Reporter trzeciego wymiaru

O Ryszardzie Kapuścińskim powiedziano już wiele. Były to przede wszystkim słowa uznania dla reporterskiego kunsztu i wyjątkowej percepcji świata, która przekładała się bezpośrednio na Jego twórczość. Jednak wśród wielu zasłużonych słów podziwu, pojawiły się także głosy przeciwne ze strony tych, którzy, chociaż wciąż doceniają styl reportaży Kapuścińskiego, krytycznie podchodzą do oceny życiowych wyborów reportażysty. Chociaż niezwykle łatwo osądzać dorobek tych, którzy już odeszli, to jednak ważniejsze jest to, co o początkach i kulisach życia wielkich osobistości, mogą powiedzieć osoby, które znały je bezpośrednio. Jedną z nich jest pan Józef Lebenbaum – dziennikarz, którego droga skrzyżowała się z Kapuścińskim w powojennej Łodzi.

Wspomnienia pana Józefa sięgają lat 50., kiedy mieszkając w Łodzi, poznał w redakcji Sztandaru Młodych, przyszłego Cesarza Reportażu. Początki ich znajomości wspomina tak:

„W latach 50. mieszkałem w Łodzi. Redakcje budowano tak, by w każdym większym mieście Polski był przedstawiciel Sztandaru Młodych. Pamiętam, że wtedy właśnie przyjechał Kapuściński. Przyjaźnił się z moim kolegą Jurkiem Gliksmanem.  Jurek był jednym z 400 młodych mężczyzn, którzy uratowali się z łódzkiego getta pod koniec wojny.  Niemcy zaczęli zacierać ślady masowych morderstw i ci młodzi mężczyźni wykopywali ze zbiorowych mogił zwłoki i je palili. Po wszystkim naziści nie zdążyli ich zabić. Pamiętam, że Kapuściński zaprzyjaźnił się z Gliksmanem, nawet chciał coś o nim pisać, ale nie wyszło. Przez to, że oni spędzali razem dużo czasu, to i ja kilka razy spotkałem się z Ryszardem. Byliśmy dojrzałymi chłopcami, doświadczonymi przez wojnę, mieliśmy wiele tematów do rozmów”.

Chociaż pan Józef Lebenbaum znał Kapuścińskiego prywatnie, nie pozostawał obojętny wobec jego zawodowego dorobku. Zapytany o stosunek do twórczości Kapuścińskiego, pan Józef zaznacza:

„Zdawało się, że on ma taki trzeci wymiar, jakby notował wszystko, co widzi i słyszy, że to w nim zostaje. Kiedyś zwierzał mi się, że tak jak brzemienna kobieta nosi w sobie dziecko, tak on ma w sobie książkę. To nie tak, że siadał i pisał określoną liczbę stron. Ta książka w nim dojrzewała i zaczynał pisać wtedy, kiedy znalazł tzw. klucz. Później jako przykład podawał moment z książki, którą napisał w Abisynii – Cesarz. Zaczyna się ona od sceny, kiedy wchodzi piesek i obsikuje gości. I to był klucz do tego konkretnego utworu. Jak już wymyślił, to wiedział, że tę książkę napisze”.

Na zdjęciu w swojej pracowni w domu przy ulicy Pustola 16 (fot. archiwum)

W bezkompromisowy sposób, do życia i twórczości Kapuścińskiego, odnosi się Artur Domosławski w głośnej biografii „Kapuściński non fiction”. Pan Józef nawiązuje także do tej postawy słowami:

„Jest to bardzo głęboka książka, z tym że widać, że to pisze człowiek młody. Aby zrozumieć PRL i ludzi żyjących w okresie od 1945 do 1989 roku, to trzeba było żyć w tym czasie. To jest błędem, gdy młodzi ludzie piszą o faktach, bez odniesień do konkretnych kontekstów. Wtedy trzeba było radzić sobie w ramach ówczesnych warunków. Domosławski zarzuca Kapuścińskiemu pewien pakt ze Służbami Wewnętrznymi. Jednak bez tego nie mógłby wyjechać za granicę. I to nie trzeba było być agentem, nie trzeba było donosić na ludzi. Oni wymagali, aby zrobić dla nich opis takiej sytuacji na przykład na Kubie, w Nigerii, czy w Abisynii. Bez tego typu serwitutu, który się płaciło, to by nie było Kapuścińskiego. To jest tylko przykład, ale niestety, ludzie, którzy oceniają tamten czas i ludzkie działania, wyciągają te rzeczy z historycznego kontekstu”.

Mimo tego, że tak jak wspomniałam na początku – na temat największego polskiego reportażysty, wiele zostało już powiedziane – to Kapuścińskiego cały czas można odkrywać na nowo. Ze wspomnień czy relacji znajomych mu osób można formować swoją opinię na temat zarówno Jego twórczości, jak i życiowych wyborów. Jednak, jak to powiedział pan Lebenbaum, odnosząc się do czyjegokolwiek dorobku, należy nie zapominać o tym, że każdy pracuje w miarę swoich możliwości, dlatego tak ważne jest zachowywanie historycznego kontekstu. I tego nam wszystkim, w dniu 88. Urodzin Ryszarda Kapuścińskiego, serdecznie życzę!

Weronika Waldon

fot. obrazek wyróżniający: Krzysztof Wojciewski

Wpisy

Na co dzień pracuje w biurze reklamy stacji telewizyjnej, a po godzinach realizuje reporterską pasję. Miłośniczka literatury faktu, muzyki z lat 80 (it’s my life, it’s now or never!) oraz kultury amerykańskiej. W dziennikarstwie najbardziej ceni możliwość odkrywania niezwykłych historii i prezentowanie ich światu.