/

Radio Wuja Banana #6, czyli krajobraz po bitwie

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Otworzyłem moje spojrzenie na kampanię prezydencką pierwszym wydaniem Radia Wuja Banana, więc żal nie podsumować jej w ten sam sposób. Jak pisałem tydzień temu po ogłoszeniu exit poll, byli wygrani, przegrani i średniacy tych wyborów. Ale co przez ostatni tydzień leciało na zapętleniu na Spotify’u kandydatów?


Andrzej Duda – Chicago „If You Leave Me Now”

Urzędujący prezydent musi przede wszystkim zadbać, żeby cały elektorat, który poparł go w pierwszej turze, poszedł do urn również w drugiej. Stąd w jego słuchawkach prawdopodobnie słychać obecnie rzewną pioseneczkę Chicago: „If you leave me now you’ll take away the biggest part of me” [Jeżeli teraz odejdziesz, odbierzesz największą część mnie] i pojawiające się później „A love like ours is love that’s hard to find / How could we let it slip away? / We’ve come too far to leave it all behind / How could we end it all this way?” [Miłość jak nasza jest trudna do znalezienia / Jak możemy dać jej odejść? / Zaszliśmy za daleko, żeby to zostawić / Jak moglibyśmy zakończyć to w ten sposób?]. Do ciszy wyborczej pozostało 5 dni. Możemy się spodziewać walki na noże, ale nie wiadomo, czy do wyborców hermetycznie zamkniętych w pudełku stworzonym przez media państwowe i Karnowskich, cokolwiek dotrze. Jednak w tym przypadku dosłownie każdy głos będzie się liczył, więc jeżeli ktoś późną nocą usłyszy z dudobusa zawodzenie „Uuuu no, baby please don’t go”, proszę się nie dziwić.


Rafał Trzaskowski – Journey „Don’t Stop Believin’”

A co po drugiej stronie barykady? Niepodrabialny głos Steve’a Perryego i prawdopodobnie największy przebój zespołu Journey. „City boy” Rafał Trzaskowski co prawda nie jeździ po Polsce pociągiem, ale jego podróż ku żyrandolowi musi być firmowana słowami „Don’t Stop Believin’” [Nie przestawaj wierzyć]. W końcu nadrobienie straty przy dużej frekwencji nie będzie łatwe. „Strangers waiting / Up and down the boulevard” [Nieznajomi czekający wzdłuż bulwaru] to wyborcy, których kandydaci odpadli w pierwszej turze. Czy Trzaskowski ich odnajdzie i sprawi, że zagłosują na niego w drugiej turze? Zobaczymy za tydzień. Na pewno nie można mu odmówić, że ciężko pracuje na sukces w wyborach („Working hard to get my fill”).


Szymon Hołownia – Sonya Belousova, Giona Ostinelli, Joey Batey „Toss a Coin to Your Witcher”

Nieraz w trakcie tej kampanii Hołownia przypominał nam, że ma doświadczenie w zbieraniu pieniędzy. I muszę przyznać, że biorąc pod uwagę liczbę jego plakatów i banerów na ulicach, zrobił robotę. W tej kampanii był jednocześnie Geraltem i Jaskrem, bo w trakcie wystąpień na wiecach zabijał bestie, które sobie upatrzył, a na facebookowych live’ach tworzył ballady na swoją cześć. Wyborcy dali mu sporo monet i całkiem pokaźną sakiewkę głosów. Pozostaje poczekać, czy pozostanie na szlaku, czy wybierze ścieżkę z konsolowo-komputerowej adaptacji prozy Sapkowskiego i osiądzie w Corvo Bianco.


Krzysztof Bosak – Louis Armstrong „Kiss of Fire”

Wyborczy wynik Bosaka był dla mnie największym zaskoczeniem tych wyborów. Mając z tyłu głowy światopogląd jego obozu politycznego, muszę powiedzieć, że nie było to zaskoczenie pozytywne. Zacząłem się jednak zastanawiać, jaka część z tych niecałych 7% wyborców zaśpiewała sobie za Armstrongiem „I touch your lips and all at once the sparks go flying / Those devil lips that know so well the art of lying / And though I see the danger, still the flame grows higher / I know I must surrender to your kiss of fire” [Dotykam twych ust i od razu iskry lecą w powietrze / Tych diabelskich ust, które tak świetnie znają sztukę kłamania / I choć dostrzegam niebezpieczeństwo, płomienie strzelają coraz wyżej / Wiem, że muszę poddać się twemu ognistemu pocałunkowi]. Bo tak z Bosakiem, jak wcześniej z Korwinem, można usłyszeć, że niby faszyzuje, ale „gospodarka głupcze”. Jasne, wszyscy mamy prawo mieć inne priorytety, ale poziom naiwności potrzebny do uwierzenia w światopoglądową przemianę byłego prezesa Młodzieży Wszechpolskiej jest poza moim wyobrażeniem.


Władysław Kosiniak-Kamysz – The Rolling Stones You Can’t Always Get What You Want”

Kosiniakowi-Kamyszowi udał się parlamentarny mariaż z Kukizem, jednak na wybory prezydenckie zabrakło pary. Szczerze mówiąc, zdjęcia lidera PSL-u próbującego ukryć smutek po ogłoszeniu wyników exit poll, były jednymi z najsmutniejszych obrazków ostatnich lat, nie tylko w polityce. Aż by się chciało pana Władysława przytulić. Musi jednak pamiętać, co śpiewali Stonesi – Nie zawsze możesz dostać to, czego chcesz. Krzywa poparcia dla Kosiniaka-Kamysza na przestrzeni miesięcy wygląda jak drogi na głębokim Podlasiu, ale większość dołków i skoków były spowodowane innymi czynnikami, niż jego kampania. Na razie polecam ostatnie słowa śpiewane przez Jaggera w refrenie – „But if you try, sometimes you’ll get what you need” [Jednak jeżeli próbujesz, niekiedy dostajesz to, czego potrzebujesz]. Za dobry z pana polityk na polskie warunki, panie pośle, żeby trzymać na twarzy smutną minę z zeszłej niedzieli.


Robert Biedroń – Warren Zevon Keep Me In Your Heart For a While”

W moim ukochanym serialu „Californication”, Hank Moody puszczał sobie tę piosenkę Zevona za każdym razem, gdy kończył książkę – innymi słowy, kończył kolejny etap swojego życia. Biedroń zaprzepaścił swoją szansę na wielki sukces w polskiej polityce i jedyne co mu pozostało, to zamknąć w głowie ten etap, wrócić do Brukseli i zastanowić się nad strategią powrotu do łask rodzimych wyborców. W końcu wynik na poziomie Magdaleny Ogórek to blamaż, a nie sukces. Do garstki wyborców może zaśpiewać na odchodne „If I leave you it doesn’t mean I love you any less / Keep me in your heart for a while” [To, że cię opuszczam, nie oznacza, że kocham cię mniej / Zatrzymaj mnie na chwilę w swoim sercu]. Ale „There’s a train leaving nightly called ‘When all is said and done’” [W nocy odjeżdża pociąg o nazwie ‘gdy wszystko jest skończone’]. I w oknie tego pociągu z pewnością zobaczymy Biedronia.


Reszta stawki – Otis Redding „Sittin’ On the Dock of the Bay”

W każdych wyborach mamy grono zapychaczy, którzy mogą nawet mieć ciekawe pomysły, mogą się z różnych względów przebić, ale większego szumu przy urnach nie zrobią. W tym roku Stanisław Żółtek stał się w Internecie aniołem stróżem żuli (czy pseudonim Menelaos będzie tu pasował?), a Paweł Tanajno przeszedł bardzo długą drogę od hawajskiej dla wszystkich do stania na czele protestów przedsiębiorców. Nie wiem, czy sam Marek Jakubiak wie, po co w ogóle wystartował w tych wyborach, a o panach Witkowskim i Piotrowskim zapomnimy szybciej, niż Roman Giertych o swojej koalicji z PiS-em. Całą piątkę łączy jednak soulowy duch Otisa Reddinga, który siedział od świtu do zmierzchu na brzegu doku, oglądając statki [„Sittin’ in the mornin’ sun / I’ll be sittin’ when the evenin’ comes / Watchin’ the ships roll in / Then I watch ‘em roll away again”], na których w tym przypadku siedzieli wyborcy czołowej szóstki w prezydenckim wyścigu, co jakiś czas przechodzący z pokładu na pokład. A ja, bujając się do ciepłego głosu Otisa, żegnam się z Wami na ten tydzień. Za 7 dni zobaczymy się albo w nowej politycznej rzeczywistości, albo zostaniemy w tym samym bajorku, w którym moczymy się od pięciu lat.

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Feminista. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.