Centrum Kapuścińskiego

Olga Gitkiewicz dla pracy nad pierwszą książką „Nie hańbi” rzuciła korporację i przeprowadziła się z Wrocławia do Żyrardowa. I właśnie o pracy, choć nie swojej, opowiadała podczas autorskiego spotkania w Faktycznym Domu Kultury.

 

Praca podobnie jak przed laty powoduje napięcia – mówiła Olga Gitkiewicz.

Spotkanie 21 listopada poprowadził Włodzimierz Nowak, reporter, dziennikarz „Gazety Wyborczej”, były redaktor naczelny „Dużego Formatu”. Fragmenty książki przeczytał Robert Więckiewicz.
– Wiele osób, z którymi rozmawiałam, narzekało na pracę, szefów, pensję, warunki. To był pierwszy impuls – tłumaczyła Gitkiewicz powód, dla którego postanowiła napisać „Nie hańbi”. – Bałam się jednak, że temat mnie przerośnie. Im bardziej byłam zaangażowana, tym było trudniej: czułam, że w formie książkowej temat może być niestrawny. Ponieważ wierzę, że mniej znaczy lepiej, więc eliminowałam materiał, obcinałam… – mówiła.
Podstawowe pytanie, które zadała Gitkiewicz w swojej książce brzmi „Czym dzisiaj jest praca?”. I okazuje się, że od 150 lat odpowiedź jest właściwie taka sama: przede wszystkim stresem. – Czasem praca wpędza w rodzaj psychozy: ciągle o niej myślisz, śnisz po nocach, opowiadasz znajomym przy grillu. Podobnie jak przed laty powoduje napięcia – tłumaczy, nawiązując do sytuacji robotników w XIX i XX w., których życie było całkowicie uzależnione od istnienia fabryki.

 

Znacie kogoś, kto teraz jest w związkach zawodowych? – zastanawiała się autorka.

Skoro jest praca, jest i jej przeciwieństwo: bez-praca: – Odkryłam, że być osobą bezrobotną to nie tylko, nie mieć pracy. Skoro praca decyduje o uczestnictwie w społeczeństwie, decyduje również o składkach i np. korzystaniu z opieki zdrowotnej – tłumaczyła reporterka. I wspominała wizytę w Szydłowcu, mieście, któremu poświęcona jest spora część książki. Od 1989 r. to prawdziwy lider bezrobocia. Przynajmniej teoretycznie: – Wszyscy tak naprawdę mają pracę, tylko że to jest praca na czarno. Ludzie przyjeżdżają prosto z budowy i tylko podpisują dokumenty, że są bezrobotni. I wszyscy się na to godzą. Mówią o tym nawet urzędnicy PUP-u – opowiadała.
Temat niewydolności Urzędów Pracy również się pojawił: – PUP ma pomóc bezrobotnym znaleźć pracę, ale to kompletna fikcja. Urzędy czekają tylko na dotacje unijne, a między momentami, kiedy spływają pieniądze z budżetu, muszą jakoś przetrwać – skomentowała Gitkiewicz.

 

Zarówno spotkanie, jak i książka Olgi Gitkiewicz, spotkały się z dużym zainteresowaniem odbiorców.

Kolejnymi problemami poruszonymi zarówno w książce, jak i na podczas spotkania, są mobbing i bierność ludzi. – Okazuje się, że mobbing to tylko słowo. Człowiek, który uważa, że doświadcza mobbingu, kiedy zderzy się z literą prawa, niczego nie jest w stanie udowodnić – stwierdziła autorka z goryczą. Rozczarowuje ją także brak aktywności ludzi bez pracy. – W latach 30. XX w. ludzie po redukcji się mobilizowali, były marsze bezrobotnych: szli ulicami i krzyczeli, że chcą pracy. Znacie kogoś, kto teraz jest w związkach zawodowych? Ja znam niewiele takich osób. Dziś ludzie są samotni w swoim bezrobociu – dodała na zakończenie.
Tekst i zdjęcia: Monika Tułodziecka

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Potrząsanie akwarium

Potrząsanie akwarium

"Zawsze wiedział, że interesuje go tylko dokument" - sylwetka Marcela...
Koczownicy z dachu świata

Koczownicy z dachu świata

Fotoreportaż z Czangtangu
Od pomysłu do premiery, czyli jak powstaje film

Od pomysłu do premiery, czyli jak powstaje film

Przebieg produkcji filmowej na przykładzie dokumentu „15 stron świata”

Name required

Website