/

Ramen!

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Polskie sądy odmówiły rejestracji Kościoła Latającego Potwora Spaghetti, w związku z czym w połowie marca jego założyciele odwołali się do Trybunału w Strasbourgu. Wcześnie, by uzasadnić swoją decyzję, rodzimy wymiar sprawiedliwości powołał biegłych – teologów – którzy uznali Pastafarianizm za parodię religii, co wyklucza jej zalegalizowanie. Really?


Dla niewtajemniczonych: Kościół Latającego Potwora Spaghetti – FSM (Flying Spaghetti Monster) został założony w Stanach Zjednoczonych w 2005 r. przez Bobby’ego Hendersona. W USA trwała wtedy debata na temat nauczania kreacjonizmu w szkołach, a list wielkiego proroka pastafarian do szkoły w Kansas, pytającego dlaczego nie nauczać, na przykład, o Latającym Potworze Spaghetti, był na nią reakcją. Można powiedzieć, że strzelam sobie w kolano, bo ta geneza wskazuje raczej na żart, a nie prawdziwe wyznanie, jednak cytując popularnego mema, that escalated quickly.


Wszystkim nieznającym FSM, polecam ich stronę internetową. Możemy z niej ściągnąć Ewangelię, tzw. Luźny kanon, i zapoznać się z głównymi wierzeniami pastafarian. Świetna lektura: dowiemy się, że pierwszą istotą po Jego Makaronowatości był karzeł, który obecnie przebywa w niebie. Ludzie pochodzą od piratów, ale nie tych rabujących i gwałcących, a pokojowych, żądnych przygód odkrywców. Dniem świętym dla pastafarian jest piątek i co tydzień tego dnia powinni spożywać spaghetti (może być z makaronu bezglutenowego) i popijać je piwem (nie wiem czy może być bezalkoholowe). W niebie znajdziemy piwne wulkany i fabryki striptizerek (jedyny punkt, z którym mam problem), a poza tym dokładnie to, co osobiście lubimy. Piekło, to dantejskie na wzór katolicki, nie istnieje, ale ludzie niemoralni spokoju i radości po śmierci i tak nie zaznają. A na koniec skrótu – 8 naprawdę wolałbym byś nie…


1. Naprawdę wolałbym, byś nie zachowywał się jak jakiś świętoszkowaty dupek, gdy opisujesz moją Makaronowatą Dobroć. Jeśli jacyś ludzie we mnie nie wierzą, to spoko. Naprawdę, nie jestem przecież próżny. Nie o nich tu jednak chodzi więc nie zbaczajmy z tematu.

2. Naprawdę wolałbym, byś nie wykorzystywał mojego istnienia do agresji, zniewalania, karania, patroszenia i/lub sam wiesz, bycia niemiłym dla innych. Nie wymagam żadnych ofiar, a czystość jest ważna w przypadku wody pitnej, a nie ludzi.

3. Naprawdę wolałbym, byś nie oceniał ludzi ze względu na ich wygląd, sposób ubierania, mówienia czy też… Wiesz co, bądź po prostu miły, OK? I wbij to sobie do głowy: kobieta = człowiek, mężczyzna = człowiek. Jedno i to samo. Jedno nie jest lepsze od drugiego, no chyba że chodzi o wyczucie mody, gdyż, wybacz mi, ale dałem to kobietom i niektórym facetom, którzy wiedzą, jaka jest różnica między kolorem morskim a fuksją.

4. Naprawdę wolałbym, byś nie oddawał się czynności, która jest niemoralna dla Ciebie lub Twojego partnera – chętnego, zgadzającego się, dorosłego tak na ciele, jak i umyśle. Jeśli ktoś się z tym nie zgadza, to niech spada, chyba że to też jest dla niego niemoralne, to niech dla odmiany wyłączy telewizor i pójdzie na spacer.

5. Naprawdę wolałbym, byś nie walczył z bigoteryjnymi, mizoginistycznymi, pełnymi nienawiści przekonaniami innych o pustym żołądku. Zjedz coś i dopiero potem zajmij się tymi bredniami.

6. Naprawdę wolałbym, byś nie budował kosztujących wiele milionów kościołów/meczetów/kapliczek dla mej Makaronowatej Wspaniałości, gdy te pieniądze można o wiele lepiej wydać, sam wybierz: A. zlikwidować ubóstwo, B. zwalczyć choroby, C. żyć w pokoju, namiętnie kochać, no i obniżyć koszty kablówki. Mogę być Wszechwiedzącą Węglowodanową Istotą, jednak nie przeszkadza mi to w czerpaniu przyjemności z prostych rzeczy. Wiem, co mówię – jestem przecież Stwórcą.

7. Naprawdę wolałbym, byś nie rozpowiadał ludziom wkoło, że przemawiam do Ciebie. Nie jesteś aż tak interesujący. Zrozum to. Mówiłem Ci przecież, byś kochał swych bliźnich, rozważ to.

8. Naprawdę wolałbym, byś nie robił innym tego, czego byś nie chciał, by oni robili Tobie… No wiesz, chyba że lubisz rzeczy związane z dużą ilością lateksu / skór / lubrykantów / Las Vegas, to tego też raczej nie rób. Jeśli druga osoba też to lubi (pamiętaj jednak o punkcie czwartym), to działajcie, róbcie zdjęcia, ale na miłość Makaronu, użyjcie PREZERWATYWY!!! Naprawdę, to tylko kawałek gumki, jeżeli nie chciałbym, by TO było przyjemne, dodałbym Wam jakieś kolce albo coś.


I teraz pytanie zasadnicze: w czym problem? Jak można rościć sobie prawo do zezwolenia na legalne wierzenie w katolickiego Boga, Jahwe czy Allaha, przy jednoczesnym odrzucaniu innych wierzeń? W czym pastafarianie są gorsi od katolików? Jako że już jeden mem w tym tekście się pojawił, pozwolę sobie na kolejny. Usiądę za biurkiem pod Pałacem Kultury i Nauki i wywieszę kartkę: pastafarianizm, katolicyzm, prawosławie, judaizm i islam są równe. Prove me wrong. Mamy do czynienia z ruchem, który ma swoje bóstwo, ewangelię, świętą księgę, a nawet przykazania. A „naprawdę wolałbym byś nie” zamiast „musisz” wynika z podejścia FSM do ludzi – mają kierować się moralnością i robić wszystko w jej granicach. Jeżeli trzymają się tego i, dodatkowo, prawa kraju, w którym żyją, mogą robić co chcą. Nie ma wtrącania się kościoła do życia codziennego i włażenia z buciorami do łóżek i szkół. Ich święta pokrywają się ze świętami innych religii? Nic nowego: wystarczy prześledzić daty świąt pogańskich i świąt katolickich. Pastafarianie czerpią z innych religii? W tym przypadku też nie są oryginalni. Rzymianie po prostu pozamieniali imiona bogów greckich i wzięli ich jako swoich. I kończąc cały akapit prolepsis – lepiej żeby nikt nie próbował obalać Latającego Potwora Spaghetti przez przywiązanie pastafarian do piwa i makaronu w kraju, w którym dla religii dominującej świętościami są wino i chleb. Po prostu wpadli na smaczniejszą opcję.


Jako że nie jestem teologiem, mój wywód nie należał pewnie do najzręczniejszych. Nie zostałem też „dotknięty macką Jego Makaronowatości”. Mam jednak szczerą nadzieję, że wyznawcy FSM wygrają w Strasbourgu i zdołają zarejestrować swój kościół w Polsce. Bo jeśli, jak John Lennon, wyobrażacie sobie wszystkich ludzi żyjących w pokoju, szacunku dla każdego człowieka, bez względu na płeć, wyznanie, orientację seksualną etc., a na dodatek wspólnie biesiadujących przy piwie i spaghetti – to pastafarianizm jest Waszym naturalnym wyborem.


Ramen!