Centrum Kapuścińskiego

Przed wielką imprezą sportową, taką jak Zimowe Igrzyska Olimpijskie, w Polsce pompuje się balonik oczekiwań. Z początku jest niewielki, ale im bliżej zawodów, tym trudniej kontrolować wtłaczaną w niego ilość powietrza. Niewiele osób myśli o tym, że taki pompowany bez opamiętania balonik za chwilę nie wytrzyma. Nie widzimy nic złego w dmuchaniu coraz więcej i więcej. Później następuje moment zdziwienia, gdy pęka on w najmniej spodziewanym momencie.

 

 

 

Gdy balonik kończy swój żywot, wybucha narodowa histeria. Media i kibice mają pretensje do sportowców, że ci nie spełnili oczekiwań. Liczba medali przywieziona przez reprezentację Polski z Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Pyeongchang jest postrzegana jako rodzaj porażki. Zamiast już przed zawodami zrozumieć, że Polacy nie wrócą z nich z workiem złotych krążków, zastanawiamy się, co mogło pójść nie tak. Wyciągamy łatwe wnioski: trenerzy reprezentacji są do wymiany, a sportowcy na Igrzyskach zachowywali się tak, jakby pojechali na wycieczkę za państwowe pieniądze. Często nie znamy realiów tych historii. Często niepotrzebnie nakręcamy spiralę oczekiwań wobec reprezentacji naszego kraju. Robimy to, chociaż nie mamy do tego obiektywnych podstaw.

 

Takie wygórowane wymagania wpływają źle na sportowców i na atmosferę wokół nich. Igrzyska nie były udane dla Zbigniewa Bródki czy Justyny Kowalczyk, ale dla rozsądnie myślącego człowieka nie powinno być w tym nic zaskakującego. „Mieliśmy ostatnio wspaniałe igrzyska, zarówno w Vancouver, jak i w Soczi. Jednak przed Pyeongchang mówiliśmy otwarcie, że powtórzenie tych wyników jest praktycznie niemożliwe (…)” – mówił w Korei prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Andrzej Kraśnicki. Szkoda, że nie wszyscy podzielali jego zdanie.

 

Turystki z karabinami

O tym, jak nieprzyjemne emocje może wśród kibiców wywołać sportowe niepowodzenie, przekonała się Weronika Nowakowska. Biathlonistka była krytykowana za swoje kolejne występy na ostatnich Igrzyskach. Miała dość tego, że w internecie rodacy nazywali ją „turystką”. Nagrała film na Insta Stories, w którym wypowiedziała się niezbyt oględnie: „A wszystkim tym, którzy twierdzą, że przyjechaliśmy na wycieczkę tutaj, to wam powiem, że w du*** byliście i gó*** widzieliście, sorry.” W internecie zawrzało. Kibice się podzielili. Jedni bronili Nowakowskiej, inni ją krytykowali. Kilka dni po opublikowaniu tej wypowiedzi Polki w składzie: Monika Hojnisz, Magdalena Gwizdoń, Krystyna Guzik i Weronika Nowakowska zajęły siódme miejsce w biegu sztafetowym. Prowadziły po trzeciej zmianie, ale występ Nowakowskiej przekreślił szansę na jakikolwiek medal. Po biegu przyznała, że nie wytrzymała presji. „Nie spisałam się na strzelnicy jak należy. Wiało bardzo. W pozycji stojącej byłam przekonana, że pierwszy strzał trafiłam, a było pudło. Generalnie chyba też emocje brały górę. Wybroniłam się przed rundami karnymi, ale to było zdecydowanie za mało, żeby utrzymać to wspaniałe miejsce, które wypracowały dziewczyny. Mam świadomość, że wina za to spadnie na mnie i biorę to na klatę” – mówiła biathlonistka na mecie. Posypały się komentarze, że Nowakowska zrzuca winę na wiatr, który przecież „był taki sam dla wszystkich”. Taki występ sztafety oznaczał, że wciąż jedynym polskim biathlonistą, który przywiózł medal z Igrzysk Olimpijskich pozostaje Tomasz Sikora (srebro w biegu ze startu wspólnego z Turynu).

 

Weronika Nowakowska podczas zawodów w Pyeongchang. Źródło: Dziennik Zachodni

 

W mojej głowie pojawiły się dwa pytania. Po pierwsze, po co sportowcy czytają w trakcie zawodów to, co ludzie wypisują o nich w internecie? Zderzenie się z pękniętym balonikiem oczekiwań do niczego nie prowadzi. Niepotrzebnie rozprasza zawodników przed kolejnymi startami, a na dodatek może być źródłem toksycznej atmosfery, o czym boleśnie przekonała się Weronika Nowakowska. Po drugie skąd nagle cała Polska zna się na biathlonie? Po występie sztafety w mediach społecznościowych można było przeczytać wypowiedzi, które wyśmiewały narzekania biathlonistek na silny wiatr. Z przykrością stwierdzam, że wypowiedź „na strzelnicy warunki dla wszystkich są takie same” świadczy o braku podstawowej wiedzy o biathlonie. Strzelnica ma kilkadziesiąt metrów i nigdy na każdym stanowisku strzeleckim wiatr nie będzie wiał tak samo. Dlatego rozumiem Weronikę Nowakowską, która miała dość ciągłej krytyki (pomijam sposób, w jaki wyraziła swoją złość w słynnym już filmiku). Mało kto śledzi w trakcie sezonu poczynania polskich biathlonistek, ale do oceniania ich chętnych nie brakuje. Można to oczywiście odnieść do każdej grupy sportowców w naszym kraju – przed wielką imprezą grono kibiców i znawców uprawianej przez nich dyscypliny się powiększa, tylko jednak do momentu, gdy można świętować sukcesy. Przed zawodami snujemy wizje, jak znakomicie poradzą sobie polscy sportowcy. Tymczasem rzeczywistość może okazać się zupełnie inna. Gdy wymarzony plan się nie spełni, wsparcie kibiców się kończy, a na zawodników wylewany jest kubeł pomyj. Oczywiście nie wiem, czy to, co o biegu sztafetowym mówi Weronika Nowakowska to prawda czy próba usprawiedliwienia się. Ale wiem jedno – żadna z polskich biathlonistek nie obiecywała, że z Pyeongchang przywiezie medal. Z ust Weroniki Nowakowskiej padło jedynie zdanie, że „drużynę stać na sukces”. Dlaczego na takiej podstawie uroiliśmy sobie, że medal w biathlonie jest pewnikiem? I czy to oznacza, że mamy prawo obrażać polskie biathlonistki?

 

Ze skrajności w skrajność

Po tegorocznych IO na początku marca rozgrywano lekkoatletyczne Halowe Mistrzostwa Świata w Birmingham. Z Anglii Polacy przywieźli pięć krążków, co dało Polsce trzecie miejsce w klasyfikacji medalowej. Złota wywalczyli: Adam Kszczot w biegu na 800m i męska sztafeta 4x400m (w składzie: Karol Zalewski, Rafał Omelko, Łukasz Krawczuk i Jakub Krzewina). Srebra były dziełem Marcina Lewandowskiego w biegu na 1500m i sztafety 4x400m kobiet (Justyna Święty-Ersetic, Patrycja Wyciszkiewicz, Aleksandra Gaworska, Małgorzata Hołub-Kowalik). Brąz zdobył w skoku o tyczce Piotr Lisek. Kibice mieli się z czego cieszyć, a zachwytom nad występami reprezentantów Polski w Birmingham nie było końca – „to były najlepsze halowe MŚ w wykonaniu Polaków”, „piorunująca końcówka mistrzostw!”. Smutne było jedynie to, że w trakcie trwania sezonu sportowcom nie poświęcano zbyt wiele czasu antenowego. Ich dyscypliny (nie tak jak piłka nożna czy skoki narciarskie) były spychane na boczny tor, za to z ich sukcesem utożsamiono się od razu. Niestety dla dużej części kibiców większość lekkoatletów wciąż pozostaje anonimowa. Jeśli nie informuje się na bieżąco o występach i formie polskich sportowców, to o wiele łatwiej jest potem przedstawić tylko jeden punkt widzenia. Niemal nikt nie dysponuje rozległą wiedzą na temat każdej dyscypliny sportu, co media skrzętnie wykorzystują. To oczywiście tylko sprzyja pompowaniu balonika, a później lamentowaniu, gdy pęknie – bo przecież „miało być tak pięknie”. I przez to media bardziej skupiają się na tym, dlaczego w Pyeongchang nie wyszło, niż na tym, że występy Polaków na MŚ w Birmingham były bardzo udane.

 

Polska sztafeta podczas Halowych Mistrzostw Świata w Birmingham. Źródło: SportRadioZET/PAP.

 

Tylko dwa medale?

Przed Igrzyskami prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner mówił o „sześciu, siedmiu szansach medalowych Polaków” (wypowiedź dla Gazety Wyborczej). Tymczasem Polacy w Pyeongchang zdobyli dwa krążki. Oba za sprawą skoczków narciarskich i oba na dużej skoczni: złoty Kamila Stocha i brązowy za konkurs drużynowy (Maciej Kot, Stefan Hula, David Kubacki, Kamil Stoch). Wynik nie oszałamiający, ale też nie dający żadnych powodów do wstydu. Nie każde Igrzyska Olimpijskie Polska musi kończyć w czubie tabeli medalowej. Dwa medale też są piękne, tylko trzeba umieć je docenić. Ale zamiast się nimi cieszyć, wolimy wciąż narzekać i rozpamiętywać niespełnione oczekiwania.

 

Nie ma nic dziwnego w tym, że oczekujemy zdobywania medali. Dziwne jest tylko to, że nie potrafimy spojrzeć na sprawę obiektywnie. Jeśli nie ma zbyt dużych szans na sukces, to nie ma sensu twierdzić, że jest inaczej. Po takim pompowaniu balonika często przychodzi wielkie rozczarowanie. Dzieje się to nie tylko w przypadku takich imprez jak Igrzyska Olimpijskie, wystarczy poobserwować co media serwują swoim odbiorcom, gdy przychodzi czas zgrupowania piłkarskiej kadry narodowej. Kiedy reprezentacja Polski w piłce nożnej pojedzie na Mundial do Rosji to pewnie też po to, by zostać Mistrzami Świata.

 

Katarzyna Sak

 

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Od pomysłu do premiery, czyli jak powstaje film

Od pomysłu do premiery, czyli jak powstaje film

Przebieg produkcji filmowej na przykładzie dokumentu „15 stron świata”
Chemik schodzi na złą drogę

Chemik schodzi na złą drogę

O Kacprze Choromańskim, który zawodowo analizuje krwawe ślady, pisze Anna...
Paweł Cywiński: Biedak ubrany w ideały

Paweł Cywiński: Biedak ubrany w ideały

„Duży Format zmonopolizował reportaż” – rozmowa z Pawłem Cywińskim

Name required

Website