/

Puszcza czy las?


Jadę do Puszczy Kampinoskiej położonej zaledwie 12 km od granic Warszawy. Czy to możliwe, żeby tak blisko ponaddwumilionowego miasta istniała prawdziwa puszcza lub choćby jej namiastka? Chcę to sprawdzić.

– W obliczu dramatycznych przemian w naszym środowisku naturalnym nasila się tęsknota za dziewiczą naturą. W gęsto zaludnionej Europie Środkowej las uchodzi za ostatni azyl dla ludzi, którzy chcieliby się pławić w nietkniętym krajobrazie. Tyle że takich krajobrazów już nie ma. Pierwotne puszcze padły wieki temu pod ciosami toporów, a następnie zaorały je pługi naszych przodków, trapionych plagami głodu – napisał Peter Wholleben w swojej bestsellerowej książce „Sekretne życie drzew”. Mam te słowa w pamięci, kiedy wysiadam w Izabelinie i kieruję się w stronę siedziby dyrekcji Kampinoskiego Parku Narodowego.

Szybko zepsuliśmy…

Puszcza, pustkowie, dzicz, nieskalana natura – coś przerażającego i fascynującego jednocześnie. Niezdobyta, wspaniała wizytówka potęgi przyrody. Ze względu na wartości przyrodnicze oraz znaczenie społeczne, w 2000 r. Kampinoski Park Narodowy wraz ze strefą ochronną został uznany przez UNESCO za Światowy Rezerwat Biosfery pod nazwą „Puszcza Kampinoska”. Według słownika języka polskiego puszcza to „duży powierzchniowo las, bujnie porośnięty i najczęściej nieprzeobrażony działalnością człowieka, zachowany w pierwotnej formie”. Duży las – to z pewnością można powiedzieć o Kampinoskim Parku Narodowym, drugim co do wielkości obszarze chronionym w Polsce. Czy jednak jest to puszcza przez duże P, nieskalana, zgodnie z definicją zachowana w pierwotnej formie?

– Czy w Puszczy Kampinoskiej są tereny całkiem dzikie, nieprzeobrażone przez człowieka? – zapytałam Piotra Fidlera, przewodnika po Kampinoskim Parku Narodowym. – To nie jest takie proste – usłyszałam. 70 procent puszczy stanowią lasy. Na skutek rabunkowej gospodarki prowadzonej przez człowieka przed założeniem KPN w większości są to młode monokultury sosen. Drzewa rosną pośród skąpego runa leśnego, jedno przy drugim, w równych odstępach jak żołnierze: porządnie, na baczność, każde w tym samym wieku, tej samej wielkości, o tak samo grubym pniu. Są jednak miejsca, gdzie krajobraz jest bardziej zróżnicowany, drzewa rosną gęściej, są stare i młode okazy, oprócz wszechobecnej sosny można dostrzec dęby i modrzewie. Czuć pulsujące życie, objawiające się w tysiącach różnorakich form: leszczyny, trzmieliny brodawkowate, jarzębiny, janowce cierniste i barwierskie, konwalie majowe – to wszystko z rozmachem domaga się istnienia. To bór mieszany, najbardziej typowy i najbardziej pierwotny, zwłaszcza dla wydmowych terenów Kampinosu.

Celem leśników jest, aby lasy mieszane zastąpiły wszystkie bory wyłącznie sosnowe, które nie występują naturalnie. Nie jest to łatwe: las posadzony przez człowieka, przez wiele lat wymaga jego opieki. Prowadzone są wycinki sosen, aby pozostałe okazy miały lepszy dostęp do wody i światła. Pod sosnowym okapem sadzone są gatunki cieniolubne: dęby, graby i buki. Procesy te, tzw. sukcesja, zaszłyby w sposób naturalny również bez interwencji człowieka, jednak działania leśników znacznie je przyspieszają. – To jest taka filozofia: szybko zepsuliśmy, to szybko naprawmy – komentuje przewodnik. Mimo to miną setki lat zanim las zacznie przypominać puszczę rosnącą tu w okresie poprzedzającym niszczącą działalności ludzi.

Pierwsze ślady osadnictwa w rejonie puszczy pochodzą z XIV w. Od tego czasu prowadzono gospodarkę rabunkową: intensywnie wycinano drzewa z dużych obszarów w celu pozyskania drewna i terenów pod wypas bydła, w XIX w. zaczęto meliorować i osuszać grunty, ograniczono wylewy Wisły, która regularnie nawadniała zwłaszcza tereny bagienne, w czasie II wojny okupanci wycinali gatunki liściaste, sadząc szybko rosnące sosny… To wszystko poważnie zachwiało delikatnym ekosystemem.

…szybko naprawmy

Od chwili powstania w 1959 r. Kampinoskiego Parku Narodowego poczyniono wiele kroków mających na celu ochronę i odbudowę unikalnego środowiska. Walczy się ze skutkami melioracji, wycinki drzew i osadnictwa. Najbardziej spektakularnym osiągnięciem jest rozpoczęte w latach 70. XX w. wykupywanie przez KPN od lokalnej społeczności gruntów. Do dziś wykupiono ok. 11 tysięcy hektarów, na których sadzi się lasy sosnowe lub pozostawia się je sukcesji naturalnej. – To ewenement w skali świata – komentuje Fidler.

Prowadzi się również reintrodukcję, czyli wprowadzanie na teren Parku gatunków zwierząt, które niegdyś występowały naturalnie na tym obszarze, ale wyniosły się, bądź zostały wytępione przez ludzi. Jeszcze w latach 50. XX w. przywrócono łosia – dziś na terenie parku mieszka ok. 500 osobników. W następnej kolejności prowadzono reintrodukcję bobra i rysia. Wilk wrócił sam.


Nie ma natomiast litości dla roślin i zwierząt, które sprowadzane w celach gospodarczych lub ozdobnych, rozprzestrzeniły się w Parku zabierając miejsce do życia rodzimym gatunkom, zwłaszcza tym chronionym i rzadkim. Robinia akacjowa, dąb czerwony czy czeremcha amerykańska traktowane są jak chwasty i wycinane nawet z obszarów ścisłej ochrony. Podobnie ogranicza się populacje zawleczonych do Polski drapieżników – norki amerykańskiej i jenota.

Prowadzone są też działania mające na celu regulacje populacji zbyt licznych gatunków np. saren. Gdyby tego zaniechano, mnożący się bez kontroli roślinożercy zniszczyliby wszystkie pokolenia drzew będące w ich zasięgu, co z kolei zaburzyłoby równowagę w świecie roślin. – W prawdziwej naturze wszystko regulowałoby się samo, ale tu nie ma szans. Tu nie ma prawdziwej natury – wzdycha Piotr Fidler.

Tereny bagienne w dużej mierze porastają łąki, które są regularnie koszone. Dlaczego? Misją Parku jest także ochrona krajobrazu, również tego, który wykształcił się przez wiele wieków rolniczego użytkowania gruntów. W tym czasie pojawiły się gatunki zwierząt, dla których niezalesione tereny są głównym środowiskiem życia. Na przykład derkacz – cenny ptak żyjący tylko w niskiej trawie, który w KPN znalazł azyl. A leśnicy podczas prowadzenia prac starają się jak najmniej ingerować w naturę: nie do pomyślenia jest koszenie w okresie lęgowym.

Wilki

W „Polskiej czerwonej księdze zwierząt” wilk ma status NT (nearthreatened) – gatunek niższego ryzyka, ale bliski zagrożenia, objęty ścisłą ochroną. Ostatni raz w Kampinoskim Parku Narodowym widziano je w 1964 r, potem zniknęły. Pojawiły się ponownie blisko pół wieku później, w roku 2013. Nie wiadomo jak ponownie dostały się na ten teren zewsząd otoczony drogami, wioskami i miasteczkami. Jako naturalny drapieżnik regulujący populacje innych zwierząt, wilki doskonale wpasowały się w ekosystem. Jednocześnie unikają człowieka, co sprawia, że zazwyczaj nie stanowią dla niego zagrożenia. A odwrotnie? W 2018 r. została wyasfaltowana droga pomiędzy miejscowościami Górki i Nowy Wilków, biegnąca przez siedlisko drapieżnika.


Narodowe dziedzictwo i podejźrzon

Mimo długotrwałej eksploatacji, obszary Kampinoskiego Parku Narodowego wciąż są przyrodniczym unikatem w skali kraju i Europy. Puszcza składa się z czterech równoleżnikowo położonych pasów: dwóch wydmowych i dwóch bagiennych. Takie zróżnicowanie terenu przyczynia się do bogactwa w świecie roślinnym i zwierzęcym oraz występowania wielu gatunków chronionych. Przykładem jest chociażby polodowcowy relikt: Hamedaphne północna zwana rozmarynkiem. Rośnie tylko w ośmiu miejscach w Polsce, a KPN jest jej największym siedliskiem w kraju. Nieco ponad pięć procent powierzchni Parku zajmuje oles bagienny tworzony głównie przez olszę czarną i nazywany polską dżunglą.

22 obszary ochrony ścisłej to w Kampinoskim Parku Narodowym miejsca szczególnie cenne. Mają łączną powierzchnię 4636 ha, czyli zajmują ok. 12 procent powierzchni Parku. Nie przechodzą przez nie szlaki turystyczne, leśnicy też rzadko się tam zapuszczają: nie prowadzi się tam prac regulacyjnych, nie usuwa się powalonych drzew. Jest to obszar samowystarczalny – bory mieszane najbardziej przypominające dziewiczą puszczę.

Przeglądając wydawaną przez KPN gazetę natknęłam się na nagłówek „Podejźrzon rutolistny”. Poniżej zamieszczono dwa zdjęcia: jedno przedstawia ukrytą gdzieś w runie leśnym niepozorną roślinkę, na drugim dziewczyna i chłopak z dumą prezentują to znalezisko. Dopóki są ludzie, którzy potrafią zachwycać się podejźrzonem, jest nadzieja na ratunek dla powoli ginącej przyrody.

Jedność

W znajdującym się na terenie KPN Muzeum – Miejscu Pamięci Palmiry znajduje się eksponat, obok którego trudno przejść obojętnie: metalowa, ozdobna konstrukcja, wrośnięta w bardzo stary pień drzewa. Ozdobny wytwór myśli ludzkiej i wiekowy konar splecione we wzajemnym uścisku, tworzące nowy, intrygujący byt. Prowokuje do refleksji, że może warto stworzyć nową definicję puszczy? Puszczy nie jako miejsca, któremu udało się przetrwać i uchować mimo niszczącej siły człowieka, lecz jako miejsce, gdzie natura i świadomy człowiek współistnieją w miłości, zrozumieniu i trosce.