/

Polski problem nr 1

 

Ciągłe życie przeszłością, brak akceptacji dla inności, ignorancja, cebulactwo, a może wszystko naraz? Studenci pierwszego roku dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego oceniają, co sprawia, że nasz kraj nie jest tak dobrym miejscem do życia, jakbyśmy chcieli.

 

„Czy pani wie, że jest taki kraj, który powinien mieć w herbie – zamiast orła – rozwścieczonego indyka z tubą wazeliny w szponach, na tle dwu nahajek z bielonego klozetu z serduszkiem?” – pisał Marek Hłasko w opowiadaniu „Umarli są wśród nas” (fot. Pixabay.com)

 

 

Kraj do d***?

 

Niezaprzeczalnym faktem jest, że Polska miała wyjątkowo trudną historię, zwłaszcza współczesną. W ciągu 100 lat przetrwaliśmy I wojnę światową, walczyliśmy o odzyskanie niepodległości, biliśmy się o wolność podczas II wojny światowej, przez ponad 40 lat żyliśmy pod jarzmem komunizmu. Takie 100 lat mogłoby zniszczyć niejeden naród. Jednak od ostatnich wydarzeń w 1989 roku minęło już prawie 30 lat, a my nadal pozostaliśmy myślami w tamtym czasie. I rzeczywiście, w pewnym stopniu wydarzenia te mogą nam służyć jako rodzaj obrony i wytłumaczenia, kiedy rozważamy, dlaczego nie jesteśmy na takim poziomie jak niektóre inne kraje europejskie. Przecież Niemcy, Francja czy Wielka Brytania miały o wiele większe możliwości rozwoju i o wiele większy potencjał ekonomiczny przez lata, kiedy nami rządzili partyjni komuniści jak Gomułka czy Gierek. Bez wątpienia ma to ogromne znaczenie, jeśli rozmawiamy o tym, jak dziś wygląda i radzi sobie Polska. Ale szansę na jakiekolwiek zmiany na lepsze mamy tylko wtedy, kiedy zaczniemy patrzeć w przyszłość, zamiast zapamiętywać się w tym, co było dla nas najtrudniejsze

 

Najbardziej przygnębiające jest to, że w taki sam sposób myślą nasze „elity”, intelektualne i polityczne – osoby, które mają budować nową Polskę. W jaki sposób prości ludzie mają patrzeć z otwartym umysłem do przodu, jak mają wierzyć w ten kraj, jeśli nie robią tego nawet ci, którzy są za niego bezpośrednio odpowiedzialni?

 

Skutkiem takiego podejścia do spraw Polski pośrednio jest zła sytuacja ekonomiczna i gospodarcza. Pośrednio, bo spowodowane jest to stanem politycznych stosunków wewnętrznych w naszym kraju. Wystarczy włączyć pierwszy lepszy serwis informacyjny w telewizji lub otworzyć pierwszą z brzegu gazetę, aby znów usłyszeć o kłótniach, przepychankach, wzajemnych oskarżeniach pomiędzy ludźmi, którzy powinni w porozumieniu starać się rozwijać Polskę. Czy nie mamy już tego dość?

 

Magdalena Gontarek

 

By żyło się lepiej…

 

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej gwarantuje każdemu wolność wypowiedzi. Wiele osób boi się jednak publicznie wygłaszać swoje poglądy z obawy przed atakiem ze strony współrozmówców. Wynika to z braku akceptacji inności. Czemu tak trudno Polakom zrozumieć, że różnorodność jest piękna i wynika z niej znacznie więcej korzyści niż problemów? Przecież gdybyśmy wszyscy byli tacy sami, życie byłoby nudne…

 

Najbardziej widoczny podział w polskim społeczeństwie to ten na arenie politycznej. Ludzi dzieli się na zwolenników PO lub PiS, reszta partii nie jest brana pod uwagę. Różnica w poglądach to nic złego, wręcz przeciwnie. To dobrze, że istnieje u nas pluralizm polityczny i różne wizje rozwoju państwa ścierają się ze sobą. Niestety w Polsce większość rozmów o polityce kończy się awanturą. Nie potrafimy zaakceptować tego, że ktoś może mieć inny pogląd na daną sprawę niż my. Na siłę próbujemy go przekonać, że nasz i tylko nasz punkt widzenia jest właściwy, a on się myli. Z trudem przychodzi nam nawet samo wysłuchanie racji i argumentów drugiej strony. Większość debat politycznych kończy się kłótnią. Każdy uparcie obstaje przy swoim. Doszło do tego, że o zwolenniku przeciwnej partii nie potrafimy mówić inaczej niż z pogardą, obraźliwe określenia jak „pisuar” (o wyborcach PIS) czy „platfus” (o popierających PO) są na porządku dziennym.

 

Problem inności nie dotyczy tylko koloru skóry, wyznania czy orientacji seksualnej. On dotyczy niestety praktycznie wszystkiego. Niezbyt życzliwie patrzymy na osoby prowadzące inny tryb życia niż my, mające inny system wartości, zainteresowania. Ktoś kibicuje innemu klubowi piłkarskiemu? Jak może, przecież oni są beznadziejni. Słucha tego zespołu? Przecież oni wyją, a nie śpiewają. Lubi książki tego pisarza? Przecież to grafoman. Zachwyca się grą tego aktora? Przecież to drewno. Dlaczego obrażamy idoli innych, negujemy ich wybory? Każdemu ma prawo podobać się co innego i to jest właśnie piękne.

 

Karolina Chojnacka

 

 

Polacy – „ciemny lud”?

 

Człowiek w swoich decyzjach posługuje się rozumem, który pomaga mu rozwijać się i poznawać złożoność świata. Niestety wśród Polaków nadal problemem jest ignorancja – brak wiedzy o istotnych sprawach obywatelskich i niechęć do jej zdobywania. Polak-ignorant jest zaś łatwym obiektem manipulacji.

 

O rosnącej niechęci Polaków do książek, które niewątpliwie mogłyby rozwinąć ich erudycję, wiadomo nie od dziś. Badania przeprowadzone przez Bibliotekę Narodową budzą przerażenie – tylko 41% Polaków przeczytało chociaż jedną książkę w 2014 r., a 10 milionów nie ma ani jednej książki w domu. Dla porównania w Szwecji wskaźnik ten wynosi 90%, a w Holandii 86%.

 

Efekt? Nie jesteśmy traktowani poważnie przez polityków, którzy stale wykorzystują naszą naiwność w kampaniach wyborczych. Do historii przeszła już wypowiedź Jacka Kurskiego (obecnego prezesa zarządu TVP) dotycząca działalności dziadka Donalda Tuska w Wehrmachcie, którą wykorzystywało w swojej kampanii Prawo i Sprawiedliwość. „Z tym Wehrmachtem to lipa, ale jedziemy w to, bo ciemny lud to kupi” – powiedział Kurski w rozmowie z Tomaszem Lisem przed nagraniem w studiu radia TOK FM. A „ciemny lud” kupuje dalej. W ostatnich wyborach na Prawo i Sprawiedliwość zagłosowało 37,58% uczestniczących w wyborach, zapewniając partii Jarosława Kaczyńskiego większość w Sejmie. Próba wprowadzenia mediów narodowych poprzez zwalnianie zwolenników poprzedniej partii rządzącej i zastępowanie ich dziennikarzami przychylnymi wobec PiS-u oraz zamieszanie związane z funkcjonowaniem Trybunału Konstytucyjnego – oto do czego doprowadziła Polaków chęć „dobrej zmiany”. Czy przeczytali chociaż program wyborczy partii, czy też może kierowali się tylko niechęcią dla partii rządzącej i „dobrym radom” zasłyszanym w kościele?

 

Wizja Polaka-ignorata odżywa też w kontekście polskiej polityki historycznej. Kreujemy się na dumnych patriotów, chociażby poprzez przywracanie pamięci o bohaterach II wojny światowej i ofiarach stalinizmu. Ogromną popularnością (ponad 225 tysięcy polubień na Facebooku) cieszą się koszulki z wizerunkiem żołnierzy wyklętych i polską husarią produkowane między innymi przez firmę RED IS BAD (z angielskiego „Czerwień jest zła”), reklamującą się jako „patriotyczna i wolnościowa marka odzieżowa”. Tu właśnie pojawia się problem – promujemy „patriotyzm”, jednocześnie prowadząc politykę nienawiści wobec ludzi, którzy ulegli systemowi czasów PRL-u. Nie możemy przecież wymazać lat 1945-1989 z narodowej świadomości – to też jest część naszej historii. Tymczasem organizowany przez Młodzież Wszechpolską Marsz Niepodległości gromadzi tłumy młodzieży skandujących: „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści!”. Krzyczą to ludzie, którzy po pierwsze nie żyli w czasach realnego socjalizmu, a po drugie niejednokrotnie nie znają polskiej historii współczesnej.

 

Marek Teler

 

Bez kija do rodaka nie podchodź

 

Gdy spytałem moich znajomych, jaki jest największy polski problem, zdecydowana większość z nich używała jednego charakterystycznego słowa: „cebulactwo”. Zatem czym jest „cebulactwo”? Według pierwszych wyników z wyszukiwarki internetowej Google jest to zawistne oraz zazdrosne zachowanie. „Cebulak” to również osoba skąpa oraz chamska. Internetowi encyklopedyści definiujący to pojęcie zauważają również, że „cebulakiem” można być bez względu na wykształcenie czy status materialny.

 

Po wiwisekcji artykułów prasowych, analiz ośrodków badawczych oraz CBOS doszedłem do wniosku, iż podstawa problemu „cebulactwa” leży w polskim kapitale społecznym. Kapitał społeczny w dużym uproszczeniu to poziom relacji społecznych oraz wzajemnego zaufania do siebie jednostek, które dzięki niemu mogą osiągać więcej korzyści.

 

Według badań CBOS na temat wzajemnego zaufania, jakim darzą się Polacy wynika, że tylko 2% spośród naszego społeczeństwa zdecydowanie darzy zaufaniem osoby nieznajome. Tylko 38% ankietowanych ufa rządowi, jeszcze mniej – 30% – darzy zaufaniem sejm oraz senat. Dwudziestoprocentowym mandatem zaufania darzone są partie polityczne. 2/5 naszych rodaków uznaje, że zaufanie do partnerów w interesach na ogół źle się kończy.

 

Im wyższy poziom wykształcenia oraz dochodów, tym wyższe mamy do siebie nawzajem zaufanie. Tą zależność bardzo łatwo zauważyć, patrząc na międzynarodowe rankingi zaufania. Najbardziej ufni względem siebie są Duńczycy, zaraz za nimi uplasowali się obywatele Norwegii, Finlandii oraz Szwecji. Państwa te słyną z dobrego poziomu wykształcenia swych obywateli oraz z ich dobrego usytuowania ekonomicznego względem mieszkańców innych państw.

 

Przed kilkoma dniami stałem w kolejce do rejestracji w przychodni, do której jestem zapisany. Kobieta stojąca przede mną w kolejce zapytała, czy mogę „przytrzymać” jej miejsce w kolejce, a ona skoczy tylko do bankomatu. Była godzina siódma rano, termometr wskazywał dwa stopnie powyżej zera. Wspomniana kobieta wróciła do kolejki po około 20 minutach, z uśmiechem dziękując mi za dotrzymanie naszej małej, kolejkowej umowy. 20 minut to całkiem sporo czasu jak na znalezienie bankomatu, w szczególności w okolicach ulicy Grochowskiej na warszawskiej Pradze. Możliwe, że bohaterka tej historii zrobiła mnie w konia i „wycebulone” 20 minut spędziła w swoim samochodzie z włączonym ogrzewaniem. Możliwe również, że po prostu nie mogła znaleźć tego nieszczęsnego bankomatu. Odpowiedzi na to pytanie nie poznamy już nigdy. Zaufałem jej, bo uważam, że zaufanie procentuje, nawet jeśli zostałem oszukany, to i tak „karma wraca” i nie mówię tu o programie lojalnościowym Pedigree.

 

Filip Folczak