Centrum Kapuścińskiego

Chyba każdy z nas był kiedyś w oceanarium lub delfinarium. Mało kto wie, że większość delfinów znajdujących się w prawie wszystkich parkach wodnych na świecie pochodzi z jednego miejsca – Taiji w Japonii. Tam też regularnie ma miejsce rzeź tych zwierząt, ukrywana przez władze państwowe. W 2009 roku ujawnili ją twórcy filmu „Zatoka delfinów”.

 

 

Ich „przewodnikiem” był Rick O’Barry, kiedyś – treser delfinów, dziś – aktywista walczący o ich wolność. Szczyt kariery osiągnął przy serialu „Flipper” opowiadającym o przygodach dwóch chłopców i ich przyjaciela-delfina, mieszkającego we florydzkim oceanarium. Przestał, gdy delfin grający Flippera popełnił na jego oczach samobójstwo. U delfinów i innych waleni oddychanie nie jest odruchem bezwarunkowym. Każdy oddech to świadomy wysiłek. Kathy, delfin, z którym pracował O’Barry, po prostu nie wziął kolejnego. Treser, który widział, że delfin pozbawiony wolności z dnia na dzień stawał się coraz bardziej nieszczęśliwy, odebrał to jako świadomy wybór Kathy. Już następnego dnia został aresztowany za próbę uwolnienia delfina z pobliskiego oceanarium. Od tamtej pory poświęcił się ratowaniu tych niezwykłych zwierząt.

 

Najwięcej czasu poświęcił właśnie na walkę ze znęcaniem się nad delfinami w Taiji. O tragicznej sytuacji zwierząt opowiada dokument w reżyserii Louie Psihoyosa, założyciela Oceanic Preservation Society (OPS).

 

Oglądając „Zatokę delfinów” nie sposób jest się w film nie zaangażować z kilku powodów. Pierwszy, oczywisty, to temat. Nie wiadomo, co w dokumencie szokuje najbardziej. Czy to, w jak okrutny sposób traktowane są tam delfiny? To, że są nie tylko chwytane i sprzedawane za setki tysięcy dolarów do delfinariów, ale też w okrutny sposób zabijane na mięso, pomimo że jest ono silnie szkodliwe dla człowieka? Czy może to, że o wszystkim wiedzą japońskie władze, ale skrzętnie to ukrywają?

 

Drugi – to „kryminalna”, a przecież w ogóle niewyreżyserowana, strona filmu. Aktywiści chcieli nagrać, co dzieje się w zatoce Taiji za pomocą ukrytych kamer. Projekt ten wiązał się jednak z niemałym ryzykiem. Zatoka, w której ma miejsce cały proceder, jest bardzo pilnie strzeżona, co więcej – cała ekipa zaangażowana w przedsięwzięcie była stale śledzona przez japońską policję. Złapanie ich na gorącym uczynku wiązałoby się z wtrąceniem ich do więzienia (w Japonii można zatrzymać w areszcie bez stawiania zarzutów przez 28 dni).

 

I w końcu trzeci – realizacja. Kamera podąża za bohaterami, towarzyszy im w przygotowaniach i podczas akcji, widzimy również nagrania z ukrytych kamer ujawniające jak traktowane są delfiny. Dzięki temu widz czuje się niemalże jak członek ekipy – widzi, przeżywa to, co ona i na to reaguje. Film uzupełniony jest o wypowiedzi urzędników związanych m.in. z ochroną środowiska, co pozwala poznać tło problemu – początki i rozwój „delfinowego” biznesu, trwającą przez lata walkę Ricka O’Barry’ego, oficjalne stanowisko Japonii w sprawie Taiji czy konsekwencje, z jakimi wiąże się znęcanie się nad zwierzętami.

 

To, co jednak najbardziej należy docenić po obejrzeniu filmu to realne zmiany, jakie przyniosły działania OPS. Dzięki ich kampanii „Save Japan Dolphins” wielu Japończyków przestało jeść mięso delfinów, a liczba zabijanych zwierząt spadła z 1600 w 2004 r. do 595 w 2017 r. (dane według strony www.savejapandolphins.org). W odniesieniu tego sukcesu znacznie pomogło przyznanie Oscara 2009 za najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny – dzięki temu problem poruszony w „Zatoce delfinów” dotarł do znacznie większej liczby odbiorców.

 

Choć od tego momentu minęło 9 lat to walka nie ustaje. Aktywiści z OPS we współpracy z działaczami japońskimi nadal prowadzą kampanię, aby zatrzymać rzeź delfinów. Film nie traci więc na aktualności, wręcz przeciwnie – rodzi pytanie, jak wiele zwierząt cierpi z powodu kaprysu człowieka.

 

Magda Gontarek

 

„Zatoka delfinów” (oryg. „The Cove”)
reż.  Louie Psihoyosa
2009

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Chińskie duchy jedzą ananasy

Chińskie duchy jedzą ananasy

"Chińska herbata i tradycyjne pao na śniadanie, po południu zwiedzanie...
Od pomysłu do premiery, czyli jak powstaje film

Od pomysłu do premiery, czyli jak powstaje film

Przebieg produkcji filmowej na przykładzie dokumentu „15 stron świata”
Chemik schodzi na złą drogę

Chemik schodzi na złą drogę

O Kacprze Choromańskim, który zawodowo analizuje krwawe ślady, pisze Anna...

1 comment

  1. Katemeika says:

    Mar 28, 2017

    Odpowiedz

    Najbardziej przerażające jest to że nikt nigdy nie poniósł kary. Była śmierć, było mataczenie, było łamanie życia wielu osobom w celu wplątania ich w to morderstwo. Szczęśliwie ocalały akta sprawy. I co? I nic. III RP sobie z tą zbrodnią nie poradziła. Nie była w stanie czy nie chciała? Na to pytanie książka nie daje odpowiedzi.
    Ojciec Grzegorza – Leopold Przemyk wnosi skargę do Europejskiego Trybunału Spraw Człowieka a Trybunał orzeka, że Polska jest winna i zasądza odszkodowanie dla ojca. Może to jest odpowiedź?

Name required

Website