/

Puszcza woła SOS


Globalne ocieplenie to wzrost średniej temperatury powierzchni lądów i oceanów, które możemy obserwować od 1950 roku. W pewnym sensie nie jest to nic nowego, gdyż klimat zmieniał się od zawsze. Jednak jak podkreśla geolog Anna Andrzejewska, problem polega na tym, że w ciągu 10 tys. lat klimat ocieplił się o 4 stopnie Celsjusza a w ciągu ostatnich 50 lat o ponad 1 stopień.


Nie tylko ocieplenie


Skutki globalnego ocieplenia to nie tylko topniejące lodowce i pożary puszczy Amazońskiej. Zmiany klimatyczne dotykają każdego zakątka świata i Polska nie jest tu wyjątkiem. Ciągle zmniejszają się zasoby wodne naszego kraju. Klimatolodzy zapowiadają, że w najbliższych latach średnia temperatura w styczniu wzrośnie o około 5 stopni, a dni z temperaturą poniżej zera będzie coraz mniej. Anna Andrzejewska, która w Kampinoskim Parku Narodowym zajmuje się badaniami przyrody nieożywionej, a w szczególności koordynacją i prowadzeniem monitoringu klimatu oraz wód powierzchniowych i podziemnych podkreśla jednak, że globalne ocieplenie nie polega jedynie na stopniowym, łagodnym wzroście średniej temperatury atmosfery. Wiąże się to również ze zwiększoną ilością ekstremalnych zjawisk. –Mamy większe susze potem nagłe burze, wielkie opady deszczu i powodzie. Jest coraz więcej cyklonów i huraganów.- mówi geolog. Jej zdaniem trąba powietrzna z nawałnicą, która w 2018 przeszła przez wieś Stare Jabłonki na Mazurach, dokonała zniszczeń porównywalnych z powierzchnią Puszczy Kampinoskiej. Klimatolog zauważa także inne zagrożenia. –Wraz z ociepleniem klimatu, przesuwają się strefy gdzie utrzymują się różne gatunki zwierząt i rośliny. Modliszka była kiedyś znana tylko w południowej Europie i Afryce, a teraz występuje w Polsce, bo klimat stał się dla niej wystarczająco ciepły. Owad ten jest obcy dla naszej przyrody i zaczyna wypierać nasze gatunki. Obecnie mamy do czynienia z suszą hydrologiczną. W ciekach zaczyna brakować wody. Jest to zagrożenie dla bagien, które są bardzo cenne dla puszczy, gdyż zatrzymują wodę, a potem w okresie suszy powoli ją oddają. Zaczyna brakować także wody dla zwierząt. Anna Andrzejwska twierdzi jednak, że nie są to straty nie do odwrócenia. Jeżeli kolejne lata będą mokre, to Puszcza Kampinoska się odrodzi.


Cała nadzieja w drzewach?


Wycinka drzew i istota leśnego ekosystemu jest nieodłącznym elementem dyskusji o postępującym ociepleniu klimatu. Wielu uważa, że to właśnie lasy mogą uchronić nas przed zmianami klimatycznymi. Nie bez powodu. Lasy działają jak pompa wodna, która potrafi wyparować do atmosfery tyle wody, co duży zbiornik wodny. W pełni sezonu wegetacyjnego  1 ha naszych lasów może wyparować do atmosfery od kilku do kilkudziesięciu ton wody w ciągu doby. Poprzez zwiększoną wilgotność powietrza las wpływa na zmniejszenie dobowych, okresowych i rocznych amplitud temperatury powietrza atmosferycznego. Zwiększona wilgotność powietrza zmniejsza też intensywność promieniowania słonecznego i zwiększa udział promieniowania rozproszonego w promieniowaniu całkowitym.- Las schładza temperaturę i oczyszcza powietrze. Znaczna część tego powietrza przy wiatrach zachodnich wędruje do stolicy. Warszawa nie ma aż takiego zanieczyszczenia powietrza właśnie dzięki temu, że sąsiaduje z Puszczą.-mówi Anna Andrzejewska. Czy wystarczy więc posadzić więcej lasów, by zniwelować negatywne skutki globalnego ocieplenia? –W przyrodzie są dwa obiegi węgla: jeden mały, krótkotrwały, trwający około stu lat, który polega na tym, że spalamy drewno, dwutlenek węgla dostaje się do powietrza, a następnie jest pobierany przez las, który wydziela tlen. Jest też obieg długotrwały, wielomilionowy, w którym węgiel, wbudowany w masę drzewa nie jest spalany, tylko utrzymany w ziemi. Dostaje się on w głębsze strefy ziemi, tworzy się z nich torf, węgiel, brunatny i kamienny. Te surowce pozostają w ziemi i nie dostają się do atmosfery, a kolejne drzewa pobierają dwutlenek węgla. Jeżeli spalamy węgiel i ropę naftową, to uwalniamy do atmosfery dwutlenek węgla, którego w obiegu nie było. I to właśnie on powoduje ocieplenie klimatu. Nie wystarczy jednak posadzić więcej drzew, licząc na to, że wyłapią one nadmiar dwutlenku węgla. Trzeba wynaleźć technologię, której jeszcze nie ma, żeby ten dwutlenek węgla wychwytywać. Po drugie nie powinniśmy też spalać tego drewna i pozwalać, żeby się samoistnie rozkładało, tylko je chować, by wybrać dwutlenek węgla z powietrza. To jest plan na setki lat.-odpowiada Anna Andrzejewska.


Małe wielkie kroki


Pojawia się pytanie, czy powinniśmy więc cierpliwie czekać na lata obfite w deszcze, czy też raczej ratować naturalne ekosystemy naszymi własnymi działaniami.-Nie mamy żadnego wpływu na opady czy temperaturę. Jako pracownicy parku staramy się zatrzymywać wodę. W tym roku skończył się projekt „Kampinoskie bagna”, w ramach którego zbudowaliśmy 40 budowli zatrzymujących wodę na drobnych ciekach parku. A co mogą zrobić osoby, które, na co dzień nie zajmują się ochroną środowiska?- Możemy ograniczać ślad węglowy codziennie podejmując proste działania jak niewyrzucanie śmieci, ograniczenie użycia plastiku czy unikanie jazdy samochodem. Warto też zredukować ilość spożywanego mięsa, gdyż jego produkcja wymaga ogromnej ilości wody i powoduje emisję dwutlenku węgla do atmosfery. Nie spodziewajmy się jednak, że te skromne działania natychmiast zahamują zmiany klimatu. Z drugiej strony najgorszą rzeczą jest stwierdzenie, że człowiek już tak zanieczyścił planetę, że teraz już nic z tym nie możemy zrobić.-mówi Anna Andrzejewska. Nie da się jednak ukryć, że to decyzje polityków mają największy wpływ na zmiany klimatyczne.- Prawo powinno być proekologiczne, wymuszać na ludziach sadzenie więcej drzew. Ponadto prawo dotyczące planowania przestrzennego jest w Polsce tragiczne. Każdy, kto spełni warunki zabudowy może postawić dom na terenie otuliny Parku Kampinoskiego i dyrektor Parku nie jest w stanie udowodnić, że jedna działka zaszkodzi przyrodzie tego miejsca. Za chwilę powstaje jednak w takim miejscu całe osiedle i później mamy na przykład takie sytuacje, że woda z szamb spływa do lasu. Jednak nawet w przypadku, gdy politycy będą odejmować decyzje skutkujące obniżeniem emisji gazów cieplarnianych, zmiany w klimacie są już i tak nieuniknione. Anna Adrzejewska twierdzi, że nikt nie jest w stanie stwierdzić jak za kilkadziesiąt lat będzie wyglądać życie na ziemi. Jej przewidywania nie napawają jednak optymizmem. –Klimatolodzy mówią, że powinniśmy się zatrzymać na poziomie maksymalnie dwóch stopni ocieplenia w stosunku do okresu przedindustrialnego. Na podstawie dotychczasowych zmian tworzą modele zmian temperatury, w zależności od tego jak my będziemy działać.  W tej chwili już przekroczyliśmy jeden stopień i podążamy najgorszym z możliwych modeli, tzw. business as usual, czyli działamy tak jak do tej pory. Jeżeli w dalszym ciągu będziemy nim podążać i nie wprowadzimy zmian, to w ciągu 100 lat temperatura ociepli się o osiem stopni. Póki co nie robimy nic.

Wpisy

Studentka III roku dziennikarstwa na UW. W dziennikarstwie najbardziej fascynuje ją wywiad i reportaż, a za mistrzów gatunku uważa Ryszarda Kapuścińskiego i Orianę Fallaci, których ceni za dociekliwość i otwartość na drugiego człowieka. Pasjonatka jazdy konnej, kryminałów i dobrej kuchni.