Tajemnica Ireny czy tajemnica poliszynela?

[spider_facebook id=”2″]

 

Na 111. stronie książki autor zwierza się: „Nie jestem zadowolony z opowiadania jej przez relacje innych. Bezradność w tej materii jest dojmująca. Nie wiem, jak ją opowiedzieć”. Na domiar złego, jeśli czytanie przynosiło dotąd więcej frustracji niż satysfakcji, to chce się taką książkę czym prędzej rzucić… Nie rzuciłam. Nie żałuję.

 

Wybór Ireny

 

Córka zdecydowała, że na jej grobie wyryje napis: „Irena Conti Di Mauro, primo voto Waniewicz”. Pominęła nazwisko Gelblum – to, przed którym matka uciekała przez większość swojego życia. Remigiusz Grzela w reporterskiej opowieści „Wybór Ireny” chciał podać przyczyny tej ucieczki. Nie podał żadnej, ale zostawił szereg domysłów, przypuszczeń, sugestii, jak połączyć losy Ireny Gelblum – bohaterskiej łączniczki Żydowskiej Organizacji Bojowej i uczestniczki powstania warszawskiego, Ireny Waniewicz – dziennikarki, i Ireny Conti Di Mauro – włoskiej poetki i tłumaczki.

 

Postać to fascynująca: kobieta, która po zakończeniu II wojny światowej postanowiła wymazać swoje konspiracyjne życie, zerwać z większością dawnych przyjaciół i tworzyć dla siebie wciąż nowe tożsamości, zmieniać rok urodzenia, zwodzić, kluczyć, konfabulować, zacierać ślady. Grzela stara się z tych puzzli ułożyć historię. W pierwszej części „Wyboru Ireny”, zatytułowanej „Znikanie”, niemal go to gubi. Kolejne fakty, kolejne przywoływane osoby i cytowane wspomnienia tylko zaciemniają obraz. Zamiast porządku czytelnik otrzymuje jeszcze większy chaos – trochę tak, jakby autor pisał, co wie, a nie wiedział, co pisze. Ogrom zgromadzonego materiału zdaje się go pokonywać. Skojarzenia z po mistrzowsku skonstruowanymi reportażami historyczno-biograficznymi „Gottland” czy „Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach” nasuwają się same. „Wysypują się te nazwiska z klepsydry historii, nic już nikomu nie mówiąc, ale zapisuję je, żeby został chociaż ślad”, pisze Grzela na stronie 55. i wygląda to jak przyznanie się do słabości i nadgorliwości. I nie wiadomo już, czy to książka o pewnej kobiecie, o żydowskim ruchu oporu czy o bezradności twórcy.

 

Narracja w częściach drugiej („Pamięć”) i trzeciej („Zniszczenie”) wychodzi autorowi zdecydowanie lepiej. Może dlatego, że te fragmenty życia bohaterki łatwiej odtworzyć? A może dlatego, że wreszcie wyraźnie widać, że to ona jest w tej opowieści na pierwszym planie… Grzela wciąż – jak w części pierwszej – pokazuje ją we wspomnieniach, listach i notatkach innych, wciąż dzieli się własnymi wątpliwościami, ale jego chęć wyjaśniania i szukania odpowiedzi przestaje krążyć nad tą historią jak sęp. Nieuchwytna osobowość głównej bohaterki usuwa w cień niemożność rozwiązania zagadki jej wciąż nowych tożsamości. W efekcie powstaje tajemniczy portret niezwykłej kobiety, która przez całe życie fascynowała mężczyzn; łączniczki ŻOB-u, która podróżując pociągiem potrafiła zasnąć na ramieniu niemieckiego oficera, i poetki, która po przyznaniu Wisławie Szymborskiej nagrody Nobla zadzwoniła do autora książki i przekonywała go, że ona bardziej na to wyróżnienie zasłużyła.

 

Irena Conti Di Mauro zmarła 26 października 2009 roku. W tym samym roku Grzela zaczął historię Ireny dokumentować; zebrał imponującą bibliografię (64 pozycje), odbył wiele podróży i rozmów (tę benedyktyńską pracę, choć wiodła czasem i autora, i czytelnika na manowce, trzeba docenić). Samej bohaterki nigdy nie odważył się o przeszłość zapytać (nie robiła tego też większość jej znajomych). Miał okazję, bo ze słów Marka Edelmana, które padły w wywiadzie Joanny Szczęsnej w 2008 roku, domyślił się, że Irena to znana mu, mieszkająca w Konstancinie poetka, która napisała nawet posłowie do jego tomiku „Drzewa naprawdę wierzą”. Jej prawdziwą tożsamość znało wiele osób, lecz wszyscy lojalnie milczeli. Jak kiedyś, w konspiracji. Irena konspirację wciąż od nowa sobie tworzyła. Może to jest klucz do rozwiązania tajemnicy jej życiowych wyborów?

 

Agnieszka Kapela

 

„Wybór Ireny”
Autor: Remigiusz Grzela
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy PWN