Przygotowania do skoku


„Nie ma” Mariusza Szczygła. Pierwsza myśl: o czym może być książka o takim tytule? Pierwszy obraz: „Ostatni skok” z okładki, który długo nie daje mi spokoju. Wiem, że przypominają meduzy, ale to spadochrony. (…) że jeszcze nie spadli na ziemię, a już ich nie ma? Rzeczywiście, rozpływają się, a nie dolecieli… –  mówi autor obrazu z okładki. Podczas czytania tej książki przypomniałam sobie, że ja też kiedyś dostanę swój spadochron.

Po lekturze „Nie ma” mam w głowie tyle historii, obrazów i emocji, że siadam do napisania tej recenzji z lekką niepewnością i niezdecydowaniem. Zacznę więc najprościej (a jak się zaraz okaże, najtrudniej) – czyli od tego, czego nie ma. Przeszłości, pamięci, widelców do sera, miłości, życia, fikcji, właściwego koloru, komisji, grobu, siostry, klamek, niebieskich tulipanów – wyliczam za Szczygłem. Jeden z bohaterów, Karol, zapytany przez autora wylicza swoje „nie ma”: bezdechu, wierszy, niepewności i wątpliwości, częstych spacerów po cmentarzu, Boga, poczucia winy… Po odczytaniu tej listy do końca czuję się nieco jak uczeń wywołany do tablicy. Chyba nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nad moim nie ma, zawsze bowiem do tej pory byłam pytana o moje jest, o moje mam. Wreszcie wyrzuciłam z siebie krótko: babci, strachu nocą, egzaminów, kota, albumu ze zdjęciami.

Kto teraz?

Nie ma, czyli co?

Wspólnym mianownikiem dla wszystkich tekstów zebranych w książce jest poczucie pustki, śmierć bliskiej osoby, brak czegoś ważnego, opuszczenie przez rodzinę… – w dwóch słowach „nie ma”. Kiedy czytałam niektóre rozdziały, z początku zastanawiałam się, co mają wspólnego z tematem przewodnim książki. Dopiero w trakcie zaczynałam zauważać coś, co być może bez głównego odnośnika umknęłoby mojej uwadze. Jako że Szczygieł pracował nad tą książką 9 lat, teksty są niezwykle różnorodne, niektóre już nam znane, jak na przykład reportaż „Śliczny i posłuszny” o macosze, która zamordowała swoje przybrane dziecko. Poznajemy historię mało znanej poetki Violi Fischerovej, pisarek żydowskiego pochodzenia Ludwiki i Zofii Woźnickich czy polskiego rzeźbiarza Tomasza Górnickiego. Nie brakuje również rozdziału o wizycie ojca autora w Pradze, powoływania się na jemu bliskie osoby czy czysto osobistych zwierzeń. Jednak nawet jeśli Szczygieł nie mówi wprost o swoich doświadczeniach i emocjach, to książka jako całość jest wręcz intymna, co przyznaje sam autor: Tekst opowiada nie tylko o bohaterze, zawsze jest też ukrytą opowieścią o autorze.

Nie ma formy?

Kto zna prozę Szczygła, ten wie, że formę tekstu doskonale dopasowuje do jego tematu. W „Nie ma” autor przechodzi samego siebie i pokazuje zupełnie inną stronę literatury faktu, wydaje mi się, że do tej pory jeszcze zupełnie nieznaną. W niektórych wywiadach o książce słowo „reportaż” zastępuje określeniami „opowiadania faktu” i „opowiadania eseizujące”. W jednym miejscu zetknęłam się nawet z określeniem „przypowieści filozoficzne”. Jednak, jak przyznaje sam autor na wstępie do książki, wszystkie opisane przez niego historie są prawdziwe, jedynie forma może nas czasem nieco zwieść. Niektórych nie zdziwią wcale poetyckie opisy i nieprzewidywalne zmiany perspektyw, ale fragment, w którym tekst jest przerywany pozostawionym pustym miejscem albo rozdział, w którym znajdziemy tabelkę z Excela – z pewnością zaskoczą wielu czytelników. Można się spierać, czy to nie przerost formy nad treścią. Moim zdaniem ta różnorodność jedynie pomaga we właściwym odbiorze i nadaje każdej części książki z osobna wyjątkowego charakteru.  

Nie ma pamięci

Jeśli ktoś chce usiąść do „Nie ma”, żeby wieczorem zrelaksować się przy gorącej herbacie, powinien wybrać inną książkę. Owszem, nie brakuje w niej lekkich i zabawnych momentów, jednak w swoim odbiorze jest melancholijna, niektóre historie zasmucają, inne denerwują, ale część z nich długo nie daje o sobie zapomnieć. Kilka razy miałam ochotę zamknąć książkę i sięgnąć po coś lżejszego. Jednak szybko się orientowałam, że to była chęć odłożenia myśli o „nie ma”, które przecież i tak jest. Szczególnie ważnym i, niestety, przygnębiającym tematem poruszonym w książce była dla mnie kwestia pamięci. Momentami historie przytaczane przez Szczygła, mówiące o tym, jak subiektywna i zwodna jest nasza pamięć, a także świadomość były nie do uwierzenia . Jedna z bohaterek mówi: Odkryłam, że jak tylko jakaś absurdalna myśl przekradnie się do głowy, to ona ciągnie następną. I zaczynasz brodzić w absurdach, choćbyś wiedział, że one w ogóle cię nie dotyczą. Jednak nie możesz z nich wyjść. Tworzysz na swój temat sztukę, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Nie ma już jest

Tuż po przeczytaniu „Nie ma” obejrzałam „Geniusz” Michaela Grandage. W jednej z końcowych scen główny bohater, powieściopisarz, pyta w rozmowie z filmowym Scottem Fitzgeraldem: Czy jest lepszy rozmówca niż człowiek, który stworzył coś nieśmiertelnego? Coraz bardziej się o to martwię. O spuściznę. Czy za 100 lat ktoś pomyśli o Thomasie Wolfie? A za 10?. Tutaj od razu przypomina mi się zdjęcie Ryszarda Kapuścińskiego z Angoli i jego słowa z „Jeszcze dzień życia”: Wszyscy chcą się fotografować. Teraz mnie. A teraz mnie, camarada, mnie, mmmnnniiieee! Stają wyprężeni, niektórzy salutują. Zostawić ślad, utrwalić się, jakoś pozostać. W książce Szczygła kryje się zatem jeszcze jedna, nieopowiedziana historia i nie wprost wypowiedziany, może niezamierzony, cel jej powstania. Kryje się też pytanie o nasze przyszłe nie ma. Jak mówi często powoływana przez autora Maria Janion: Żyjąc, tracimy życie. Zachęcam więc każdego do sięgnięcia po „Nie ma” Mariusza Szczygła i do refleksji nad swoim „nie ma”, które przecież już jest.


„Nie ma”
Autor: Mariusz Szczygieł
Dowody na Istnienie
Rok wydania: 2018