Postapokalipsa za miedzą


W 2019 r., za sprawą serialu HBO, katastrofa elektrowni jądrowej w Czarnobylu stała się „modnym” tematem na świecie. Pomimo zachwytów musimy pamiętać, że jest to historia fabularyzowana, nastawiona na ukazanie katastrofy przez pryzmat Zimnej Wojny. Nie można tego jednak powiedzieć o wydanym w tym samym roku „Czarnobylu. Instrukcjach przetrwania” Kate Brown.


Czarnobyl do dziś budzi grozę. Pomimo zaniżonych przez radziecki rząd statystyk, które do dziś występują w publikacjach na temat katastrofy, sam wybuch w elektrowni jądrowej, której działanie jest niezrozumiałe dla zwykłych śmiertelników, może wywoływać koszmary. Wystarczy powiedzieć, że w dyskusjach na temat tego rodzaju energii, ta katastrofa, która miała przecież miejsce 34 lata temu, dalej jest jednym z głównych argumentów „przeciw”, zaraz obok nie tak dawnego wybuchu w Fukushimie. Z drugiej strony, jest to wymarzone miejsce podróży dla preppersów z całego świata, którzy chcą zobaczyć jak może wyglądać świat po apokalipsie.


Kate Brown trzeba zdecydowanie pochwalić za brak dążenia do szukania sensacji. Jej „Czarobyl” jest poparty tytaniczną, wręcz benedyktyńską pracą w archiwach, w których przegrzebywała nie tylko oficjalne dokumenty, ale też listy od osób pokrzywdzonych w wyniku wybuchu. Jeżeli ktoś liczy, że znajdzie w tej pozycji scenariusz postapokaliptycznego thrillera, może jeszcze przed otwarciem książki sobie odpuścić. Po pierwsze, nie od tego są reportaże (choć niektóre się tym stają). Po drugie, pomimo rozwiniętych opisów, na przykład działania radzieckich lekarek i lekarzy starających się zebrać jak najwięcej danych na temat choroby popromiennej, czy strażaków walczących z radioaktywnymi płomieniami, w książce Brown dostajemy więcej dramatów obyczajowych z szarymi Ukraińcami i Białorusinami w rolach głównych. I możecie być pewni, że nie przejdziecie obok nich obojętnie. Te historie nie zostają na stronach książki po jej zamknięciu.


„Czarnobyl” zdecydowanie nie jest książką dla fanów reportaży, które można pochłonąć w jeden wieczór. Nie chodzi tu nawet o ładunek emocjonalny. Wspomniana przeze mnie imponująca kwerenda archiwalna przeprowadzona przez Brown sprawia, że jest to wymagająca pozycja. Dowiemy się o Czarnobylu wszystkiego, czego możliwie na ten moment możemy, ale będzie to od nas wymagało wysiłku. Zdecydowanie nie jest to zarzut – powiem nawet, że wręcz przeciwnie.


Autorka wyraźnie postawiła sobie za cel odkłamanie wszystkich nieścisłości, półprawd i nieprawd, które zaczęły unosić się nad Czarnobylem praktycznie od razu z radioaktywnimi chmurami. Czy jej się to udało? Nie wypada mi w to wątpić. Ma za sobą zebraną dokumentację oraz relacje pokrzywdzonych i świadków. Czy warto sięgnąć po ten reportaż? Jak najbardziej, ale nie starajcie się go pochłonąć w jeden wieczór, bo na pewno się zadławicie (służba zdrowia ma teraz ważniejsze rzeczy na głowie). Czy „Czarnobyl. Instrukcje przetrwania” Kate Brown ma szansę na Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki 2020? Od kilku lat w „Nowym Folderze” recenzujemy najlepszą dziesiątkę i nad książkami, które recenzuję osobiście, ciąży fatum – żadna z nich nie wygrała, tylko jedna weszła do finałowej piątki (Masha Gessen rok temu, według mnie niezasłużenie). Mam szczerą nadzieję, że Kate Brown przerwie tę wstrętną passę.


„Czarnobyl. Instrukcje przetrwania” („Manual for Survival: A Chernobyl Guide to the Future”)
Autorka: Kate Brown
Tłumaczenie: Tomasz S. Gałązka
Wydawnictwo Czarne
Rok wydania: 2019

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.