vargi śmierć taty – Węgra, przed jedenastu laty. Od tego czasu często wraca do ojczyzny ojca, która stanowi inspirację dla jego twórczości.

 

IMG_20160310_192140Grzegorz Takács opowiadał, że na Węgrzech był „tym Polakiem”, a w Polsce „tym Węgrem” (fot. Natalia Tacij)

 

Rozmowę przeplatały refleksje gości na temat języków – polskiego i węgierskiego, ich odmienności i specyfiki. Grzegorz Takács opowiadał o swoich pierwszych wrażeniach dotyczących polszczyzny – zwrócił uwagę na naszą tendencję do zdrabniania, której zresztą w języku polskim nienawidzi Krzysztof Varga. – Polacy są słodcy. Bardzo dużo ogromnych dzieci – skomentował to Takács.

 

Podczas spotkania zaprezentowano też kilka innych postaci opisanych w książce. Krótkie filmiki, zawierały fragmenty „11 niezwykłych portretów”, a potem okraszone były komentarzami autorów, którzy przygotowywali konkretne sylwetki. O Rozalii Leśniak opowiadał Bartosz Wróblewski – była to kobieta przesiedlona w 1943 roku z Polski do Węgier, która po wojnie postanowiła tam zostać. Przez całe swoje życie starała się pielęgnować w sobie polskość, choć sama nie mogła często wracać do ojczyzny – było to dla niej zbyt bolesne. Wciąż śniła jednak po polsku. W zeszłym roku, w wieku 93 lat, zmarła. Krisztina Jerger, o której pisała Anna Kiedrzynek, jest córką kobiety, która podobnie jak Rozalia Leśniak, została podczas wojny wywieziona do Węgier. W Polsce zginęła cała rodzina Barbary. Krisztina traktowała swoją opowieść jako próbę rozliczenia się z własnym poczuciem winy, że za życia matki nie dowiedziała się więcej o jej traumie przywiezionej z Polski.

 

Żeby zebrać materiały do książki, autorzy pojechali na Węgry w kwietniu 2013 roku
(fot. Natalia Tacij)

 

László Topolcai przyjechał do Polski na trzy miesiące jako student. Został tu na trzy lata. Do dziś zatrzymał swoją polską legitymację studencką. Zakochał się w polskim języku i polskiej muzyce. Marzena Jagielska promuje kulturę polską na Węgrzech. Założyła tam Niezależną Grupę Menadżerów Kultury, a od 2013 roku prowadzi w Budapeszcie księgarnię z przekąską „Gdańsk”, w której można kupić m.in. polskie książki. Te dwie postaci związane z kulturą polsko-węgierską stały się pretekstem do krótkiej dyskusji na temat tego, czy Polska jest nadal atrakcyjna dla Węgrów. Była taka w czasach PRL-u, kiedy do naszego kraju przedostawały się wpływy z Zachodu i odbywały się festiwale muzyczne, jak choćby Jazz Jamboree. – Zbratanie Polski i Węgier jest teraz na innym poziomie – nie na poziomie kultury – mówił Krzysztof Varga, który uważa, że obecnie odbywa się to raczej w sferze sportu. Węgrzy coraz chętniej interesują się polskimi wydarzeniami sportowymi, zwłaszcza piłką nożną. Varga zaznaczył jednocześnie, że polska literatura wciąż jest na Węgrzech popularna.

 

Publiczności przedstawiono też Erzsébet Szenyán i Tadeusza Olszańskiego. Erzsébet Szenyán to przede wszystkim tłumaczka i przyjaciółka Ryszarda Kapuścińskiego. To jej słowa wspomniano podczas dyskusji na temat języków: „Węgierski dyscyplinuje polszczyznę. Gdy tłumaczę, muszę tę słowiańskość ujarzmić”. Tadeusz Olszański, znany polski dziennikarz i publicysta, łączy swą polskość z węgierskością poprzez swoje dwie pasje – kuchnię i literaturę. Przetłumaczył m.in. „Chłopców z Placu Broni” Ferenca Molnára, ponieważ nie zgadzał się z przekładem Janiny Mortkowiczowej, które według niego zmieniało sens oryginału.

 

Oprócz wspomnianych wyżej osób, w książce „Bratanki? 11 niezwykłych portretów” opisano również Gábora Zsille, Miklósza Mitrovitsa i Milenę Wartecką.

 

Podczas spotkania padło pytanie o pomysł na książkę, która poszukuje związków między Polską a Węgrami. Zgodnie z odpowiedzią redaktora Stanisława Zawiślińskiego, jedną z inspiracji było poznanie Małgorzaty Takács, matki Grzegorza Takácsa, która do dziś pracuje w Instytucie Polskim w Budapeszcie. Ta wieloletnia znajomość zaowocowała poznaniem wielu osób, miejsc i historii, dotyczących Węgier i Polski, o których warto było opowiedzieć. Tego zadania redaktor postanowił podjąć się ze swoimi studentami.

 

Hisilicon BalongTeksty zebrane w tomie można czytać zarówno po polsku, jak i po węgiersku (fot. Natalia Tacij)

 

Promocja książki „Bratanki? 11 niezwykłych portretów” zakończyła się wspólnym zdjęciem autorów, gości i wydawcy. Gorące oklaski i kolejka do kupna książki świadczyły o sukcesie przedsięwzięcia.

 

Magdalena Gontarek

 

Czytaj także fragmenty tekstów z książki „Bratanki?”:
ojciec Polak, matka Węgierka, wojna w tle – opowieść Tadeusza Olszańskiego,
dlaczego Milena Wartecka pokochała Węgry?,
jak Gábor Zsille uczył się polskiego?,
Rozalii Leśniak normalne życie w Budapeszcie,
zmagania z węgierskością Krzysztofa Vargi.

 

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Chińskie duchy jedzą ananasy

Chińskie duchy jedzą ananasy

"Chińska herbata i tradycyjne pao na śniadanie, po południu zwiedzanie...
Prof. Wolny-Zmorzyński: Aleksijewicz dopuściła do głosu każdego pokrzywdzonego

Prof. Wolny-Zmorzyński: Aleksijewicz dopuściła do głosu każdego pokrzywdzonego

Wywiad Agnieszki Kapeli
Koczownicy z dachu świata

Koczownicy z dachu świata

Fotoreportaż z Czangtangu

1 comment

  1. pjekks says:

    Cze 2, 2017

    Odpowiedz

    2,5 tys. km. z Włoch do Bośni? gdzie, jak? nawet mierząc z Palermo przez Triest do Srebrenicy wychodzi mniej!

Name required

Website