Centrum Kapuścińskiego

[spider_facebook id=”2″]

 

Marcel Łoziński, jeden z najwybitniejszych polskich dokumentalistów, odbiera Nagrodę za Wybitne Osiągnięcia w Filmie Dokumentalnym Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Zdjęć Filmowych CAMERIMAGE.

 

Marcel Łoziński od zawsze wiedział, że interesuje go tylko dokument, bo – jak twierdzi – tylko tam można dostać „takie prezenty, których nie dostajesz w fabule” (fot. kadr z filmu „Ojciec i syn w podróży”)

 

Marcel Łoziński (rocznik 1940) urodził się w Paryżu. Jego rodzice, Eugenia Łozińska i Roman Kornecki, byli przedwojennymi polskimi komunistami, którzy ukrywali się we Francji przed stalinowskimi czystkami, podczas wojny działali w Resistance. Marcel spędził pięć lat w domach dziecka, gdzie czasami odwiedzała go matka, po latach wróci do tego w „Toni i jej dzieciach” (2011).

 

Kiedy po wojnie Eugenia Łozińska wróciła z synem do Polski w 1947 roku, Marcel jeszcze nie mówił po polsku. Zamieszkali najpierw we Wrocławiu, a później w Warszawie, gdzie chodził do szkoły podstawowej i liceum. Do tych lat powróci w filmie „Siedmiu Żydów z mojej klasy” (1991).

 

Dobrze radził sobie w szkole, pasjonował się elektroniką i fotografią. Chcąc jak najszybciej osiągnąć niezależność, zdecydował się na naukę konkretnego zawodu. W 1965 roku ukończył Wydział Łączności Politechniki Warszawskiej, przez jakiś czas pracował w „Tonsilu” we Wrześni, ale wolał zostać asystentem operatora Stanisława Niedbalskiego w Wytwórni Filmów Dokumentalnych. Niestety, szybko wyszło na jaw, że ma wykształcenie wyższe, więc został przeniesiony do Wydziału Dźwięku, gdzie jednak nie czuł się szczęśliwy. Za namową żony zdał egzamin na reżyserię w PWSFTViT w Łodzi. Fascynacja filmem okazała się dziedziczna, jego ciotka Elżbieta była żoną Jeana Vigo, legendarnego twórcy francuskiej awangardy. Jak przyznaje Łoziński, twórczość wuja zafascynowała go i wywarła na nim ogromne wrażenie, zwłaszcza „A propos Nicei”.

 

 

Studia ukończył w 1971 roku, debiutując dyptykiem „Zmiana” – „Widziane z dołu” razem z Pawłem Kędzierskim. Po kilku latach spędzonych w telewizji wrócił do WFD, gdzie zrealizował film dyplomowy „Zderzenie czołowe” (1975) – historię kolejarza, który tuż przed emeryturą spowodował wypadek, przekreślając dorobek życia. Wkrótce Łoziński dołączył do Zespołu X, kierowanego przez Andrzeja Wajdę.

 

Naczelny „półkownik” PRL-u

 

Problemy poruszane w filmach Marcela Łozińskiego, a także stosowane rozwiązania warsztatowe wpisują się w historię polityczno-społeczną Polski. Jak to określił Krzysztof Kornacki, „zmienne koleje praktyki twórczej Łozińskiego można by uczynić »przewodnikiem« po ostatnim dwudziestoleciu kultury PRL”. Reżyser należy do pokolenia dokumentalistów, które dokonało przełomu w polskim filmie dokumentalnym.

 

To pokolenie doszło do głosu podczas Ogólnopolskiego Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Krakowie w 1971 roku. Nowi absolwenci łódzkiej Filmówki, wykorzystując czas gierkowskiej odwilży, pragnęli zerwać z konformizmem, pokazać prawdziwą rzeczywistość – odmienną od tej „oficjalnej” obecnej w mediach, objętej cenzurą i ściśle odpowiadającej obowiązującej ideologii.

 

Wprawdzie Marcela Łozińskiego nie było na Forum Stowarzyszenia Filmowców Polskich, gdzie te deklaracje ogłoszono, ale jego filmy znajdują się wśród tytułów, które najlepiej demaskują wpływ propagandowych mechanizmów na mentalność jednostki i całego społeczeństwa. Najlepszym na to dowodem, że spośród kilkunastu filmów, jakie zrealizował przed 1980 rokiem, zaledwie cztery trafiły do oficjalnej dystrybucji: „Wizyta” (1974), wspomniane „Zderzenie czołowe”, „Film nr 1650” (1976) i „Dotknięcie” (1978). Pozostałe trafiały na półki, mimo nagród na zagranicznych festiwalach. W styczniu 1980 roku na życzenie szefa kinematografii został usunięty z WDF, ale po sierpniu ’80 powrócił, by na jednym z ówczesnych burzliwych zebrań o powinnościach filmowców zapytać: „Dlaczego widz nie otrzymał (…) filmu o schizofrenii społecznej, o ludziach podwójnych i potrójnych, dlaczego nie powstały filmy o głębokiej demoralizacji części aparatu władzy, dlaczego nie powstały filmy o głębokiej sprzeczności między myśleniem prywatnym a myśleniem na pokaz?”.

 

Zagęszczanie rzeczywistości

 

O tym właśnie mówiły zatrzymane przez cenzurę filmy Łozińskiego: pełnometrażowy „Jak żyć” (1977, produkcja Zespół X), „Egzamin dojrzałości” (1979) czy „Próba mikrofonu”. Aby dostrzec to, o czym mówił ich twórca, nie wystarczało zwykłe rejestrowanie kamerą, nie wystarczyła słynna metoda „cierpliwego oka” Kazimierza Karabasza, mistrza Łozińskiego z Filmówki. Potrzebne było „zagęszczanie rzeczywistości”, autorska metoda Łozińskiego: „Mamy akwarium – tłumaczył reżyser. – Jest bardzo spokojne, śliczne falują w nim roślinki, rybki spokojnie sobie pływają, piaseczek jest czyściutki. Wiadomo jednak, że w tym akwarium czasami dzieją się burze. Jakaś ryba się zdenerwuje, pogryzie inną, piasek idzie do góry… Gdybym mógł z kamerą i mikrofonem być przy tym akwarium przez miesiąc, to bym takie coś złapał, ale wiem, że nie złapię. Wobec tego ja to akwarium biorę w rękę i lekko nim potrząsam”.

 

 

Skrajnym przypadkiem metody zagęszczania rzeczywistości jest film „Jak żyć”. W trakcie obozu dla młodych małżeństw, prowadzonego przez komunistyczną organizację młodzieżową, filmowcy zasugerowali organizatorom konkurs na wzorowe małżeństwo i podsunęli stosowny regulamin. Jednocześnie między uczestników wprowadzono znajomą parę, która miała udawać małżeństwo nonkonformistyczne. W efekcie zamierzonej prowokacji udało się zarejestrować autentyczne reakcje innych uczestników obozu – rys do portretu społeczeństwa zindoktrynowanego wraz z modelami zachowań, postawami, wszechobecną inwigilacją. Prowokacja jako metoda twórcza? Jak tłumaczy Łoziński, podczas realizacji filmów „stara się wpłynąć na rzeczywistość, a następnie stworzoną sytuację traktować jako otwartą”.

 

Syndrom nieobecności

 

Wraz z ogłoszeniem stanu wojennego nastąpił czas, który określa się mianem „syndromu nieobecności”: racjonalnej polityki kulturalnej, brak wybitnych twórców za kamerami, brak wartościowych filmów na ekranie. Łoziński na własne życzenie wycofuje się z oficjalnego obiegu. Woli dokumentować działania podziemnej „Solidarności”, jest współzałożycielem i realizatorem podziemnych organizacji filmowych „VideoNowej” i „CDN Filmu”. Udziela wywiadów i głośno kontestuje sytuację polityczną coraz gorzej wpływającą na całe społeczeństwo.

 

Kolejne filmy realizuje dopiero w 1986 roku. Są to „Ćwiczenia warsztatowe”, w których demaskuje techniki manipulacji w mediach, oraz „Moje miejsce” – obraz podupadającego Grand Hotelu w Sopocie jako metafora PRL-u. W 1988 roku realizuje film „Świadkowie”, w którym rozmawia z uczestnikami i świadkami „pogromu kieleckiego” z 1946 roku. Te nieliczne tytuły są dowodem na przemiany zachodzące w artystycznej postawie Marcela Łozińskiego: postępujący rozwój i pogłębiona autorefleksja nad uprawianym zawodem. W praktyce oznacza to porzucenie dotychczas obowiązującego w dokumencie języka ezopowego i nośnej w latach 70. metody pars pro toto, kiedy przez wybrany fragment opisywało się całość rzeczywistości. Należało zmienić sposób opowiadania. Jak? Filmy Łozińskiego wskazywały drogę.

 

 

Rozliczenie z przeszłością

 

Po 1989 roku, wraz ze zniesieniem cenzury, filmy Łozińskiego wróciły do oficjalnego obiegu. Ale twórca sięgnął już po nowe wyzwanie. Nadszedł czas rozliczenia z przeszłością, z przemilczanymi dotąd zdarzeniami, z systemem.

 

Czteroczęściowy film „45-89” (1990) Marcela Łozińskiego otworzył tę falę filmów rozliczeniowych. Praca nad nim zaczęła się już w latach 1980-81, a po ogłoszeniu stanu wojennego – reżyser kontynuował ją nielegalnie z pomocą przyjaciół, filmowców z WFD, którzy wykradali archiwalne taśmy. Zamysł twórczy polegał na konfrontowaniu ikonicznych scen z historii PRL-u z wypowiedziami działaczy lewicowej opozycji: Jana Józefa Lipskiego, Lechosława Goździka, Jacka Kuronia i Zbigniewa Bujaka. W ten sposób udało się obnażyć mechanizmy propagandy, a niejako przy okazji powstała – jak to ujął Tadeusz Lubelski – „pierwsza filmowa synteza PRL.”

 

Za namową Andrzeja Wajdy Łoziński zrealizował też pierwszy w wolnej Polsce film o zbrodni katyńskiej – „Las Katyński” (1990). Pojechał do Katynia wraz z pielgrzymką Rodzin Katyńskich, by porozmawiać z miejscowymi i o samej zbrodni, i o strachu, wymuszonym presją NKWD. Córce jednego z zamordowanych oficerów udaje się przerwać milczenie świadków zbrodni.

 

 

Rok później powstaje „Siedmiu Żydów z mojej klasy” – rozrachunek z relacjami polsko-żydowskimi, z przymusową emigracją po marcu ‘68, z kwestią tożsamości, z ciągłymi konfliktami i trwająca mimo upływu lat różnicą zdań.

 

W kierunku dokumentu egzystencjalnego

 

W latach 90. w twórczości Marcela Łozińskiego nastąpił kolejny zwrot – zaczął tworzyć filmy, które krytycy określają jako „egzystencjalne”, czy też filozoficzne. Są to filmy o człowieku, a nie jak wcześniej – o jednostce. Poruszają tematy uniwersalne, uwolnione od kontekstu społeczno-politycznego.

 

Przełomem okazało się nominowane do Oscara „89mm od Europy” (1993), zrealizowane na przejściu granicznym w Brześciu, na styku dwóch kultur, rosyjskiej i zachodniej. Do rangi rytuału urasta tutaj zmiana podwozi wagonów – szyny w Rosji są o 89 mm szersze od zachodnich. Po raz pierwszy Łoziński wykorzystuje tutaj swego syna Tomaszka i jego ciekawość ludzi: chłopiec podchodzi do jednego z białoruskich robotników i zaczyna z nim rozmowę. Staje się, jak córka zamordowanego oficera w „Lesie Katyńskim”, katalizatorem, który po raz kolejny pozwala otworzyć rzeczywistość przed widzem.

 

 

Być może najważniejszym, najbardziej docenianym przez publiczność filmem tego okresu jest „Wszystko może się przytrafić” (1995), w którym Łoziński rejestruje rozmowy sześcioletniego już Tomaszka ze starszymi osobami, spotkanymi w parku. Dziecięca radość życia, niepohamowana wyobraźnia i wiara, że wszystko się może przytrafić, napotyka rozgoryczenie, samotność i zdrowy rozsądek po latach doświadczeń życiowych. Spacer po parku z hulajnogą staje się  metaforą życia, zaś chłopiec – współczesnym Małym Księciem.

 

Wtedy też powstaje „Żeby nie bolało” (1998), w której Łoziński odwiedza bohaterkę zrealizowanej 22 lata wcześniej „Wizyty”. Tamta wizyta z 1974 roku była pretekstem do zilustrowania manipulacji i nadużyć mediów, teraz Łoziński wracając do Urszuli Flis po latach, mówi: „Nie chcę już, żeby mój bohater był jakąś syntezą, teraz zależy mi na tym, aby był przede wszystkim przedstawicielem samego siebie, swojego własnego dramatu”.

 

Co mogę zrobić dalej?

 

W 2013 roku Marcel Łoziński przedstawił plon rodzinnego eksperymentu. To miał być wspólny film, zrealizowany z synem, także dokumentalistą, Pawłem Łozińskim. Miał – bo chociaż obaj udali się w zaplanowaną podróż, podczas której rozmawiali o tym, o czym wcześniej mówić nie mieli odwagi, to w efekcie powstały dwa osobne filmy. W swoim, zatytułowanym „Ojciec i syn w podróży”, Łoziński chciał pokazać relację między ojcem i synem. Skierowanie kamery na siebie porównuje do gestu z „Amatora” Krzysztofa Kieślowskiego: „Do tej pory wykorzystywałem ludzi. Nie boję się użyć tych słów, dokumentalista tak właśnie pracuje – w mniej lub bardziej uczciwy sposób »żywi się« bohaterami, »żeruje« na nich, »wysysa ich«. Teraz postanowiłem iść na całość, opowiedzieć niemal cały film w pierwszej osobie, przekroczyć granicę, do której wcześniej nawet się nie zbliżałem. I dziś naprawdę trudno mi powiedzieć, co mogę zrobić dalej. Ciężko mi będzie zrobić kolejny film, ponieważ mam wrażenie, że tą ścieżką nie da się już pójść. Będę musiał wymyślić coś zupełnie innego…”.

 

„Film dokumentalny bierze się z połączenia opisywanego świata z indywidualnością autora: z jego przemyśleniami, intensywnością patrzenia, z jego wrażliwością i intuicją”  – mówi Marcel Łoziński (fot. kadr z filmu „Ojciec i syn w podróży”)

 

Dużo świeżego powietrza

 

Marcel Łoziński od zawsze wiedział, że interesuje go tylko dokument, bo – jak twierdzi – tylko tam można dostać „takie prezenty, których nie dostajesz w fabule. Na przykład, jakąś scenę, jakąś sytuację”. Od 2003 roku uczy tej trudnej sztuki w Mistrzowskiej Szkole Reżyserii Andrzeja Wajdy. Prowadzi też liczne warsztaty filmowe w kraju i za granicą, szefował międzynarodowym warsztatom Dragon Forum.

 

„Film dokumentalny bierze się z połączenia opisywanego świata z indywidualnością autora: z jego przemyśleniami, intensywnością patrzenia, z jego wrażliwością i intuicją”. Tego właśnie oczekuje od swoich uczniów: pasji i własnych poglądów, tak by pomóc im odnaleźć najlepszy sposób na wyrażenie własnych poglądów. Mówi, że ważne jest, aby powstawały dokumenty „osobiste, wyrażające obawy, nadzieje, zmagania z życiem, stosunek do rzeczywistości , żeby widz powiedział sobie: ja mam takie same problemy i poczuł się mniej samotny”.

 

„Na początku jest to relacja mistrz-uczeń, która z czasem zmienia się w starszy – młodszy filmowiec.” Jak sam przyznaje: „To trudne połączenie, bo młodzi domagają się autorytetów, ale jednocześnie nie chcą być nimi przygnieceni”. A co otrzymuje od młodych dokumentalistów w zamian? Jak sam mówi – „dużo świeżego powietrza”.

 

 

Nawojka Gurczyńska

 

Źródła:
Marek Hendrykowski, „Marcel Łoziński”, Warszawa 2008
Krzysztof Kornacki, „Polityka, psychologia i człowiek – twórczość Marcela Łozińskiego”
„Kwartalnik Filmowy” nr 23/1998
Przemysław Gulda, „Marcel Łoziński – Masterclass: zagęszczanie rzeczywistości”, „Film & Tv Kamera” nr 4/2013
Mirosław Przylipiak, „Polski film dokumentalny po roku 1989”, „Kwartalnik Filmowy” nr 23/1998
http://culture.pl/pl/tworca/marcel-lozinski
http://ninateka.pl/audio/portrety-x-muzy-marcel-lozinski

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Chińskie duchy jedzą ananasy

Chińskie duchy jedzą ananasy

"Chińska herbata i tradycyjne pao na śniadanie, po południu zwiedzanie...
Hanna Polak: Razem z bohaterami walczy o lepsze czasy

Hanna Polak: Razem z bohaterami walczy o lepsze czasy

Z reżyserką, producentką i autorką zdjęć Hanną Polak rozmawia Bartosz...
Prof. Wolny-Zmorzyński: Aleksijewicz dopuściła do głosu każdego pokrzywdzonego

Prof. Wolny-Zmorzyński: Aleksijewicz dopuściła do głosu każdego pokrzywdzonego

Wywiad Agnieszki Kapeli

1 comment

  1. Agata says:

    Maj 3, 2018

    Odpowiedz

    Spoko!

Name required

Website